Najlepsze lata mojego życia!

Przełomowy czas, którego obawiałam się jeszcze 10 lat temu. Wtedy, wydawało mi się, że 30sto. latki chodzą w garsonkach, mają wałki na głowie. Dziś mam 30 lat, wielkie życiowe zmiany, rewolucyjne wręcz a co najlepsze, to dopiero początek nowego życia!





10 lat wstecz...


Ostatnie 10 lat mojego życia dało mi ogrom życiowego doświadczenia. I tych pozytywnych zdarzeń, ale też i tych złych. Mimo wszystko jestem za nie wdzięczna. Dlaczego? Bo z perspektywy czasu wyciągnęłam z nich wnioski, nauczyłam się żyć od nowa, nauczyłam się wiele na błędach swoich i innych. Dzięki tym zdarzeniom ustaliłam życiowe priorytety, wiem jakimi zasadami chcę się w życiu kierować i jak chcę żyć. Tylko według własnych zasad, tylko tak jak jest mi dobrze i tylko tak jak ja chcę. To wymagało ode mnie nie lada odwagi. Niby każdy żyje, jak chce, ale podświadomie jesteśmy często obarczeni wpływem innych. Nawet nieświadomie inni dyktują nam jak żyć.

Kłody, jakie życie rzucało mi pod nogi wtedy były nie do przeskoczenia. Dziś wiem, że były tylko próbą. Każda życiowa próba dała mi wiele. Z perspektywy czasu widzę, jak zmieniłam się przez te ostatnie 10 lat. Widzę, jak zmieniło się moje życie i moje priorytety. Doświadczenia pokazały mi, jak chcę postępować, a jakich rzeczy nigdy w życiu nie zrobię. Wiem, co jestem w stanie wybaczyć a czego nie. Zrozumiałam, co jest w życiu najcenniejsze. Jestem wdzięczna za całe zło, które mnie w życiu spotkało. Jestem wdzięczna, bo dziś to są tylko złe wspomnienia, z których wyciągnęłam wnioski, i na których buduję teraz fundamenty mojego szczęścia.

Za 10 lat... Nie! Tu i teraz!




Nigdy nie lubiłam planować odległej przyszłości. Zdecydowanie wolę tu i teraz! Życie nie raz pokazało mi, jak potrafi być przewrotne i jak potrafi płatać figle. Wiem, że plany z dnia na dzień mogą wziąć w łeb. Dlatego wolę wyznaczać sobie małe cele, realnie, nieodległe by spełnienie ich cieszyło, a nie dołowało z powodu braku możliwości realizacji. Z ideą "tu i teraz" żyje się lepiej. Planuję zawsze kolejny miesiąc. Zapisuję w kalendarzu wszystkie ważne zadania, wizyty u lekarzy, wyjazdy męża. Bez takich planów i logistyki nasza codzienność byłaby mocno zwariowana. Ale zawsze cieszą te chwile spontaniczne, te plany "tu i teraz". Wspomnień nie zastąpi nic.


Wolę inwestować we wspomnienia, niż rzeczy.



Czasu nie kupisz. Czasu, który przelewa się przez ręce, nie odzyskasz. Nie wrócisz do pierwszych kroków dziecka, pierwszego mama. Zawsze będziesz miała w sercu te wydarzenia, w których byłaś szczęśliwa. Ślub? Pierwsza randka? Narodziny dziecka? To dzięki takim wydarzeniom w gorszych, smutnych chwilach jestem w stanie szybko uporać się z chwilą słabością. Dlatego wolę budować wspomnienia. Budować niezapomniane chwile do których wracamy często. Wspominamy chwile szczęścia, wspólnie spędzony czas.

Najlepsze decyzje mojego życia



Było ich wiele. To dzięki nim jestem dziś tu, gdzie jestem. W 30lat planowałam mieć co najmniej dwójkę dzieci, własną firmę i dom. Dziś mam trójkę dzieci, wspaniałego męża, blog - który jest moim czwartym dzieckiem. Planuję w przyszłości, by blog po części był moją pracą. Czekam na wrzesień, by mieć w końcu więcej niż kwadrans spokoju dla siebie. Mam też plany zawodowe które mogłabym zacząć już dziś. Ale poczekam jeszcze chwilę. Poczekam, by później nie żałować, że te rodzinne chwile uciekły mi przez ręce. Jedną z lepszych życiowych decyzji jest mój mąż, podjęcie leczenia w klinice i ten czas, który zacznie się już za kilka tygodni. Tak naprawdę przed nami wielka rewolucja, ale cholernie się na nią cieszę.

Czym kieruję się w życiu?



Poza "tu i teraz" i budowaniu wspomnień chcę w końcu żyć tak, jak chcę. Dojrzałam do tego, by żyć według własnych zasad. Chcę budować solidne fundamenty dla mojej rodziny. Chcę wychować dzieci tak, by za 20 lat powiedziały, że miały szczęśliwe dzieciństwo. Chce wychować je tak, by dać im, jak najlepszy start w dorosłość. Nie mam tu na myśli głównego celu, jakim mogłoby być mieszkanie na start czy inne finansowe sprawy. Chcę wychować szczęśliwych, asertywnych ludzi, którzy nie będą bali się sięgać po własne marzenia. Pokażę i wpoję im wartości, które przydadzą im się w życiu. Chcę zapewnić im spokój, miłość, wsparcie i bezpieczeństwo-to cztery filary wychowania, które dadzą im solidne podstawy na przyszłość.

A ja jestem w czasie, który jest dla mnie przełomowy. Wyciągnę z niego jak najwięcej! Mówię głośno to, co chcę, mówię głośno to, czego pragnę. Już nie chowam się po kątach, już nie boję się marzyć.

Żyję tak, jak chcę. Bo mogę. Mam tylko jedno życie i przeżyję je tak, jak chcę.

3 komentarze

  1. Wydaje mi się, że żyjesz tak, jak narzucają ci dzieci. Więc nie po swojemu na pewno. Nikt mi nie powie, że marzeniem normalnej zdrowej 30latki jest codzienna walka z trójka dzieci. Ale wmawiaj sobie dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana, aż nie wierzę to co czytam! Współczuję Ci bardzo podejścia do życia. Dzieci to dar, szczęście i sens życia, Ty widocznie nie masz takiego celu, takiego szczęścia. Kompleksy lecz gdzie indziej :) Tutaj nie ma miejsca na takie toksyczne osoby :)

      Usuń
  2. A jakie są marzenia zdrowej trzydziestolatki? Podróżować po świecie i drinkowac? Ja ten etap przerobiłem przed ślubem. Teraz mam 6te dc drodze w tym trojaczki i twierdzę że dzieci to najlepsze co w życiu mni mogło spotkać..

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!