Prawa po poronieniu. O niektórych kobiety nie mają pojęcia!

Jakie prawa na kobieta, która poroniła? Warto znać prawa, które gwarantują wiele podczas tych traumatycznych chwil. Ja o większości nie miałam zielonego pojęcia. Trzeba je znać, by móc pomóc najbliższym kobietom w tym trudnym czasie, i sobie. 

Prawa kobiety po poronieniu

Gdy poroniłam, o większości praw nie wiedziałam, nie zostały mi też one przedstawione. Znam wiele kobiet, które tego doświadczyły, poznałam ich wiele podczas swojego 3 miesięcznego pobytu w szpitalu. Wiem, że standardy określone prawem dla kobiet po poronieniach często odbiegają od rzeczywistości. 






Jakie prawa na kobieta, która poroniła? 


  • Kobieta ma prawo leżeć na sali, w której nie ma kobiet w ciąży, połogu. Rzeczywistość po poronieniu jest inna. Gdy poroniłam w 5 tc, nie wymagałam dłuższego pobytu w szpitalu. Po kilku godzinach mogłam wyjść do domu. Leżąc w szpitalu prawie 3 miesiące, w ciąży z trojakami, poznałam wiele kobiet, które poroniły. Największym absurdem, z jakim się spotkałam, było to, że wiele kobiet leżało na sali razem z nami! Razem z kobietami, które były w zaawansowanej ciąży! One czekały na farmakologiczny początek poronienia, my leżałyśmy podłączone do KTG. Wyobrażacie sobie tę sytuację? Jedne kobiety leżą we łzach, próbując poradzić sobie ze stratą, inne słuchają bicia serca swojego dziecka. Jestem w stanie zrozumieć duże obłożenie oddziałów patologii ciąży, jednak trzeba zmienić podejście do kobiet w ciężkich życiowych sytuacjach. Wyodrębnienie jednej mniejszej sali dla kobiet po stratach byłoby najlepszym rozwiązaniem i według mnie, obowiązkowym, priorytetowym działaniem dla wszystkich oddziałów.


  • Kobieta, która poroniła, nie może mieć stałego kontaktu z pacjentkami, które urodziły zdrowe dzieci. Dobrze pamiętam sytuację, kiedy pewnego dnia na mojej sali leżała dziewczyna, która czekała aż leki zaczną działać, i rozpocznie się poronienie, leżałyśmy my - kobiety z problemami ciążowymi i położono do nas kobietę po porodzie, która urodziła zdrowe dziecko, ponieważ oddział położniczy był przepełniony i nie było miejsc!


  • Personel ma traktować kobietę po niepowodzeniu ginekologicznym z należytym szacunkiem i okazać wsparcie, zagwarantować poczucie intymności i bezpieczeństwa.


  • Szpital ma zagwarantować kobiecie po stracie wsparcie psychologa i bliskich, wedle jej potrzeb


  • Personel szpitala ma jasno komunikować i wyjaśniać każdą czynność medyczną, której poddana ma być kobieta po stracie i musi uzyskać jej zgodę na wykonanie każdej czynności.


  • Ma też obowiązek udzielić wszelkich informacji odnośnie do zdrowia pacjentki możliwości uzyskania dalszej pomocy psychologicznej i miejscach, gdzie taką pomoc można uzyskać, a także o aspekcie prawnym wynikającym z zaistniałej sytuacji.


  • Rodzice mają prawo zarejestrować dziecko w USC bez względu na tydzień ciąży, w którym stracili dziecko! Gdy dowiedziałam się o tym, przepłakałam cały wieczór. Było to już długo po tym, jak poroniłam. O tym się nie mówi. Nikt mi nie udzielił takiej informacji. Mam świadomość, że wiele kobiet o tym nie wie. Nie wiedzą o tym, że mogą zarejestrować dziecko i mogą je pochować bez względu na tydzień ciąży, w którym je tracą. Wiem, że wielu kobietom po stracie taka możliwość pomogłaby szybciej uporać i pogodzić się ze stratą. Rejestracja dziecka odbywa się w USC na podstawie dokumentów wystawionych przez szpital. 


