10 października 2017

Bezsilność

Możesz mieć wszystko. Możesz być szczęśliwa, spełniona. Możesz wszystko... ale gdy pojawia się choroba, która dotyka Twoich najbliższych, Twoje dziecko... świat wywraca się do góry nogami i nic już nie jest ważne. Tylko to, by było zdrowe!




Ostatnie dni były koszmarne. Wróciło wszystko to, o czym staraliśmy się zapomnieć po historii zagrożonej ciąży, przedwczesnego porodu i obawy o dzieci każdego dnia. Wrócił strach, bezsilność i obawa o zdrowie.

Nic tego nie zapowiadało...



Zaczęło się dość niewinnie. Fajny dzień, zabawy na podwórku, grabienie i sprzątanie liści, w które aktywnie zaangażowały się dzieci. Kolacja, kąpiel i sen. Standard. Nagle ze snu wyrwał nas krzyk Leny. Usłyszałam w niani elektronicznej, że się dusi. Po 2 sekundkach byliśmy już przy łóżeczku, wymiotowała. Nigdy nie widziałam, by dziecko tak wymiotowało! Ona z siebie wydalała jak fontanna. Wymioty ustąpiły, udało jej się zasnąć w naszym łóżku. Po 2 godzinach przyszedł do nas Nikodem i też zaczął wymiotować! I tak na zmianę. Jedno i drugie po kilka razy. Oliwkę ominęło wszystko, całe szczęście. W dzień było lepiej, doszła biegunka, którą szybko opanowaliśmy naszymi sposobami, kolejna noc - powtórka. W dzień dzieci były normalne, energiczne, z apetytem, dużo piły-zero objawów jakiejkolwiek choroby. Wszystko działo się w nocy.

Podział



Mimo weekendu jak zawsze możemy liczyć na naszą pediatrę. Zadzwoniłam skonsultować objawy. Mieliśmy jechać na SOR, gdyby kolejnej nocy objawy się powtórzyły. Lenie przeszło, Nikodemowi nie. Trafiliśmy do szpitala. W tym miejscu jeszcze bardziej wychwalę mojego męża, który na siebie wziął ciężar pobytu z Nikodemem w szpitalu. W kryzysowych sytuacjach zawsze możemy liczyć na pomoc bliskich - i to jest to, co w życiu docenia się najbardziej !!! To nie była łatwa decyzja. Nigdy nie jest. Mając więcej niż jedno dziecko, zawsze musisz wybrać, kto zajmie się tym w szpitalu i tymi w domu. Nikodem jak to chłopak, świata poza tatą nie widzi, także wybraliśmy taki podział. On czuwał nad Nikodemem w szpitalu, ja nad dziewczynami w domu. Całą noc leżałam przy łóżeczkach, z nadzieją, że nic im nie będzie.

Z samego rana dziewczynami zajęła się ciocia i babcia a ja pojechałam do szpitala. Gdy go zobaczyłam, pękłam! Chyba nie da się w takich momentach powstrzymać łez. Dziękujesz Bogu, że nic mu nie jest, jesteś bezsilna, że to spotyka Twoje dziecko, zła, że to przytrafiło się Twojemu dziecku. Każdy rodzic wziąłby najstraszniejszą chorobę na siebie, by tylko dziecko nie cierpiało.

Wybrać mniejsze zło...



Czekaliśmy na wyniki krwi, moczu. Myśleliśmy, że one dadzą nam odpowiedz, skąd takie objawy. Niestety albo i stety - nie dały. Wyniki wyszły w normie. Nie wykryto nic, co mogłoby być niepokojące. Wymioty ustąpiły. Mieliśmy leżeć. Pewnie leżelibyśmy dalej, do środy (standarowe 3 dni...) ale musieliśmy wybrać mniejsze zło.

Nikodem, po nocnym badaniu, pobraniu krwi do badań i założeniu wenflonu dostawał ataku paniki, histerii, gdy tylko w sali pojawiała się osoba w białym fartuchu. Od dawna bał się wizyt kontrolnych, wizyt u lekarza-zawsze płakał i przeraźliwie krzyczał. Mimo że trafiliśmy na młodą, wspaniałą lekarkę o świetnym podejściu do dzieci-trauma mu nie minęła. Musieliśmy zmienić salę na inną. Zebraliśmy rzeczy, a on myślał, że już wracamy do domu! Nie chciał wejść do nowej sali, spędziliśmy kilka godzin na holu, korytarzu. Udało nam się wrócić na salę na kroplówkę, którą przyjął na leżance rodzica, bo nie było opcji, żeby go położyć w łóżeczku.

