Bunt dwulatka nie istnieje! Zaskoczona?

Gdy nasza pociecha wchodzi w ten "trudny wiek", ma 2-3 lata szukamy odpowiedzi, na zachowanie którego nie rozumiemy. Z każdej strony atakowani jesteśmy określeniem "bunt dwulatka". Wierzyłam w to, zanim uświadomiłam sobie to, co Ty przeczytasz za chwilę w tym poście. Bunt dwulatka nie istnieje. Trudne zachowanie Twojego dziecka wynika z czegoś zupełnie innego.






Pół roku temu mogłam wykrzyczeć z całych sił: MOJE DZIECI PRZECHODZĄ BUNT DWULATKA!


Tak. Wierzyłam, że tak ma być. Każde dziecko to przerabia i moje pewnie aktualnie też. Zachowanie, które zmieniło się tak nagle, było dla mnie totalnie niezrozumiałe. Z grzecznych, w miarę posłusznych dzieci stały się dziećmi, które wyrażają wyraźnie swoje zdanie, mają swoje humory, fochy i doprowadzają mnie do kresu sił i cierpliwości. Twierdziłam nawet, że one specjalnie i umyślnie robią mi na złość tylko po to, by mnie wkurzyć i zdenerwować. Naprawdę, miałam wrażenie, że niektóre ich zachowania są umyślne, i one robią mi na złość.


Nie raz siadałam i płakałam z bezsilności. Nie wiedziałam co się z nimi dzieje i dlaczego tak jest.


Czytałam, szukałam wskazówek mądrzejszych od siebie. Czytałam książki, artykuły i spotykałam się z dwiema skrajnościami. Bunt istnieje i absolutnie nie.


Bunt dwulatka nie istnieje, wiesz dlaczego?


Wyobraź sobie taką sytuację. Rodzisz się na tym świecie. Wszystko jest nowe, nieznane. Wszystkiego musisz się nauczyć, od pierwszego słowa "mama" po umiejętność chodzenia, jedzenia i co najważniejsze musisz poznać i zrozumieć ten świat, jego zasady, dobro i zło. Czy to nie za dużo dla malutkiego człowieka? O wiele za dużo. Nikt nie pamięta, jak się zachowywał i co czuł w wieku 2-3 lat, gdyby tak było, może lepiej rozumielibyśmy zachowania własnych dzieci.

Dla zobrazowania tego, o czym napiszę za chwilę, przypomnij sobie swoją pierwszą pracę. Jesteś świeżo po szkole/studiach. Przychodzisz pierwszego dnia do pracy, pamiętasz to uczucie? Wszystko nowe, nieznane. Nowe osoby, nowa sytuacja. Wchodzisz do nowego świata, który innym jest dobrze znany. Dziecko też wszystko musi poznać, wszystkiego się nauczyć. Nie dziw się, że dziecko się tak zachowuje. Ono nie zna tego świata, nie rozumie go. Mózg 2 latka nie jest do końca rozwinięty. Poznaje świat, przyswaja multum informacji dziennie, poznaje zasady, uczy się tego, co jest dobre a co złe.

To nie bunt. To rozwój. To emocje, których uczy się dziecko. To oddziałujący na nie świat, który dopiero poznaję. Każdy atak histerii tłumacze sobie właśnie tak. To emocje. To minie. Jestem. Zaciskam zęby i jestem. Będę. Bo taka moja rola, by pokazać im, jak działa ten świat. To minie. To przejdzie. Często mam dość. Kilka/kilkanaście razy dziennie. Czasami doprowadzają mnie do szewskiej pasji, wybucham, a nie powinnam. Tłumacze, gadam non stop, tłumaczę i tak w koło. Miewam dość, tak konkretnie dość, bo momentami toczę nierówną walkę z trójką "zbuntowanych". Buntem dwulatka możemy nazwać emocje, świat małego dziecka, który poznaje, wszystkie czynniki, jakie na nie oddziałują i wiele innych, które mają na niego wpływ, a nie po prostu niegrzeczne zachowanie.


Chcę TO, ale nie wiem czego CHCĘ i po co i dlaczego


Cierpliwość matki 2-3 latka wystawiona jest na próbę. Tysiąc takich prób każdego dnia. Pamiętam, jak jakieś 5 lat temu znajoma, mama wtedy 2.5 latka opowiedziała mi swoją historię. Wybrała się ze swoim maluchem do sklepu. Zobaczył samochodzik, który koniecznie chciał dostać. Po odmowie wpadł we wściekłość, położył się na ziemi i krzyczał. Znajoma w pośpiechu wyszła z krzyczącym synem ze sklepu. Wyznała, że o mały włos nie spaliła się ze wstydu, wszyscy patrzyli na nią jak na złą matkę!

Pamiętam co wtedy myślałam. Moje dzieci na pewno nie będą się tak zachowywać. Ja będę tłumaczyć, do wszystkiego podchodzić na spokojnie, i nadal tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. 5 lat później sama jestem mamą trojaczków w tym wieku i wiem, jak łatwo można pomylić się z oceną sytuacji. Dziś, doskonale ją rozumiem.


Musiałam znaleźć sposób na trudne zachowanie dzieci i sposób na to, by pomóc im radzić sobie z emocjami.


Do tej pory moje emocje, nerwy dawały sobie upust poprzez:
Nie! Zostaw! Nie wolno! Nie tak! Zejdź! Nie bij! Przestań! i tak w kółko. Jedna wielka nerwówka, moja i ich. 