  • Szpital ma obowiązek wystawić niezbędne dokumenty m.in. akt urodzenia dziecka z informacją, że dziecko urodziło się martwe. W przypadku poronienia także na podstawie karty martwego dziecka i protokołu zgłoszenia urodzenia. Wzory dokumentów możecie zobaczyć na blogu MatkaPrawnik.pl

  • We wczesnej ciąży, gdy nie da się naocznie rozpoznać płci dziecka, można wykonać badania DNA (koszta ponoszą rodzice ok. 400 zł). Coraz więcej placówek oferuje takie badania z rozszerzoną diagnostyką, dzięki nim można ustalić na podstawie badania materiału poronnego przyczyny. Określenie płci dziecka jest niezbędne do rejestracji dziecka w USC. 


  • Rodzicom, którzy we własnym zakresie decydują się na pochowanie dziecka, należy się zasiłek pogrzebowy.


  • Matka dziecka, które urodziło się martwe, przysługuje urlop macierzyński. Regulacje w tej kwestii wyjaśnia art. 180.1 Kodeksu Pracy. 


  • Ojciec dziecka bądź inna bliska jej osoba może otrzymać zwolnienie lekarskie, do 14 dni z tytułu opieki nad Matką dziecka, jeśli jest taka konieczność.
O prawach jakie mają rodzicę po śmierci dziecka po urodzeniu możecie przeczytać na blogu MatkaPrawnik.pl (tutaj). Musze też Wam powiedzieć, że Kasia prowadzi nieodpłatne doradztwo prawne dla kobiet po stratach.

Pamiętajcie, że każde odstępstwo od wytycznych, nienależyte traktowanie lub pogwałcenie podstawowych praw możecie zgłosić do dyrektora 
placówki, Rzecznika Praw Pacjenta lub rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy Okręgowej Izby Lekarskiej lub do NFZ. Jak to zrobić zobacz tutaj.

Poronienie to bardzo ciężki czas. Fizycznie i emocjonalnie. Kobiety różnie reagują na stratę. Jedne zamykają się w sobie, nie dopuszczając do siebie zaistniałej sytuacji, inne chcą przeżyć żałobę. Jednym rodzicom pomóc może pochówek dziecka, a inni powierzają to szpitalowi. Ile ludzi, tyle indywidualnych tragedii. Każdą decyzję trzeba uszanować, bo w każdej rodzinie przeżywa się własna tragedia. Liczę na to, że w Polskich szpitalach standardy opieki nad kobietami po niepowodzeniach ginekologicznych będą szły w dobrym kierunku. Będą praktykowane. Kobiety, które przeżywają poronienie, nawet we wczesnym etapie ciąży nie będą traktowane jak drugorzędne. Zostanie okazane im wsparcie na każdym etapie, podejście personelu będzie na najwyższym poziomie, w oparciu o współczucie, szacunek i zrozumienie.



Teraz mam prośbę do Was, kobiet, które przeżyły stratę. Napiszcie, czy w Waszym przypadku zachowane zostały standardy opieki zgodnie z normami? Czy przedstawiono Wam prawa, jakie się należą? Do pochówku, rejestracji dziecka. Została zapewniona Wam opieka psychologa? Jak wyglądało wsparcie personelu medycznego w tym trudnym momencie?







10 komentarzy

  1. Poronilam w 10tygodniu nikt nie poinformował mnie o moich prawach.tylko tyle że poznanie plci to koszt 800zl.wszystko działo się tak szybko bylam przerazona dopiero po fakcie czytając w Internecie dowiedziałam się że mogłam pochować swoje dzieciątko 😔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poronienie to traumatyczny czas dla każdej kobity. Tym bardziej personel powinien podchodzić do każdej kobity z empatią i wyrozumiałością, jasno i szczegółowo przdstawić wszystkie prawa. Dlatego o tym trzeba mówić, mówić i mówić..!

