27 listopada 2017

Strach dziecka przed lekarzem, pobieraniem krwi. Nasz sposób na brak histerii u dzieci.

Moje dzieci nie wpadają w histerię na widok białego fartucha. Jeszcze rok temu wizyta w przychodni kończyła się zawsze tak samo. Płacz, histeria i wyrywanie się przy badaniu. Dzięki jednemu sposobowi wizyty przebiegają spokojnie, bez płaczu. Wystarczyło tylko powiedzieć dzieciom prawdę.



W czasie choroby dzieci jesteśmy u naszej pediatry kilka razy w tygodniu. Jedno na kontrolę, drugie zazwyczaj zaczyna chorować, a trzecie prawdopodobnie zacznie lada dzień. Choroby w większości przechodzimy hurtowo. Każda choroba to ciężki czas i dla dziecka i dla rodziców. Stres, czuwanie nad dzieckiem, nieprzespane noce. Chore dziecko bywa marudne, ma prawo. Każda wizyta lekarska, pobieranie krwi to dodatkowe bodźce do płaczu i histerii. Jeszcze rok temu przerabiałam to samo. Gdy podjeżdżaliśmy samochodem pod przychodnie, dzieci rozpoznawały miejsce, zaczynał się lament i płacz. Krzyczały, że nie chcą iść, w gabinecie rozgrywał się horror. Płakały, krzyczały, wyrywały się. Osłuchanie dzieci graniczyło z cudem, a zajrzenie do buzi było niemożliwe.

Dziś to wygląda zupełnie inaczej! Wchodzimy do gabinetu, dzieci same siadają na fotelu albo kozetce. Wiedzą, po co przyszliśmy i robią to, co trzeba. Sami podnoszą koszulki do badania, otwierają buzię, a przy pobieraniu krwi same mnie zapewniają: "będzie szybko mamusiu, nie będzie dużo bolało".

Skąd taka zmiana? Dlaczego moje dzieci przestały bać się lekarza, zabiegów medycznych?


Mówię im całą prawdę i przygotowuję na to, co będzie się działo!




Gdy jedziemy do pediatry, w zależności od dolegliwości opowiadam, że Pani doktor posłucha brzuszka, zajrzy w buźkę. Przy pobieraniu krwi nie okłamuje, że nie będzie bolało, bo zaboli. Ból szybko minie i będzie koniec. Zawsze mówię prawdę i dzięki temu dzieci wiedzą czego się spodziewać.


W ostatnich tygodniach Oliwka przeszła naprawdę dużo. Była mega dzielna. Wytrzymała wszystko i bywało, że to ona pocieszała mnie, gdy nie mogłam już patrzeć na kolejne pobieranie krwi! "Mamusiu, Olisia cuje już lepiej" w jej ustach brzmiało jak najlepszy lek na całe zło.
Pani w gabinecie pochwaliła moją postawę, powiedziała, że nadal rzadko spotyka się z rodzicami, którzy mówią dziecku prawdę odnośnie do zabiegów, które będą mieć wykonywane. Dzieci, które wiedzą, po co tu przyszły i wiedzą, że będzie trochę bolało, o wiele lepiej znoszą pobieranie krwi, i szybciej uspokajają się po zabiegu.

U nas działa. Małe dzieci to rozumne istotki. Wystarczy podejść do nich jak do dorosłego i mówić prawdę. Zawsze! To procentuje.






2 komentarze

  1. W 100% się zgadzam , całe dzieciństwo wciskano mi kit że borowanie zęba nie boli , pobranie krwi też nie, a tak w ogóle nie potrzebnie histeryzuję . Ja zawsze uprzedzam dzieci co się będzie działo i że jeśli chcą płakać to nic się nie stanie , przytulam tłumaczę i zapewniam jakąś małą nagrodę zawszę . Jeśli się pytają czy będzie bolało mówię prawdę bez ogródek . Ostatnio 3 wizyty lekarskie przeszliśmy bez ataków histerii , moje dziewczynki są bardzo wrażliwe wiec to dla nas wielki sukces. Pozdrawiamy ściskami i życzymy zdrowia dla całej waszej rodzinki , mocne uściski dla dzielnej Oliwki

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja uważam, że nie do końca chodzi tylko o mówienie prawdy i tłumaczenie dziecku co czeka je za drzwiami gabinetu lekarskiego. Uważam, że duże znaczenie odgrywa tu przede wszystkim wiek dziecka. Od samego początku ja również tłumaczyłam córeczce gdzie i po co jedziemy. Gdy miała około 1,5 roku strasznie chisteryzowała na widok lekarzy lub po przekraczeniu progu gabinetu. Mam na myśli to, że był to wiek gdzie dziecko zaczyna doskonale zdawać sobie sprawę, że zastrzyk boli, że zastrzyk zrobi ta pani w białym fartuchu, że pani wsadzi patyczek do buzi aby coś tam sprawdzić i to wcale nie musi być przyjemne etc. Ale z czasem dziecko zaczyna najnormalniej w świecie to akceptować i przestaje się aż tak panicznie bać, docierac że stetoskop krzywdy nie robi a gotearcie buzi i głośne powiedzenie Aaaaaa spotka się z gorącą pochwałą i nagrodą w postaci naklejki dzielnego pacjenta. Moja córeczka ma w tej chwili 2 lata i 2 miesiące i zeszłotygodniowa wizyta u pediatry z przeziębieniem przebiegła wzorowa, oczywiście powiedziałam jej że doktor osłucha jej serduszko i zajrzy do buźki. Nie wiem czy zrozumiałaś o co mi chodzi, no być może trochę chaotycznie to napisałam :) generalnie uważam, że na poprawę zachowania dzieci podczas wizyt lekarskich w znacznym stopniu odpowiada to, że są coraz większe i rozumniejsze a w znacznie mniejszym to że tłumaczymy im co je czeka. O taka moja myśl :)

    OdpowiedzUsuń

TOP