Po kilku miesiącach mogę Wam zdradzić mój sposób na te "bunty" dzieci.


Daję im wybór
Ta metoda wiele zmieniła w codziennym funkcjonowaniu z dziećmi. Nie pytam już: co by zjadły, w co chcę się pobawić, czy idziemy już spać czy nie itp. Daję im dwie opcje do wyboru. Pytam i daję im wybór: czy chcą kanapki czy jajecznicę, bo to, że jest pora śniadania, wiadomo z góry. Bawimy się kolejką czy ciastoliną - dzięki temu lepiej skupiają się na jednej zabawie, zamiast bawić się wszystkim i niczym. Dwie opcje wyboru i tyle. Dzięki temu, że daję im wybór, czują się ważne i takie "dorosłe", a ja jasno im komunikuję, co teraz będziemy robić i nie wdaję się w dyskusje.

Krótkie zdania
To jedna z ważniejszych rzeczy, która sprawdziła się u nas rewelacyjnie. Do tej pory każde złe zachowanie, każda kryzysowa sytuację czy moją prośbę/polecenie za bardzo rozwijałam w słowa. Zanim zdołałam dokończyć zdanie, dzieci nie pamiętały już, o czym mowa i co chcę. To też genialnie sprawdza się w przypadku poleceń np. próśb o sprzątnięcie zabawek, zaprzestania niewłaściwego zachowania.
Krótkie komendy np. Sprzątamy zabawki proszę / Nie skacz po kanapie / Jemy obiad itp.
Wcześniej mówiłam im np. Bardzo Was proszę żebyście teraz zostawili te ksiązki i poszli do pokoju posprzątać zabawki, bo nie można przejść. Teraz o wiele chętniej i szybciej udaje mi się uzyskać od nich to, o co proszę. Zawsze też dziękuję im za wykonanie mojej prośby.

Nie jestem na każde zawołanie
Dzieci w wieku 2-3 lat odczuwają bardzo silną więź z rodzicem. U nas wygląda to tak, że słowo, wołanie "mama" pada tysiąc razy dziennie. Mimo że coraz więcej czasu spędzają sami, na wspólnej zabawie nadal jestem niezastąpiona. Sto razy dziennie muszę być sędzią, negocjatorem. Długo zajęło mi przestawienie ich na tryb wzajemnego szacunku (o czym pisałam Wam TUTAJ) i przyzwyczajenia do tego, że ja też potrzebuję chwili dla siebie i złapania oddechu. Szczególnie teraz. Dziś wiedzą, że nie jestem na każde zawołanie, szczególnie nie daję się krzykom, wymuszeniom. Jest z tym ciężko, szczególnie walczymy z takim zachowaniem Leny. Ona jasno i dobitnie wyraża swoje potrzeby, zachcianki. Jest ciężkim przeciwnikiem we wszelkich negocjacjach i każda jej mała histeria wymaga ode mnie wieeeelkich nakładów cierpliwości.

Nie kłamię i jeżeli coś obiecuję, to spełniam
Niby oczywistość, a jednak... Obiecywanie i spełnienie obietnicy, wypracowało nam bardzo dobrą linię komunikacji. Jeżeli obiecuję dzieciom coś, na czym im zależy, to zawsze spełniam obietnicę, i nie obiecuję niemożliwego. Przykład? Gdy chcą iść na podwórko, a jest akurat pora drzemki, obiecuję, że pójdziemy, jak wstaną. Mają pewność, że tak będzie. Jeżeli w danym momencie chcą zrobić coś, czego zrobić nie możemy, określam dokładnie, kiedy to zrobimy np. razem pobawimy się klockami. Obiecuję przykładowo, że jak skończę rozwieszać pranie, to do nich przyjdę. Nie krzyczą, nie wymuszają, bo wiedzą, że jak tylko skończę, to przyjdę. Dzięki temu nie ma już akcji typu "chcę tu i teraz" i wymuszeń krzykiem i płaczem.

Każde dziecko jest inne, każde dziecko na swój sposób dojrzewa, poznaje świat i okazuje swoje emocje. Mam trójkę dzieci w jednym wieku i powiem Wam, że nie ma idealnej metody zachowania i postępowania w tym czasie dla każdego dziecka. Metoda, która działa na Oliwkę, absolutnie nie sprawdza się przy Lenie i odwrotnie.

Każdej z nas jest ciężko. Jedne dzieci bezproblemowo przechodzą przez ten wiek, inne dziecko zrobi tyle szumu co moja trójka razem. Nasza w tym rola, by razem przejść przez ten trudny czas. Pomóc dziecku w poznaniu świata i zrozumieniu emocji. A my musimy zaciskać zęby i tłumaczyć, rozmawiać, tłumaczyć i rozmawiać. I uczyć ich zasad, dobra, zła i życia. Taka nasza rola. Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale ten trud się opłaci.


2 komentarze

  1. Bardzo mądre rady. Choć rzeczywiście zachować spokój przy wrzeszczących brzdącach bywa bardzo trudno, to rzeczywiście opanowanie przynosi najlepsze efekty, także już przy nieco starszych dzieciach. Mój Leo ma cztery lata, i nadal działa to tak, że gdy na histerię reaguję spokojem, on szybciej się uspokaja, bo wie, że nic nie zdziała. Natomiast gdy zdarzy się, że nerwy mnie poniosą i próbuję go niepotrzebnie słowotokiem uspokajać, wtedy on również się nakręca...

    OdpowiedzUsuń
  2. Brawo!!! Bardzo mądry tekst!

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!