      Usuń
  2. Gdy w trakcie drugiej ciąży trafiłam z krwawieniem do szpitala to był 6 tv stwierdzono puste jajeczko ze z tego nie będzie ciąży. Zostałam poinformowana że trzeba wykonać łyzeczkowanie.. I po kilku godz wypisanie mnie do domu. Leżała na sami z kobietą w ciąży i druga z ciąża pozamaciczna. Nie zostałam poinformowana o tym że mogę poznać przyczyny dlaczego tak się skończyła ciąża tym bardziej że to była druga nie udana ciąża pierwsza straciłam bo miałam endometrioze i torbiel przez co ponoć nie mogła się ciąża rozwijać. Pierwsze słyszę o tych prawach A szkoda bo było to coś strasznego leżeć z kobietą w ciąży na jednej sali..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety realia polskich szpitali są jakie są. Wyjątkiem są oddzilne sale dla kobiet po poronieniach:(

      Usuń
  3. Ja w ciązy (wywoływanie porodu) trafiłam do sali w której na krzesełkach na wyjściu posadzono 3 kobiety do zabiegu łyżeczkoawania, doweidziałam się o tym dopiero później. Obok sala była pusta. Moja sala - 4 ciężarne w 30tc+ i 3 na krzesełkach do łyżeczkowania. Pominę przepisy prawa - a jakiś ludzki odruch personelu gdzie był?

    OdpowiedzUsuń
  4. Poroniłam w 10 tyg. Do szpitala trafiłam w środku nocy z bólami i mocnym krwawieniem. Położono mnie do sali z 3 kobietami w ciąży. Słuchanie rano bicia serduszek na KTG ze świadomością, że u mojego maleństwa serduszko już nie bije to był dramat :( Dodatkowo badanie przed zabiegiem razem z jakimś studenciakiem, ja rozumiem, że studenci muszą się uczyć, ale można mnie było choć zapytać... przynajmniej w takiej sytuacji... bo słuchanie tych wszystkich medycznych określeń sprawiło tylko, że najzwyczjaniej w świecie zaczęły mi płynć łzy. Dla mnie to było moje dziecko, które straciłam, a nie jakieś "roniące się jajo płodowe :(". Do dzisiaj mam te słowa w głowie, choć minęło już ponad 5 lat :( O tym, że mogłabym pochować moje maleństwo nikt mi nie powiedział. Czy bym się zdecydowała... nie wiem... może... ciężko mi powiedzieć na tym etapie ciazy... ale nikt mnie nie zapytał.
    Ale były też dobre momenty w tym wszystkim. Lekarz na porannym obchodzie był bardzo taktowny i wykazał się dużą empatią - potem zresztą w kolejnej ciąży został moim lekarzem prowadzącym. Podczas tego nieszczęsnego badania trafiłam też całe szczęście na bardzo fajną położną, która starała się mnie jakoś wesprzeć w tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja poroniłam w 2012 roku w 11 Tc. Leżałam po zabiegu na sali z ciężarnymi. Personel miał mnie gdzieś. O niczym mnie nie informowali. Mało tego, pielęgniarki mnie ganiły za płacz(wyłam z bólu po stracie dziecka), bo zakłócam spokój kobietom w ciąży. Szczerze, to miałam to wtedy w d....e. Moje serce rozpadło się na miliard kawałków

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem po zabiegu łyżeczkowania obumarłej ciąży. Leżę na sali z ciężarnymi a obok w sali matki po porodzie, którym to przywożą dzieciaczki na karmienie... Dzieci płaczą a ja razem z nimi.

    Lekarz poinformował mnie o możliwości skorzystania z opieki psychologicznej i zlecił pielęgniarce aby ta mnie umówiła. Następnego dnia pielęgniarka stwierdziła, że nie będzie żadnego psychologa załatwiać bo przecież jest mi niepotrzebny bo nie mam nie wiadomo jak wielkiego problemu... Czy my kobiety po stracie dziecka naprawdę musimy dodatkowo walczyć z tą znieczulicą i udowadniać światu, że mamy prawo cierpieć?? I że straciłyśmy dziecko a nie wspomniane we wcześniejszym komentarzu "obumarłe jajo płodowe"??

