Gdy mam problem, szukam pomocy i rozwiązania

Cisza tu u nas, a to wszystko przez niby niepozorną sytuację, która rozwala funkcjonowanie naszej rodziny. Jedziemy na oparach energii i zapasów cierpliwości. Nie umiałam sobie poradzić z sytuacją, więc poprosiłam o pomoc i czekam na efekty.

Nigdy w życiu nie powiedziałabym, że będę musiała szukać pomocy u obcych i mądrzejszych. Serio. Do tej pory moja matczyna intuicja nigdy nie zwodziła. Zawsze wpadałam na rozwiązania, czasami dość zaskakujące, które działały i rozwiązywały problem. Tym razem skończyły nam się pomysły, sposoby, genialne pomysły i cierpliwość.

"Terroryzuje" nas 3.5 latka!


Lena. Przez pierwsze 2 lata oaza spokoju, dziecko bezproblemowe. Później zaczęły się schody-problemy z usypianiem do tego stopnia, że w akcie desperacji skorzystaliśmy z pomocy konsultantek snu. Szybko rozwiązaliśmy problemową sytuację, korzystając z idealnie trafionych rad.

Tym razem sytuacja jest poważniejsza. Mnie wykańcza psychicznie. Fochy, foszki i histeria! Lena ma mocny charakter i wie, czego chce i aktualnie jest szefową naszego towarzystwa. Ostatnio w naszym życiu działo się wiele. Przeprowadzka, przedszkole. Wiele emocji, nowe sytuacje, rozłąka z mamą. Doskonale rozumiemy, że dla małego człowieka każda nowa sytuacja to nowe emocje. Potrzebny jest czas do przyzwyczajenia się i akceptacji zmian. Całe trudne zachowanie "zwalamy" na emocje i staramy się robić wszystko by zminimalizować stres i pomóc zrozumieć emocje.

Co się dzieje?

Gdy jest dobrze, jest naprawdę cudownie. Jednak gdy Lenie coś nie podpasuje-zaczyna się taka histeria, która wznosi moją cierpliwość na granice możliwości. Nawet nie wiecie, ile emocji, złości i bezsilności tłumię w sobie, niejednokrotnie płacząc po zażeganiu kryzysu.

Przykład? Ostatnia histeria trwała 1.5h. Ponad godzinę szlochania (to nie płacz, bez łez!) i napadowego krzyku. Powodem był... dinozaur. Nikodemowi w samochodzie upadł na podłogę mały dinozaur. Po zaparkowaniu auta, przed wypięciem ich z fotelików podniosłam go. Ja-nie ona. Bo ona chciała mu podać. Rozumiecie? Powód najbardziej błahy z możliwych, a histeria i płacz do granic możliwości. Ludzie na parkingu patrzyli na nas z niedowierzaniem, matki, które nas mijały, patrzyły współczująco-przerabiały już chyba temat. Sąsiadka zadzwoniła z pytaniem, czy może potrzebuję wyjść do Biedronki po kolejne mleko, żeby odetchnąć-ma dzieci w tym samym wieku, z tym samym problemem-rozumie i wspiera. Lena nie daje się dotknąć, gdy zaczynam tłumaczyć-zagłusza mnie krzykiem. Krzykiem takim-że jakbym nie widziała jej w tym momencie, jakbym była za ścianą-pomyślałabym że dostaje klapsy! To jest najgorsze. Jej krzyk jest napadowy, tak głośny i nagły jakby naprawdę oberwała klapsa.

Najgorsze? Potrafi tak w środku nocy! Budzi się przykładowo by skorzystać z toalety. I foch. Chce do sypialni-proponuję jednak swoje łózko i moje towarzystwo. Foch. odpuszczam i zapraszam do sypialni-foch. Próbuję ją nakryć-foch. Biorę kołderkę i chcę zabrać do sypialni, żeby nie budziła rodzeństwa-foch. Siadam i nic nie robię-foch. Przytulam-foch.

Cokolwiek bym nie zrobiła-foch, krzyk i wrzask. Potrafi siedzieć na podłodze obok łózka 30 minut, chlipiąc pod nosem-i w tym czasie kilkukrotnie krzyknąć tak, jakby naprawdę dostała klapsa. Nie ogarniam tego psychicznie, serio. Nie działa nic, aż Lena sama stwierdzi, że koniec. Wtedy wyciąga ręce, przytulam ją i idzie spać jakby nigdy nic! Dzieci mają razem pokój, szkoda mi ich, bo Lena swoim krzykiem wybudza ich i wstają z przerażeniem, nie wiedząc, co się dzieje.

Za radą psycholog dziecięcej pogadałam z sąsiadami i wytłumaczyłam sytuację. Zrozumieli, przerabiali ze swoimi różne sytuacje-życzą powodzenia. Ja będąc naszą sąsiadką i słysząc (nie widząc, co naprawdę się dzieje) takie nagłe wrzaski Leny-zaniepokoiłabym się na tyle, że na pewno nie zostawiłabym tak tej sytuacji. Jako bezgranicznie kochająca mama musiałam też usłyszeć słowa otuchy, że to nie moja wina i tak naprawdę nie robię nic złego, po prostu nie da się do końca przewidzieć emocji i reakcji małego dziecka.

