8 października 2017

Idź na randkę z samą sobą. Codziennie.

Po prawie 2 latach dojrzałam do tego, by w końcu znów zacząć myśleć o sobie. Droga to tego była dość wyboista, stresująca i niekiedy przelana łzami tęsknoty. Teraz bez skrupułów oddelegowuję dzieci pod opiekę taty i myślę o sobie!





My matki poświęcamy wiele. Życie zawodowe, hobby, wyjścia z przyjaciółmi. Przez długi czas jesteśmy przywiązane niewidzialną pępowiną do dziecka. Wraz z pojawieniem się dziecka zmieniają się życiowe priorytety, przewartościowuje się życie. Jest to jednak poświęcenia warte tych uśmiechów, tego "mama". Tej bezinteresownej miłości i bezcennego czasu, który pędzi jak szalony.

W tym biegu często zapominamy o sobie. Ja zatraciłam się całkowicie. Przez pierwszy rok każde moje wyjście było tylko z konieczności. Takim musem. Wizyta u lekarza, jakieś sprawy urzędowe. Zawsze wracałam pędem do domu.. bo dzieci! Wszystkie wyjścia konieczne dostosowywałam pod pory drzemek dzieci. Pierwszy raz mieliśmy z mężem randkę, wyjście we dwoje po 8 miesiącach od urodzenia dzieci ! Teraz może i nie wychodzimy zbyt często, za to jesteśmy domatorami, którzy lubią celebrować spokojne, wspólne wieczory.

Przeżyłam bunt! Miałam kryzys. Miałam dość. Potrzebowałam oddechu. Ciszy. Pewnego dnia, gdy mąż wrócił z pracy, po prostu wyszłam na kilka godzin z domu. Bez wyrzutów sumienia, sama dla siebie. Nie po coś dla dzieci, do domu. Tylko dla siebie.


Zrozumiałam jedno!


Przecież rodzic to nie tylko mama. Rodzic to też tata i równie dobrze się nimi zajmie, jak ja. I tak było. Zajął się, nakarmił, ubrał, przebrał, zabawił. Wróciłam a tam wszyscy cali i zdrowi. A ja? Stęskniona, z przewietrzoną głową, złapałam oddech i nie mogłam się nimi nacieszyć.


Wyjdź do ludzi matko!


W ostatnim tygodniu miałam "wchodne" 3 razy. Spokojne zakupy, wizyta u fryzjera i tak po prostu. Każda z nas, która "siedzi" w domu z dziećmi potrzebuje takiej godziny dla siebie. Bez różnicy czy to wizyta w sklepie, u fryzjera czy samotny spacer. Cisza, spokój i złapanie oddechu jest potrzebne. Nie dajcie się zakrzyczeć wyrzutami sumienia, że mąż, ojciec dzieci nie zajmie się nimi, tak dobrze, jak Wy. Rozmawiałam ostatnio ze znajomą, świeżo upieczoną mamą 4 miesięcznego bąbla.

"No coś Ty Aga, M. z nim nie zostanie. Boi się."

Zapytałam ją czego? Nakarmić, przebrać czy boi się płaczu? Poleciłam jej mój sposób, który stosowałam przy pierwszych wyjściach z domu, gdy mąż zostawał z dzieciakami.

Jedzenie miał gotowe. A na lodówce rozpiska. Kartka z informacjami, które mogą mu się przydać. Takie oczywiste oczywistości, które jednak z nadmiaru stresu i sajgonu spowodowanego przez trójce mogłyby mu umknąć. Np. ile miarek mleka, kaszy na porcję. Co podać na obiad i mniej więcej, o której. A przy okazji lista życzeń... "jak Ci się uda, to włącz pranie, odkurz" :D Taka lista pozwoliła ograniczyć telefony do minimum :)

Ten post "Szanuj dziecko i wymagaj by ono szanowało Ciebie" był przełomowym czasem w naszej rodzinie. Od tamtej pory zmieniło się naprawdę wiele. Odzyskaliśmy z D. trochę wolności. Śmielej planujemy swój wolny czas, swoje przyjemności. Uczymy dzieci, że my też jesteśmy ważni, mamy swoje obowiązki i potrzeby. Przyznam Wam, obawiałam się wielkiego buntu ze strony dzieci. Jednak po kilku miesiącach rozumieją nas, nasze potrzeby i potrafią poczekać chwilę, odsuwając swoje potrzeby na bok.

Codziennie organizuję sobie chwilę tylko dla siebie. Domowe SPA, przeczytanie gazety, napisanie postu na bloga, przygotowanie jakiegoś deseru, odcinek ulubionego serialu. Robię coś, co mnie odpręży, pozwoli złapać oddech. 


Codziennie, chwila tylko dla mnie.


Jak często macie "wychodne" ?:)

1 komentarz

  1. Niestety bardzo rzadko.za rzadko.maz w pracy, po pracy zmęczony.ale pomaga jak moze .zero pomocy ze strony rodziny "Bo ich jest dwóch, gdyby był jeden to co innego ".i tak sobie siedzimy od rana do wieczora sami .już przestałam liczyć na jakąkolwiek pomoc.zreszta te moje małe dwa cienie nie są przyzwyczajone do nikogo innego tylko mama i mama. Pozdrawiam Magda i bliźniaki

    OdpowiedzUsuń

TOP