Histeria u dziecka! Nasza historia przelana morzem łez

Są różne dzieci, różne sytuacje i sposoby radzenia sobie z histerią. My byliśmy w tak skrajnej sytuacji, że zgłosiliśmy się po pomoc do psychologa dziecięcego. Mam nadzieję, że ten post pomoże wielu rodzicom.


W listopadzie napisałam Wam post - Gdy mam problem szukam pomocy. Opowiedziałam w nim o sytuacji która trwała już kilka tygodni, o Lenie i jej akcjach. Sytuacja wykańczała mnie psychicznie. Uważam, że jestem dobrą mamą, kocham dzieciaki bezgranicznie, a takie sytuacje pogrążają mnie w ogromnym poczuciu winy, że coś robię nie tak, że mogłam coś zrobić, powiedzieć lepiej, inaczej. Rozumiecie mnie? Szukałam w tym swojej winy.

Po kolejnej nocnej histerycznej akcji z jakże błahego powodu byłam na skraju sił psychicznych i z samego rana zaczęłam szukać pomocy. Udało mi się dostać do psychologa dziecięcego i przez kolejne dwie godziny szukałyśmy rozwiązania. Lały się łzy. Nawet nie wiecie, jaką ogromną ulgę poczułam, jaką nadzieję, gdy usłyszałam, że takich rodziców jak my są setki, że takie sytuacje dzieją się w normalnych domach, i najważniejsze - że można sobie z tym poradzić. Psycholog przeprowadziła ze mną bardzo długi wywiad. Pytała o wszystko, opowiadałam o różnych sytuacjach, relacjach i reakcjach Leny. Dała nam kilka rad, które stosujemy i efekty są widoczne. Liczba akcji Leny zmniejszyła się z kilku dziennie, do kilku na miesiąc. Już nie ma nocnych akcji, a te, które są, tłumimy w zarodku.

Nasze metody na histerię u dziecka


1. Zrozumienie emocji. To pierwszy krok do rozwiązania każdej sytuacji. W naszym przypadku powodem do 2 godzinnej histerii mogło być wszystko. To, że Lena chciała nakryć do stołu, a ja zrobiłam to już kwadrans wcześniej. To, że ona chciała podnieść dinozaura, który spadł Nikodemowi, a zrobiłam to ja, że tata po powrocie z pracy w pierwszej kolejności przywitał się z Oliwią, a nie z nią. Kolor kubka, koniec ulubionej bajki lub złe spojrzenie. Wszystko. Doszłam już do takiego momentu, że każdy mój przyszły krok zaczynałam analizować przed zrobieniem czegokolwiek w stosunku do Leny. Paranoja. Męczyło mnie to strasznie. Zawsze mogło coś pójść nie tak.

Nauczyliśmy dzieci emocji. Odgrywaliśmy rolę, nazywaliśmy to, co robią, co czują. Gdy płakały - mówiliśmy głośno, co mogą czuć, co wywołało płacz. Nauczyliśmy je nazywać emocje i mówić o nich głośno. Nauczyliśmy je też sposobów na radzenie sobie z nimi. Pomogło. Nasze relacje weszły na inny poziom. Dzieciaki zaczęły inaczej radzić sobie ze złością, wkurzeniem czy w czasie kłótni. Lenie bardzo pomogło nazywanie emocji, nie tylko swoich, ale i naszych. Rozumie, dlaczego po jej ataku złości jestem smutna, dlaczego zdarzało mi się płakać. Spróbujcie tego z własnymi dziećmi, nie tylko w trudnych sytuacjach, ale w normalnych też. To zaowocuje. Jestem pewna. Płacze? Zakomunikuj: "Widzę, że płaczesz, jesteś smutna. Co się stało?". "Jesteś zła, bo nie możesz więcej oglądać bajek. Rozumiem. Czas na bajki już minął, ale możemy poczytać książki lub pobawić się lalkami. Co wybierasz? Książki czy lalki?"

