Czy mimo wszystko żałuję? NIE!

Od kilku dni ciągle zastanawiam się, czy to była dobra decyzja. Jak to wszystko, co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, wpływa na dzieci. Mimo wszystko nie żałuję. Bo jak nie teraz, to kiedy?!

Ostatni tydzień znów spędziłam w domu z dziećmi. Kolejna choroba, choć opanowana bardzo szybko, uziemiła nas na tydzień. Idealnie sprawdza się u nas przedszkolna klątwa - dwa tygodnie w przedszkolu, tydzień w domu. A dopiero jesień! Wszyscy jednak zgodnie wtórują mantrę, że kiedyś dzieci odchorować muszą. Jak nie teraz, to za rok byłoby to samo. Nie jest tragicznie, jednak każda choroba wywraca nasze życie do góry nogami.

Zaczęłam zastanawiać się, czy posłanie ich do przedszkola to była dobra decyzja. Co chwila choroba, dzieci się męczą, my chodzimy jak lunatycy. Jednak szybko wracam na ziemię i pytam sama siebie jak nie teraz, to kiedy? A jedno muszę przyznać... Dziś nie wyobraża sobie innego biegu wydarzeń. Kocham, uwielbiam przedszkole. Nareszcie mam kilka godzin ciszy, spokoju, kilka godzin na swoje sprawy, swoją pracę. Mogę ze spokojem odhaczać z mojej listy "to do" kolejne punkty, bo przez ostatnie miesiące na liście widnieje kilkadziesiąt pierdołowatych spraw do załatwienia.

Mam czas by za nimi zatęsknić. Naprawdę. Mówię to głośno-dzięki temu, że dzieci chodzą na kilka godzin do przedszkola-jestem lepszą mamą. Mam do nich zdecydowanie więcej cierpliwości, tęsknie za nimi jak są w przedszkolu. Mam więcej sił, energii i pomysłów, by czas po przedszkolu był tylko naszym czasem.

Mimo chorób, kaszelków i katarków, które się nas trzymają-tak, to była dobra decyzja. W końcu uwolniłam się z sideł dzieci, bycia tylko mamą. Łapię oddech. Dzieci przekonały się w końcu i zaakceptowały fakt, że to normalna kolej rzeczy. Dorośli do pracy, dzieci do przedszkola. Najważniejsze, że zrozumiały, że bez mamy dostępnej na każde zawołanie też da się żyć.

Po dwóch miesiącach edukacji widzę same plusy. Minusem są choroby, ale liczba plusów jest przeważająca. Mamy wspaniałe Panie nauczycielki, cudowną kadrę i naprawdę świetnych rodziców kolegów z przedszkola. Ciekawe zajęcia, pyszne jedzenie i najważniejsze, mam taki wewnętrzny spokój zostawiając dzieci w placówce. A tego bałam się najbardziej. Rozwinęły się zadziwiająco, nabyły nowe umiejętności i z takich dzieci, zrobiły się przedszkolakami z prawdziwego zdarzania.

Czy mimo wszystko żałuję? NIE! Zdecydowanie NIE!

Miałyście podobne odczucia podczas chorób dzieci w pierwszych miesiącach przedszkola? 

2 komentarze

  1. Mój 3 latek też poszedł od września, było ciezko dopiero teraz po 2 mcach można powiedzieć że się zaadoptowal. Wrzesień triche chorował i w sumie za wiele nie pochodzil, ale teraz daje mu już cały arsenał vit c, D3, tran, probiotyk, czosnek,imbir i 5 tydz się trzyma już i chodzi. Z każdym tygodniem coraz lepiej, nauczył się dużo i piosenek i wierszyków i słówek angielskich. Próbuje tez rysować czego w domu nie znosil. Na pewno dobrze mu to zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnych zdarzeń nie jesteśmy w stanie zatrzymać / zapobiegać / czy uchronić się przed nimi. Jeśli nie przedszkolu, to gdzie indziej dzieci mogą coś "złapać".

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!