    OdpowiedzUsuń
  7. Po drugiej wizycie stwierdzającej "brak tętna płodu". (Ciąża zatrzymana, obumarła w 12 tyg) Dostałam skierowanie na zabieg. Przerażona pytałam Panią ginekolog (chodziłam na NFZ) jak wygląda zabieg który mnie czeka, gdzie najlepiej wykonać etc. Ogólnie to g**** mi powiedziała. Byłam rozczarowana, zła... liczyłam na profesjonalne podejście. Zostałam z tysiącem mysli.

    „ TYLKO szpital w zależności który ma ostry dyżur. Trzeba swoje odczekać w izbie przyjęć. Wyznaczą najbliższy możliwy termin”.
    Poszłam na izbę przyjęć. Wgapiona w moje skierowanie „...missed abortion” wśród tłumu ludzi po godzinie oczekiwań uciekłam. Po prostu uciekłam.

    Pojechaliśmy do prywatnej kliniki (nie polecanej przez ową gin.) Tłumy ludzi... Odczekałam swoje w kolejce. Poproszono mnie do rejestracji.
    Wytłumaczyłam, że nie jestem ich pacjentka, dostałam takie skierowanie i czy byłaby możliwość przeprowadzenia takiego zabiegu u nich.
    Rejestratorka Zaczepiła lekarza przechodzącego obok.

    Powiedział żebym zaczekała. Poprosił innego lekarza o możliwość skorzystania z jego gabinetu (tłumy oczekujących ale nikt nie podniósł krzyku, że od tak sobie wchodzę blokując nie tylko umówione wizyty ale i gabinet).
    Zaprosił do gabinetu, przedstawił się i pierwsze pytanie było:

    „Czy OBA płody obumarły?”
    Ja mu odpowiedziałam że byłam u gin. na regularnych wizytach i w sobotę stwierdziła brak tętna u płodu. Miałam dziś kolejne usg i wynik bez zmian.

    a on do mnie znowu „Czy OBA płody obumarły?”
    ja mowie że to była ciążą pojedyncza.

    Ja patrzę na niego, on na mnie. Chwila konsternacji…
    A on mówi, że na skierowaniu jest wyraźnie napisane że to bliźniaki.
    Pokazuje.. i faktycznie napisane gemini…

    (Wzięłam skierowanie od tej gin. I nie czytałam. W tamtej chwili wszystko mi było obojętne)

    Zrobił mi USG. Tak długiego badania nie miałam. Stwierdził obumarcie OBU płodów około miesiąc temu.

    Pan Gin. gdy Wszystko mi wytłumaczył. Długo rozmawiał ze mną. Podszedł do mnie jak do człowieka. Naprawdę usłyszałam wiele słów wsparcia ale też nie rozumiał zachowania mojej gin.
    Zabieg odbył się pod jego okiem. W umówionym terminie stawiałam się do kliniki. Miałam pojedynczą sale do której co chwila zaglądały położne i pielęgniarki. Co godzinie przychodził mój gin. Nigdzie w zasięgu wzorku nie było kobiet ciężarnych i małych dzieci.

    Panie położne wytłumaczyły moje wszystkie prawa wyjaśniły cały zabieg krok po kroku. Nie mam do nich żadnych zastrzeżeń. Na rutynowej kontroli kilka tygodni po zabiegu wyszło że jest ok. Zalecono od zabiegu odczekanie 3 cykli miesiączki. A dla doktora który sie mną zajmował obiecałam że kiedyś wrócę i będzie on prowadzić moje wszystkie ciąże ;)

    gdyby wszystko szło pozytywnie w maju tego roku byłabym mamą bliźniaków lub bliźniaczek.

    [*] [*]

    PS: umarłabym w szpitalu. Komfort jaki ja miałam w tych chwilach powinna mieć każda kobieta.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie współczuję. Dobrze że finalnie trafilaś na osoby z empatią i współczuciem. Powodzenia! Będzie dorbze!

      Usuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!