Gdzie leży granica?

Granica. Poziom wytrzymałości matki. Gdzie leży? Gdzie leży matczyna granica wytrzymałości, granica możliwości funkcjonowania bez snu, gdzie leży granica psychiczna matki? Tam, gdzie się nie spodziewasz, prawda?




Z natury jestem dość żywiołowa. Szybko się wkurzam, gdy coś nie idzie po mojej myśli. Lubię mieć kontrolę nad najważniejszymi sferami mojego życia. Mój sposób, by nie zwariować to plany. Muszę mieć zaplanowany z góry każdy miesiąc. Wyjazdy, kontrole, służby męża i inne zobowiązania zawodowe, ważniejsze okazje. To daje mi na spokojnie możliwość codziennego funkcjonowania. Gdy coś się sypie, sypie się wtedy codzienność.

5 lat temu myślałam, że moja granica cierpliwości leży tuż nad granicą sinusoidy. Żyłam wtedy pracą, dedlinami, projektami. Jedno opóźnienie i cały plan brał w łeb. Denerwowałam się, gdy coś, na czym mi zależy, było zależne od innych. Kolorowe tabelki w exelu, milion karteczek przyklejonych do monitora. Ja zawsze wywiązywałam się ze swoich zadań, zobowiązań i nie mogłam pojąć, dlaczego inni nie podchodzą do tego w ten sam sposób. Moją złotą zasadą było "jeżeli coś ma być zrobione dobrze, zrobię to sama".

Wtedy też, gdy obcerowałam znajome, które były już mamami, wydawało mi się, że są one jakimiś nadludzkimi pokładami cierpliwości. Nie zdawałam sobie sprawy, jakim cudem można tłumaczyć dwu latkowi 30 minut, dlaczego nie może przebiegać przez ulicę, jak można tłumaczyć po sto razy, dlaczego nie można bić, gryźć czy krzyczeć na rodzeństwo, i nie zwariować przy tym doszczętnie.

3 lata temu, gdy zostałam mamą, dostałam dar, dar, który dostaje każda matka. Cierpliwość z kosmosu. Cierpliwość, która jednak ma swoje granice. Jesteśmy tylko ludzmi. My matki mamy odgórne poczucie "że musimy". Taka nasza rola. Wychowujemy małe istotki, pokazujemy świat, zasady obowiązujące na tym świecie. Uczymy co to dobro i zło. Dostałam wielkie pokłady cierpliwości, naprawdę "ja teraz" w porównaniu z "ja 5 lat temu" to niebo a ziemia poziomu cierpliwości.

W pewnym momencie pojawia się jednak pytanie "ile można?". Mimo ogromnej cierpliwości przychodzi taki kres. Kres sił, zmęczenie psychiczne, potrzeba złapania oddechu, samolubna chwila dla siebie. Każdą z nas dopada chwila zwątpienia. Ile można tłumaczyć to samo po sto razy, ile można wałkować ten sam temat, ile można ze stoickim spokojem podchodzić do fochów, furii i buntów bez powodu. Dla 2-3 latka każdy powód do focha jest dobry. Przekonuję się o tym boleśnie każdego dnia. Uruchamiam wtedy pokłady cierpliwości, które jednak są na wyczerpaniu. Kiedy to minie? Kiedy w końcu dzieci będą odbierać moje słowa, prośby, zakazy w bardziej ludzki sposób? Jaki jest sposób na to, by słuchały, rozumiały i przestrzegały moich próśb. Małe i duże bunty to codzienność. Kolejna próba dla rodzica. Przytulenie nie pomaga, bycie obok nie pomaga, odejście na krok też. Najlepiej wtedy być i nie być w jednym.

Granica wytrzymałości fizycznej też leży dalej niż się spodziewasz. Nie raz życie testowało mnie na tym polu. Kilka bezsennych nocy z rzędu. Wstawanie co kilkanaście minut do każdego, bo źle spały. W końcu masz nadzieję na odespanie ciężkich dni zbliżającej się nocy. I nagle bum. Choroba. I co robisz? Nagle odechciewa Ci się spać, bo wiesz, że musisz dać teraz z siebie więcej. Ten mały, chory człowiek liczy właśnie na Ciebie. Kontrolujesz temperaturę, czuwasz, by zareagować w odpowiedniej chwili. I Twoje zmęczenie już nie jest ważne, bo priorytetem staje się zdrowie dziecka. Znasz to prawda?

Nie ważne gdzie leży nasza granica cierpliwości, wytrzymałości fizycznej czy psychicznej. Złotym środkiem jest złapanie chwili oddechu. Chwila dla siebie. Z doświadczenia wiem, że nie potrzebujemy wiele. Krótki samotny spacer, wyjście do koleżanki na kawę czy inna ulubiona czynność, która nas odstresowuje. To pomaga naładować akumulatory.

Dajemy radę zawsze i wszędzie. I nawet gdy już myślisz, że za chwilę przekroczysz tę granicę, wiedź, że to nie prawda. Dasz radę więcej, dłużej. Masz moc. Jesteś mamą!


1 komentarz

  1. 😄muszę wszystko przeczytać co tu jest opisane, od deski do deski. Moje trzy fasolki rosną sobie pomalu😄

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!