Czy dzieci zmieniają związek?

Gdy trzymanie za rękę partnera zamieniasz na trzymanie rączki od wózka, wieczorny relaks przy ulubionym filmie życie zamieniło na walkę z uśpieniem dziecka. Gdy zamiast zasypiać w objęciach, padasz na twarz, nierzadko w łóżku dziecka. Czy dzieci zmieniają związek? Dzieci nie, ale rodzicielstwo i życie już tak.


Pamiętam, jak pół roku po urodzeniu dzieci znajoma, która została mamą w podobnym czasie, zapytała mnie jak ma się nasz związek po pojawieniu się dzieci. Bardzo się wtedy zdziwiłam pytaniem, bo niby jak miałoby być? Żyliśmy jeszcze naładowani endorfinami, spełniło się nasze największe marzenie, no może cierpieliśmy na deficyt snu, jednak to był wymagający, ale szczęśliwy czas. Kilka dni przed zabraniem dzieci ze szpitala wykorzystywaliśmy czas na maksa, niejako zbierając wspólne chwile na zapas. Znajoma pytała, bo ich życie po pojawieniu się dziecka wywróciło się do góry nogami. Brak chwili dla siebie, cały świat kręcił się wokół dziecka, z dnia na dzień oddalali się od siebie. Pozbierali związek, ale kosztowało to ich wiele pracy, rozmów i zrozumienia potrzeb.

Nasz świat nie wywrócił się tak bardzo. Byliśmy zgodnym małżeństwem, ksiądz nawet żartował, że nie da nam ślubu, bo przed ślubem nie mieliśmy żadnej kłótni i nie wiemy, czy talerze nie będą lecieć :) Nie zawsze jednak było kolorowo. Jedyną rzeczą, w której mieliśmy odmienne zdania były kryzysy z dziećmi. Brak snu, choroby, stresujące sytuacje, życie na pełnych obrotach i próba wyrwania chwil dla siebie. Wtedy pojawiały się zgrzyty, ciche dni jednak zawsze mieliśmy i mamy jedną zasadę. Szczerość, komunikowanie wprost swoich potrzeb i zaufanie. Bez tego nie zbudowalibyśmy związku, szczęśliwej rodziny i solidnych fundamentów.

Gdy dzieci miały 2 lata, przytłoczyło mnie życie. Były wtedy totalnie "mamusiowe". Mama, mama, mama. Karmienie, kąpiel, usypianie - mama. Z tatą zawsze były najlepsze zabawy, głupoty i wygłupy. Czułam się wtedy jak ta od "najgorszej roboty". Po całym dniu pełnych obrotów, gotowania, sprzątania, ogarniania dzieci padałam na twarz. Naprawdę trudno mi było wykrzesać z siebie jeszcze odrobinę energii, by szaleć i bawić się wieczorem z dziećmi, tak jak robił to tata po powrocie z pracy. Nie ułatwiał tego też fakt częstych i długich wyjazdów służbowych męża. Po 1.5 miesiącu opieki nad dziećmi byłam zmęczona fizycznie i wykończona psychicznie byłam wrakiem. Przyzwyczaiłam dzieci do siebie 24/dobę. Moja wina i teraz powtarzam każdej młodej mamie - wychodź jak najczęściej, nie przyzwyczajaj dziecka tylko do siebie. Byłam na samym dole mojej sinusoidy, gdy powiedziałam dość. Odbijało się to na naszym związku. Wydawało mi się, że to ja haruję na wół, porównując mój miesiąc z dziećmi z miesięcznym poligonem męża. Każdy z nas nie był na miejscu drugiego i ciężko z tej perspektywy ocenić "kto miał gorzej".

Czas wrócić do żywych! JA KOBIETA jestem równie ważna jak JA MAMA. MY jako RODZICE jesteśmy równie ważni jak MY PARA!

Zawalczyliśmy o siebie. Zaczęliśmy żyć na nowo, zrobiliśmy się trochę samolubni. Dzieci nadal były i są najważniejsze, jednak buntujemy się i walczymy o chwilę tylko dla siebie. Zajęło to nam dużo czasu, sprawę ułatwiał fakt, że dzieci są już samodzielne i wszystko rozumieją.

Wyobrażacie sobie, jak po 2 latach wyszliśmy na imprezę? Boże, cieszyliśmy się jak dzieci. Nawet podróż samochodem na miejsce, z muzyką na full była niezwykłym przeżyciem. Teraz gdy ciocia rzuca hasło "zabieram dzieci w weekend" snujemy niecne plany, wyjazd w weekend do babci oznacza dużo spokoju i świetnych chwil. Długo nam zajęła walka o nas, ale warto, cholernie warto znów wrócić na dobre tory. Bo szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci. Nie mamy już problemu z zostawieniem dzieci na wieczór, noc, bo wiemy, że są na tyle duże i "kumate" że rozumieją, że ciocia z wujkiem położą je spać, wynegocjują przy tym dodatkową bajkę na dobranoc, a mama i tata wrócą w nocy. Gdyby jeszcze przy tym dały odespać do 10tej ;)

Nie zawsze było kolorowo. Życie przytłacza. Problemy życia codziennego potrafią przytłoczyć każdy związek, a gdy dodatkowo dokładamy do nich opiekę, wychowanie dzieci i z tym masę trosk i problemów - związek wystawiony jest na próbę. Obserwując różne relacje, widzę, że nie wszystkie związki wystawione na próbę dają radę. Czasami matka wybiera bezgraniczną miłość do dziecka, nie dopuszczając do siebie miłości partnera. Bywa i tak, że ojciec i maż rzuca się w wir pracy, separując się od rodzinnego życia, wychowania i nocnych pobudek. Bywa i tak, i tak i jeszcze można wymienić setki podobnych scenariuszy.

Ważne w tym trudnym czasie jest jednak to, by w porę odnaleźć siebie. By w porę zawalczyć o to, co się traci i dać z siebie wszystko, by odzyskać część relacji z czasu "przed dziećmi". Ten czas nigdy już nie będzie taki sam, bo teraz nie jesteście tylko we dwoje, tylko z Waszej miłości narodziły się dzieci. Wyrwanie jednak w tym obecnym życiu chwili dla siebie, chodź krótkiej, ale tylko dla siebie, jest bezcenne!

Zmieniają się priorytety, zmienia się życie, problemy i troski. Życzę Wam i nam, by mimo wszystko "MY" też było ważne!

A na koniec moja ulubiona piosenka ostatnich miesięcy



Zobacz mój skarbie ile to już lat
Przeżyliśmy niejeden sztorm.
Płakaliśmy niejeden raz,
Tyle słów rozdzieliło nas.
Lecz teraz wiem mimo tylu łez,
Wiem, że warto było za tobą biec,
Dla ciebie żyć, to nie żaden wstyd.

Bo to miłość powiem ci wprost,
Tyle lat z tobą żyję i czuję, że to
Tak, to jest to kochanie tak, to jest to!

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!