2. Pochwały.
Tu było ryzyko. Psycholog poradziła nam, by nagradzać w jakikolwiek sposób dobre, pożądane przez nas zachowania dzieci. Tu działaliśmy w stosunku do całej trójki, nie tylko Leny, by pochwały nie faworyzowały tylko jej. Nie byłam przekonana do takiego przekupowania dzieci, nie wierzyłam w ten pomysł. Psycholog zasugerowała, że mogą to być, chociażby cukierki. Przykład? Dzieciaki bawią się pół godziny u siebie, w spokoju i ciszy. Przychodzę do nich, chwalę za dobre zachowanie i daję nagrodę. Stosowaliśmy tę metodę tylko kilka dni. W naszym przypadku wystarczyło. Dziś dzieci same siebie chwalą, mówiąc "mamusiu zobacz, jak fajnie się razem bawimy".

3. Odpowiednia reakcja na złe zachowanie. Tu mogę zdradzić Wam cztery sposoby. Skrajne, totalnie od siebie różne i stosowane w różnych sytuacjach. Zawsze dostosowuje je do sytuacji, widzę po reakcjach Leny, która metoda może zadziałać.
- odwrócenie uwagi. Lena ma focha. Pytam ją dlaczego, jeżeli nie reaguje i nie chce rozmawiać, mówię jej, że jak się uspokoi i będzie chciała porozmawiać albo się przytulić ma mnie zawołać. I zajmuje się czymkolwiek innym, przez kilka minut pozostając w zasięgu jej wzroku. Czasami działa tak, że od razu chce się przytulić i mamy zażegnaną sytuację. Czasami jednak taka metoda powoduje zwiększenie płaczu (szlochania bez łez) i czas na drugi krok. Przy tym sposobie potrzebna jest konsekwencja i jasne pokazanie:
"Chcesz się przytulić? Muszę iść skończyć obiad, więc możemy się przytulić teraz, albo popłacz i przyjdź do mnie, jak się uspokoisz. Idziesz?"
Lena, gdy widzi moją stanowczość i to, że nie dopuszczam innego rozwiązania najczęściej, odpuszcza.

- Przytulenie. Gdy widzę, że jej histeria przybiera na sile i nie działa rozmowa, próba przytulenia czy odwrócenia uwagi przytulam ja na siłę. Wyrywa się kilka sekund i odpuszcza. Wtula się spokojnie, chwila przytulania i najczęściej zapominamy o całej sytuacji. Daje jej chwilę na zabawę i wracam do niej z rozmową, pytając, dlaczego była zła i co według niej się stało. To bardzo ważne daje możliwość wyeliminowania takiej sytuacji w przyszłości lub potwierdza dobrze dobraną moją reakcję na jej focha.

- w kryzysowych sytuacjach Lena nie daje się przytulić, nie chce rozmawiać i nie mogę jej zejść z oczy. Nie działa odwrócenie uwagi, przytulenie, kompletnie nic. Rzadko już mamy takie sytuacje. Na początku problemów zdarzały się nawet kilka razy dziennie. Bardzo mnie to męczyło, nie dało normalnie funkcjonować i zajmować się pozostałą dwójką. Lena, szlochając, wymuszała na mnie to, żebym była blisko. Najlepiej siedziała obok w ciszy. Gdy się wypłakała, sama wyciągała ręce, chciała się przytulić i po minucie wracała do zabawy jakby nigdy nic. Ona zapominała o sprawie, a ja tą sytuacją byłam tak zmęczona psychicznie, bo kosztowało mnie to bardzo dużo emocji, powstrzymywania krzyku, walki w środku by nerwy nie wzięły góry. Takie akcje trwały nawet godzinę, dwie. Z takimi sytuacjami nie mogłam normalnie funkcjonować, zrobić obiadu, zająć się dziećmi. Zawsze stosuję pierwszą i drugą metodę, by nie dopuścić do rozwoju sytuacji i konieczności zastosowania tej trzeciej opcji.

