Coś, wobec czego jesteśmy bezsilni

Ostatnio mamy ciężki czas. Podczas kolejnej nieprzespanej nocy napisałam Wam coś z serducha. O tym, wobec czego jesteśmy bezsilni i o tym, czego często nie doceniamy. Do czasu...


Będąc dziewczynką, wyobrażasz sobie, jak to będzie, gdy pójdziesz do liceum. Będąc nastolatką, wyobrażasz sobie, jak będzie wyglądało Twoje dorosłe życie. Masz cele, plany, marzenia. Będąc narzeczoną, planujesz idealny ślub i życie we dwoje. Gdy zobaczysz dwie kreski na teście ciążowym, wyobrażasz sobie, jaką będziesz mamą, jak będzie wyglądało Wasze życie, już nie w konfiguracji 1+1, a 2+1, a nawet i więcej.

W głowie zawsze rodzą się wielkie plany, marzenia. Zawsze. Planujesz wyprawkę, wybieracie wspólnie kilka imion, organizujecie przestrzeń, życie na zmiany, jakie Was czekają. Tak jest, prawda? Dbasz o siebie w ciąży, a wraz z przyjściem dziecka na świat stajesz się jedną z najważniejszych osób w jego życiu. Stajecie na straży jego życia, zdrowia, dostatku. Planujecie pokazać mu dobro świata, a nawet i cały świat. Snujecie dalekosiężne plany na pierwsze wakacje, przedszkole, wybór prezentu na kolejne urodziny. Plany planami a życie potrafi zaskoczyć.

Jestem osobą, która lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie mylcie tego, z chęcią rządzenia wszystkim dookoła. Schemat naszej rodziny jest dość nietypowy i dobry plan to u nas podstawa. Znów zostałam sama na 2 tygodnie, znów jestem mamą i tatą w jednym. Ostatnie 2 tygodnie spędziłam w domu z dziećmi. Wirusy i infekcje nie chcą nas opuścić! Chorują jedno po drugim kolejny tydzień, a że wróciłam kilka godzin temu z pogotowia, wiem, że czeka nas kolejny tydzień w domu. Wszystkie plany poszły w łeb. Ale to nic,

Dobrze jest, jak jest dobrze, a gdy jest źle, to wali się cały świat!

Zrozumiałam jedno. Trzeba doceniać to, co się ma, a zdrowie jest najważniejsze! Dlaczego nie doceniamy chwil, gdzie cała rodzina jest zdrowa, możemy cieszyć się sobą, bawić się, planować spontaniczne wypady, spokojnie spać w nocy. Wtedy mamy plany i realizujemy cele. Wszystko jest zwyczajne i poukładane. Gdy pojawia się choroba, zdajemy sobie sprawę, że nic nie jest ważniejsze, niż to by szybko odzyskać zdrowie i stanąć na nogi. Wtedy nagle wszystko inne może i musi poczekać. Poświęcamy sto razy więcej czasu choremu dziecku, nagle ten obiad nie jest tak ważny, makaron z sosem też może być. Gotowi jesteśmy zarwać nockę, by nadrobić zaległości w pracy, bo i tam nie śpimy, czuwając nad dzieckiem, bo w dzień jesteśmy tylko jego. Wtedy dopiero człowiek docenia to, co ma. Zdrowie jest najważniejsze.

Boję się bezsilności. Nienawidzę sytuacji, gdy zrobiłam już wszystko, co mogłam zrobić, a efektów brak. Mierząc co chwilę dziecku temperaturę sięgającą 40 stopni, modlę się w duchu, by syrop zaczął działać. Odbierając wyniki badań, z obawą czytam punkt po punkcie wszystkie analizy. Mamy obraną drogę leczenia dzieci, bo ostatnie choroby nawet z winy chodzenia do przedszkola dały nam do myślenia. Intuicja nie zawiodła mnie po raz kolejny. Ale jestem bezsilna. Cokolwiek mogę zacząć robić, gdy cała trójka będzie zdrowa i wykonamy testy także dziewczynom.

Nienawidzę, po prostu nienawidzę choroby dzieci. Jakiejkolwiek. Kataru i poważniejszych diagnoz. Staję wtedy na rzęsach by szybko, by dobrze i bezboleśnie. Czasami jednak los rzuca kłody pod nogi i jesteśmy bezsilni. Tej cholernej bezsilności wobec choroby dzieci boję się najbardziej.

Bo wtedy, kilka lat temu, będąc jeszcze w składzie 1+1 obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by moje dziecko było szczęśliwe i zdrowe. I robię, co mogę, ale czasami los chce inaczej.

Życzcie nam dużo zdrowia! Bo jak będzie zdrowie to resztę się ogarnie, prawda? 

4 komentarze

  1. Mój syn 3 lata też poszedł dobprzeddo prz, wrzesien chorował i już się bałam że się znacznie. Od października Estabiomu, tran, domowy syrop z cebuli, czosnku,miodu, imbiru. Dostaje wszystko codziennie i trzyma się , po wrześniu już chodzi i nie opuszcza , nie był jeszcze chory więc wierzę że coś to daje

    OdpowiedzUsuń
  2. Może to głupie, ale mojemu czterolatkowi pomaga stawianie baniek na samym początku infekcji. Jak tylko zobaczę katar to od razu reaguje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć Agnieszko, czytam Twojego bloga odkąd urodziły Ci się dzieci, bo moja siostra pracowała wtedy na wczesniakach w usk i zajmowała się m. in. nimi, a ja rodzilam 8.06.2015 więc poniekąd dzielilam i dzielę z Tobą doświadczenia związane z dziećmi. U mnie po drodze urodziło się jeszcze jedno dziecko. Mój syn chodzi do 3 latków tak jak Twoje dzieci i tez od września zaczął nam mocno chorować i zarazac nas wszystkich. Średnio raz w tygodniu byliśmy u pediatry. Byłam załamana bo muszę pracować i nie możemy pozwolić sobie na to żebym siedziała z dziećmi w domu. Szukałam różnych sposobów na odporność dzieci. Wreszcie koleżanka opowiedziala mi o fantastycznych naturalnych produktach firmy Forever - o aloesie i naturalnych suplementach dla dzieci. Już od miesiąca nie byliśmy u lekarza co uważam za ogromny sukces :) Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tych produktach, napisz do mnie, a wszystko Ci opowiem joanna.korcz@wp.pl. Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety jest jak piszesz. Kiedy wirus wpadnie do domu jest jak muszki owocówki - dzieżko go wytępić z korzeniami :(.

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!