Co i jak mówić dziecku zamiast "NIE"

Małe dziecko słyszy słowo "nie" dziesiątki razy dziennie. Zamiast "nie" - który często jest zapalnikiem tykającej bomby i sygnałem do histerii warto mówić coś innego. Mała zmiana - wielki efekt.

Nie! Nie dotykaj! Nie biegaj! Nie wolno! Nie skacz! Nie, nie, nie...


Nadużywane słowo "nie" traci na mocy. Dziecko słysząc słowo kilkadziesiąt razy dziennie, w ogóle go nie identyfikuje. Postaw się w sytuacji dziecka. Samo słowo "nie", nie znaczy dla niego nic. Jest tylko zakazem. O wiele korzystniejsze jest dla dziecka wytłumaczenie zakazu, troski, zagrożenia, jakie niesie za sobą zachowanie, którego chcemy zabronić.

Często mówię nie. Z dziećmi nie da się inaczej. Jednak 2 lata temu, gdy moje dzieci przeżywały bardzo trudny, emocjonalny bunt zmieniłam taktykę i po przeczytaniu kilku mądrych publikacji przestałam mówić "nie" tak często, jak dotąd, stosuję też zamienniki i widzę efekty.

Co mówić dziecku zamiast "nie" ?


1. W sytuacji niebezpieczeństwa - tłumaczenie konsekwencji

Zamiast zakazywać dziecku biegania, brania rzeczy do buzi co jest niebezpieczne, i innych zachowań odwracam uwagę. Proszę o pokazanie tej rzeczy, którą ma w reku i chce włożyć do buzi, mówiąc o niej i prosząc o pokazanie. Stopuję niebezpieczną sytuację i tłumaczę, co może się wydarzyć, jeżeli dalej będą robić to, czego nie mogą. Np. Jeżeli będziesz wkładać tak małe rzeczy do buzi - możesz się zadławić i trafić do szpitala.

2. Brawo! Ale teraz pokażę Ci jak to naprawić

Swego czasu wałkowałam to setki razy dziennie. Dzieci ciekawe świata psuły, próbowały, testowały wszystko. Miałam ręce pełne roboty i ciągle sprzątałam po zaspokajaniu ich ciekawości. Miałam dość i od tego momentu uczę ich konsekwencji. Jeżeli coś rozsypią umyślnie, pomagam im to zbierać. Pokazuję jak i robią to ze mną. Jedynie sprzątanie pokoju po szalonej zabawie nie idzie im tam dobrze, ale to temat rzeka :) Czasami dziecko robiąc różne "psoty" walczy o uwagę rodzica, próbuje zwrócić ją na siebie. Przed wybuchem emocji przemyślcie sobie, co spowodowało takie, a nie inne zachowanie dziecka. Ja bardzo często widziałam w tych sytuacjach walkę o uwagę.

3. To mnie boli! Zamiast Nie bij!

Nie bij - nie mówi nic. Określenie uczuć i emocji, nazwanie bólu po imieniu - działa wiele. U nas problem zaczął się wtedy, gdy dzieci zaczęły bić się między sobą. Po pierwszym takim incydencie byłam w szoku, aż się popłakałam razem z płaczącym wtedy dzieckiem. Byłam zszokowana tym, skąd się u nich wzięły takie emocje, skąd bicie drugiego - skoro nigdy w życiu na oczy nie widziały przemocy. Dziś już wiem, że to nieodzowny element natury ludzkiej i nawet małe dzieci w taki sposób pokazują emocje. Przy pierwszych akcjach z biciem reagowałam stanowczo, tłumaczyłam i mówiłam wprost - że to boli. Pytałam, czy bolało wtedy, gdy dziecko zostało uderzone przez drugiego - gdy potwierdzało, zaczynałam tłumaczenie.

4. Dawaj konkretne polecenia działania

U nas to się bardzo sprawdza! Od dawna mówię dzieciom konkretnie, co mają zrobić, czego nie w prosty sposób. Zamiast: "nie ciągnij jej za bluzkę" mówię "puść jej bluzkę". Zamiast "Nie baw się tym kubkiem" mówię "Zostaw kubek. Możesz wylać na siebie picie". Widzisz różnicę? Taka gra słów pokazuje dziecku, co powinno zrobić, zamiast czego nie może.

5. Albo to, albo to

To jedna z najczęstszych moich rad, gdy pytacie, jak radziłam (i radzę sobie nadal) a foszkami, fochami. Daje wybór. Przykład z ostatnich dni. Chcą jogurty. Mam dwa rodzaje, a oni akurat chcieliby te, które jadły wczoraj i ich nie mam. Foch. Więc wyciągam te dwa i pytam, które chcą, ten albo ten. Jeżeli nie wybiorą żadnego, nie zjedzą jogurtu. Proste. Ta sama zasada jest przy ubieraniu, wyboru zabawy itp.

6. STOP

Są sytuacje, w których trzeba zareagować szybko i konkretnie. U nas funkcjonuje "stop". Wypracowaliśmy sobie taki znak, sygnał ostrzegawczy podczas nauki zasad poruszania się na drodze, podwórku. Może się dziać wszystko, gdy ja lub mąż krzykniemy "stop" dzieci stają w miejscu i czekają. Unieruchomienie. Wiedzą, że nie mogą dalej biedź, jechać, skakać, robić tego, co zamierzali. Nie nadużywamy tego, stosujemy w sytuacjach naprawdę koniecznych, dzięki temu mamy większą pewność, że zawsze będą reagować na takie słowo klucz. Po każdej takiej akcji "stop", tłumaczymy, co mogłoby się stać, gdyby nie zareagowali, chwalimy i dziękujemy za reakcję.

Jasne, są takie sytuacje w których "NIE...." będzie jedynym słusznym rozwiązaniem. Polecam Wam jednak zawsze dodatkowe tłumaczenie dzieciom dlaczego "nie". U nas samo "nie" totalnie nie zdawało egzaminu. Dzieci nie słuchały się nas, nie reagowały na prośby, zakazy. Gdy zmieniłam sposób tłumaczenia im zakazów, efekty pojawiły się natychmiast, i było ich o wiele mniej.

Tak samo komunikujemy się my, dorośli. Wyobraź sobie, pytasz o coś ważnego męża, siostrę, przyjaciółkę - odpowiada Ci jedynie "nie". Satysfakcjonuje Cię taka odpowiedz? Nie? Mnie też nie, dlatego drążę temat dalej. Z dziećmi jest tak samo. Poznają świat, testują, sprawdzają, chcą - to my, rodzice musimy stawiać jasne granice i tłumaczyć konsekwencję. Tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!