Mówię, tłumacze, nazywam emocje, próbuje przytulać, odwracać uwagę-nie działa nic. Poszłam do psychologa dziecięcego. Byłam bezsilna, zabrakło już nam pomysłów, chodziliśmy jak zombie. Ja po każdej takiej akcji nie mogłam zasnąć z emocji do rana. Za rada psycholog wprowadzamy pewne metody postępowania w takich kryzysowych sytuacjach. To już druga taka akcja. Pierwsze takie zachowania miały miejsce już rok temu, trwały kilka tygodni jednak ich skala była o wiele mniejsza niż obecnie.

Chciałam Wam o tym napisać, ponieważ myślę, że jeżeli problem z zachowaniem dziecka Was przerasta, dzieją się złe rzeczy, nie potraficie poradzić sobie z emocjami dziecka, nie działa już nic-warto zgłosić się po pomoc, do kogoś, kto ma odpowiednie kwalifikacje i spojrzy na całą sytuację z boku. Rady, które my otrzymaliśmy, zaczynają działać!
Macierzyństwo jest cholernie trudne. Musisz wiedzieć niewiadome, przewidywać nieprzewidywalne. Mieć nieograniczone pokłady cierpliwości i siłę. Ogromną. I tego nam życzcie.

Z otwartymi rękoma przyjmę wszystkie rady, Wasze historie radzenia sobie z takimi nocnymi akcjami. Płace złotem i kawą. Bo ta ostatnio trzyma nas przy życiu.

3 komentarze

  1. Beata Suczynska19.11.2018, 19:20

    Jagbym czytała o swojej 2,5 Mayi .

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety u Nas było to samo ale z dna na dzień przeszło.. jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki syn stał się oazą spokoju.. nie to dziecko.. od kilku dni jednak znowu problem zaczyna powracać i Pani w przedszkolu również zauważyła zmianę.. nie chce się słuchać, szybko się denerwuje..
    Dzisiaj na spacerze zrobił taką akcję o jakiej już zapomniałam :)
    Niestet mieszkamy w Uk... ale wracamy do Polski w lipcu i mam nadzieję, że zmiana otoczenia wpłynie korzystnie na jego rozwój..

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie jest to samo od bardzo dawna, moja starsza córka (4l.) Jest czasem nie do zniesienia. Czasem obchodzę się z nią jak z jajkiem, żeby tylko nie zaczeła krzyczec. Młodsza 2,5l nie rozumie czemu ona się tak zachowuje i często mnie pyta i to. Przykład akcji z wczoraj: córka chciała parówki na kolację, poszłam do lodówki, otworzyłam nowe opakowanie i położyłam parówki na talerzu, przychodzi córka i zaczyna się płacz, wrzask, bo to ona chciała otworzyć te opakowanie (wcześniej tego nie powiedziała). No więc 10 minut wrzasków i po czym dopiero staram się podjąć jakąś rozmowę. Wcześniej jej wrzask jest na tyle silny, że nie da się porozmawiać. Ale ostatnio jest lepiej. Tłumacze różne zachowania i emocje, gdy robimy coś fajnego. Np. mowie, że w kościółku należy być cicho, bo rozmowy i wiercenie się przeszkadzać innym ludziom, wtedy ona w innej sytuacji to wykorzystuje np. w sklepie lub jak jesteśmy w garażu, a tam tata spawa i jest głośno, to mówię że na nas uszy od takiego halasu i że nam to przeszkadza. Więc właśnie przy takich akcjach, mówię spokojnie, że chciałabym z nią porozmawiać, ale nie mogę bo ona krzyczy i bolą mnie uszy i wszystkim to przeszkadza. Nazywam też wszystkie emocje. Jak ja się zdenerwuje, to mówię że jestem zdenerwowana i analogicznie wszystko inne. Po wczorajszej akcji, gdy się uspokoiła powiedziała, że jest zdenerwowana, smutna i zmęczona. Po rozmowie o emocjach cała sytuacja została uratowana. Im ja bardziej świadomie do tego podchodzę tym jest lepiej. Napady są coraz krótsze i rzadziej się zdarzają. Dużo pomogła nam też książka, a nawet bardziej ćwiczenie Michała Zawadzki "zarządzanie marzeniami" zestaw edukacyjny. Są tam poprostu takie tabelki, w których zaznaczam, czy dzieci w dany dzień sprzątały, bawiły się ładnie, były wesole (a raczej nie krzyczaly) i pod koniec każdego dnia jest nagroda, jeżeli wszędzie są uśmiechy. U nas jest to np. jakaś ciekawa zabawa z budowaniem z materacy, wspólna bajka, wspólne robienie muffinek etc. Coś co robimy razem i sprawia nam radość. Ale rozumiem też, że najwiekszym sukcesem było nazywanie emocji, spokojna rozmowa i tłumaczenie swoich zachowań.

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!