4. Stałam się bardziej stanowcza. Moja wina - byłam zbyt pobłażliwa w stosunku do dzieci. Teraz zmieniłam swoje podejście i stałam się bardziej stanowcza. Już nie pobłażam im w drobnych sytuacjach, jestem konsekwentna i potrafię wyegzekwować pożądane zachowanie i moje prośby. Gdy proszę o sprzątnięcie pokoju, muszą po sobie posprzątać, inaczej ja zbiorę zabawki i schowam je do szafy na kilka dni. Gdy proszę o ubranie się, oferując pomoc, muszą przyjść, inaczej będą ubierały się same, bez mojej pomocy i mogą spóźnić się do przedszkola. W sytuacjach, gdy szaleją, biegają, jest krzyk - proszę o spokój i spokojną zabawę. Gdy nie posłuchają po upomnieniu, mówię, że jeszcze jedna moja uwaga i nie będzie bajki na dobranoc. To bardzo pomogło w naszych relacjach. Wiedzą już, że z mamą nie można wszystkiego i potrafię być konsekwentna. Dzięki temu zaczęły się mnie bardziej słuchać i szanować moje zdanie.

Kiedyś przeczytałam bardzo pomocny tekst o tym, dlaczego dzieci nie słuchają się matek. Opisane były relacje z mamami, które zajmują się dziećmi na co dzień. Tak jak ja, byłam z nimi w domu przez pierwsze trzy lata ich życia. Dzieci z mamami czują się bezpiecznie, to one od początku są tą oazą, bezpieczeństwem. W publikacji porównano relację z ojcami, którzy przez 8 godzin dziennie pracują. Psychologowie potwierdzili fakt, że dzieci bardziej słuchają się ojców, bo do nich czują większy respekt niż do mam. W naszym domu potwierdza się to w 100%! Dzieci, mimo że szaleją za tatą i jest dla nich kompanem do zabaw numer jeden, bardziej słuchają się D. niż mnie. I nie ma tu mowy o jakiś roszczeniowych zachowaniach do dzieci, straszeniu czy wymaganiu. Absolutnie. Gdy ja proszę o sprzątnięcie pokoju, mają nagle tysiąc spraw i zabaw ważniejszych niż sprzątanie. Gdy pokój każde posprzątać mąż, idą i sprzątają.

Dziś mija kilka miesięcy od początku naszych problemów z zachowaniem Leny. Wypracowałam już swoje metody, które pozwalają mi tłumić większość akcji w zarodku. Kto by pomyślał dwa lata temu, że bezproblemowa Lenka będzie najbardziej wymagającym 3.5 latkiem. Zastanawiałam się bardzo często, co może być podłożem takich zachować. Naprawdę nie potrafiłam ogarnąć tego, co, jakie sytuacje dają początek takim akcjom u małego dziecka.

Psycholog wyjaśniła mi wtedy to bardzo prosto. Psychika 3.5 letniego dziecka dopiero się kształtuje. Dziecko poznaje emocje, poznaje świat, dostaje setki sygnałów dziennie. Powodem różnych skrajnych zachowań może być wszystko. Rozwój układu nerwowego, nowe wydarzenia, przeprowadzka, początek przedszkolnej przygody, choroba. Nasza w tym głowa, by w trudnej dla wszystkich sytuacji znaleźć sposób na ukojenie emocji i pomóc dziecku uporać się z jego emocjami. A z doświadczenia wiem, że łatwo nie jest. Bywa, że jest cholernie trudno. Emocje, nerwy, stres biorą górę. Spróbujmy pomóc i sobie i dziecku. Wspólny front i poświęcenie działa cuda. Powodzenia!


ps. Pamiętajcie, że moje rady nie muszą zadziałać u Was. To rady psycholog, które dostaliśmy po analizie naszej sytuacji, naszego przypadku. Gdy macie podobny problem i nic nie działa, polecam Wam skorzystanie z pomocy psychologa dziecięcego. To żaden wstyd! Gdy ma się problem ze zdrowiem, idzie się do lekarza, a gdy ma się problem z emocjami - do psychologa.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!