Uwierzyłam w mit i głównie przez to nie udało mi się długo karmić piersią!

Uwierzyłam w to, bo z każdej strony słyszałam, że tak ma być. Planowałam karmić dzieci moim mlekiem przynajmniej do roku. Mieszanie karmiłam tylko 3 miesiące. Więcej nie dałam rady. Nie wierzcie w to, co ja, jedzcie wszystko!



Zapewne słyszałyście już o akcji Dominiki (Mamalekarz.pl) #karmiejemwszystko. Przeczytaj koniecznie ten artykuł. i zobacz #karmiejemwszystko na Instagramie. Rozgłos problemu pojawił się zdecydowanie za późno. Za późno o czas, który upłynął, odkąd przestałam karmić dzieci moim mlekiem. W skali miesiąca kilkadziesiąt nowych czytelniczek trafia na mój blog pod różnymi hasłami dotyczącymi jedzenia podczas karmienia piersią. Przykłady: czy matce karmiącej można jeść pieczonego kurczaka / co można jeść, karmiąc piersią / czy mogę zjeść jogurty, karmiąc dziecko.. i tak dalej. Gdy jedna czytelniczka przed świętami trafiła na mój artykuł o dozwolonych produktach w ciąży przez hasło: "Czy podczas karmienia można jeść tylko gotowanego biokurczaka" zdecydowałam się napisać ten post.

Prawie 3 lata temu urodziłam trojaczki. Przez całą ciążę nastawiałam się na karmienie piersią, dokładniej na karmienie moim mlekiem, bo byłam świadoma, że wcześniaków od razu karmić piersią nie będę mogła. Bardzo tego chciałam i to było moim priorytetem. Do dziś pamiętam, jak położne patrzyły z niedowierzaniem, jak po niecałych 24h od cesarki szłam zgięta na pół do pokoju laktacyjnego, ściągnąć pierwsze mililitry siary. Udało się. Całe 3 ml! Od tego czasu, przez cały pobyt w szpitalu, równiutko co 3 godziny, w dzień i w nocy ściągałam mleko i nosiłam je piętro wyżej, na OION gdzie leżały dzieci. Nie mogłam karmić piersią, bo dzieci przez pierwsze dni karmione były sondą, by kontrolować dokładną ilość przyjmowanych mililitrów mleka. Z czasem zaczęły jeść solidne porcje i nie wyrabiałam z dostarczaniem pokarmu. Wprowadziliśmy jedną/dwie porcje mleka modyfikowanego. Kontynuowałam to w domu przez kolejne 3 miesiące. Początki były łatwiejsze niż późniejszy czas. Historię mojego karmienia opisałam Wam tutaj

Prędzej padnę, niż przestanę ściągać mleko!


Wiecie jak wygląda opieka nad trójką maluchów? Wyobraźcie sobie armagedon połączony z apokalipsą. Było naprawdę hardcorowo. Dzieci nie oszczędzały nas od samego początku. Po szpitalu przestawiły się z karmieniem na żądanie... co dwie godziny. Jak z zegarkiem w ręku, co 2 godziny rozlegał się w naszym domu koncert trio domagającego się jedzenia. Ja nadal, co 3 godziny ściągałam mleko.

Jak wyglądał mój dzień? Na początku dzieci jadły prawie pół godziny każde z nich. Dodatkowo przebranie pieluszki, przygotowanie mleka, uspanie na drzemkę. Ja ściągałam mleko co 3 godziny przez całą dobę. Czasami bywało tak, że między jednym i drugim karmieniem dzieci nie wystarczało mi czasu na sen, zjedzenie czegokolwiek czy nawet skorzystanie z toalety. Opadałam z sił! Po 3 miesiącach od urodzenia dzieci dopadło mnie totalne zmęczenie, brak sił, snu i czasu na jedzenie. Dopadł mnie kryzys!

Jeść! Jeść! Chcę jeść!


Do dziś pamiętam jedną sytuację. Gdy dzieci leżały na oddziale wcześniaków, mieliśmy 2 godziny przerwy między wyznaczonymi godzinami odwiedzin u dzieci. Zazwyczaj chodziliśmy wtedy na obiad do szpitalnej stołówki lub baru z domową kuchnią obok szpitala. Wiecie co takiego pamiętam? Pamiętam, jak zazdrościłam mężowi jego jedzenia! Jaką ja miałam ochotę na tego schabowego (na co dzień nie przepadam za mięsem), którego jadł D., na wszystko inne co nie było wątpliwą potrawką z kurczaka, porcją ziemniaków z gotowaną marchewką, i gotowaną piersią z kurczaka. Oczami jadłam wtedy wszystko! Ściągając mleko, dopadał mnie wilczy głów, mogłam wtedy zjeść przysłowiowego konia z kopytami. Obok laktatora zawsze miałam porcję biszkoptów.

Absurdalne, sprzeczne informacje


Po porodzie dostałam karteczkę, co ja mogę jeść. Typowa broszurka "diety matki karmiącej" znana od lat. Na drugi dzień leżąc jeszcze w szpitalu, na śniadanie dostałam 3 plasterki mielonki, z mini kostką masełka i 5 kromkami chleba. Na obiad odparzaną porcję cienkiej kiełbasy. Ni jak nie była to mega zbilansowana dieta matki karmiącej dziecko! Wszyscy powtarzali mi, co można jeść, czego absolutnie nie. Tylko gotowane, tylko na parze, warzywa. Zero smażonego, ciężkich potraw. Frytki, schabowy-nigdy! Pizza? No chyba żartujesz?


Prawa jest taka, jak karmisz, jedz wszystko, na co tylko masz ochotę!!!


Dopóki dziecku nie dolega nic, nie ma żadnych objawów podejrzenia alergii-jedz wszystko. Gdy pojawią się podejrzenia alergii, alergii na mleko krowie warto zrobić badania, by mieć pewność.

U moich dzieci stwierdzono nietolerancję na białko mleka krowiego, zmieniliśmy wtedy mleko modyfikowane i wszystkie dolegliwości minęły. Kobiety, które karmią piersią i u których dzieci zdiagnozuje się alergię na mleko krowie, wprowadzają dietę eliminacyjną, wykluczając niektóre produkty ze swojej diety. Nie wpadamy wtedy w szał ograniczenia wszystkiego. Nie jemy tylko gotowanej marchewki i drobiu gotowanego na parze. Z głową!

Odżywianie kobiety karmiącej powinno być oparte o zalecenia żywieniowe przedstawione w piramidzie żywieniowej Instytutu Żywności i Żywienia - tutaj. Zdrowo - to podstawa. Nie musisz ograniczać się tylko do produktów bio, eko. Jeżeli masz ochotę na kawałek pizzy, kotleta schabowego czy porcję frytek - smacznego.

Nie dajmy się zwariować! #KarmięJemWszystko



1 komentarz

  1. Ahhh znam ten temat niestety od tej samej strony.... ogólnie jest mało edukacji o matkach karmiących i jest to owiane ( nie wiem dlaczego ) tajemnica. Ciagle krążą te same zasady ja zaczęłam karmić co prawda jedząc wszystko ale moja teściowa dzwoniąc i umoralniające mnie co chwile jak ja moge jest kanapki z kiszonym ogórkiem czy domowe buraczki ze słoika wprowadziła stres przez co straciłam mleko 😩 a walczyłam z całych sił, Syn ciągną pózniej piersi nie nakazał sie a ja miałam piersi w coraz gorszym stanie.... ale człowiek mądry jest po szkodzie 🙂

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!