Widzieliśmy, że to bardzo trudna sytuacja i wiedzieliśmy też, jak koszmarne będą następne tygodnie. Dostaliśmy ostatnie wyniki - wszystkie było dobre. Zaczęliśmy myśleć co robić, bo skoro badania nic nie wykazały, mieliśmy czekać jeden dzień na USG - bo były tylko 4 wolne limity i już się nie załapaliśmy! Absurd! Naokoło dzieci chore, od zapalenia płuc po inne. Wyniki dobre. Skonsultowałam je z naszą pediatrą, dwoma innymi lekarzami i podjęliśmy decyzję o wypisie na własne żądanie. Kropką nad i było wzruszające wołanie Nikodema podpiętego do kroplówki za siostrzyczkami. Łatwo się wzruszam, ale to rozbiło moje serce!

Nie chcieliśmy leżeć tylko przez to, że zabrakło nam "miejsca na badanie", z dobrymi wynikami. Tym bardziej że D. też nie najlepiej zaczynał się czuć. Musieliśmy wybrać albo zostajemy z tramą i strachem Nikodema, albo podejmujemy ryzyko, wierząc, że objawy minęły. Skoro był zdrowy, nie było sensu leżeć z chorymi. Wybraliśmy mniejsze zło. Wróciliśmy.

Nikodem czuję się lepiej. Wymioty się nie powtórzyły. Mamy go obserwować jeszcze kilka dni, pojechać na kontrolę i stosować zalecenia lekarza. Nawadniać, podawać elektrolity. Pobyt w szpitalu zrobił swoje. Nie odstępuje D. na krok. Budzi się w nocy z płaczem, jest marudny, piszczący. Gdy słyszy rozmowę o szpitalu, badaniach, lekarzu krzyczy "Nikuś nie chce". Może wiele z Was pomyśli, że to skrajnie nie odpowiedzialne, my jednak po konsultacjach podjęliśmy tę lepszą decyzję, z dwóch możliwych.


Rozłożył nas jakiś okropny wirus. Być może był następstwem tej wysokiej gorączki, która bezobjawowo dopadła nas 3 tygodnie temu. Oby już było lepiej, z godziny na godzinę!

Choroba dzieci rozkłada nas na łopatki. Ta bezsilność jest nie do wytrzymania. Robisz wszystko by uchronić dziecko przed niebezpieczeństwem, cierpieniem. Nie zawsze wychodzi.

Bezsilność i strach w chorobie dziecka jest najgorsza.



15 komentarzy

  1. Wzruszyłam się... I tak dobrze wiem o czym piszesz, że aż strach. U nas okres szpitala i dziwnych, wysokich niewyjaśnionych goraczek byl w czerwcu i w lipcu... Niestety skończyło się operacją. Miejmy nadzieję, że już nigdy czegoś takiego nie przeżyjemy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, współczuję przezyć !! Jeżeli to nie tajemnica, co kryło się za tymi gorączkami?

      Usuń
  2. Rodzic w większości przypadków zna dziecko najlepiej i wie co dla niego dobre .Ja z mężem też synka wypisałam do domu na własne żądanie ,po 8 dniach w szpitalu z zapaleniem oskrzeli ,wrócił z rotawirusem i 2 kg lżejszy .Pod kontrola pediatry i antybiotyku po miesiącu wróciliśmy do formy . Trauma poszpitalne trwała jeszcze kilka miesięcy ,nigdy potem nie trafił już do szpitala , dziś to zdrowy 10 latek .Takie decyzję łatwe nie są .Tak się cieszę że Nikodemowi już lepiej ,czytając twój wpis miałam łzy w oczach ,moje bliźniaczki też mają awersję do lekarzy ,każda wizyta to krzyki i płacz .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CZasami wydaje się że żadna z decyzji nie będzie dobra! Na szczęście z Nikodemem lepiej, inaczej byśmy sobie tego nie wybaczyli :( A strach po szpitalu niestety został. Dziś nieprzespana noc :(

      Usuń
  3. Przeżyłam to samo wiosną i zeszłą jesienią z moimi bliźniakami. Syn ze mną w szpitalu najpier na zapalenie krtani a wiosną na rotawirusa, córka została na noc u babci. Mąż kursował między mną i synem a córką Mieli ok 11 miesięcy. Straszny czas :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję :( Dużo zdrówka na zapas !

      Usuń
  4. pewnie jelitówka :( też ją przerabiamy zazwyczaj raz w roku :( cały dom.. wymioty, biegunka czasami gorączka :(
    Dużo zdrówka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie do końca, bo biegunka była 2 razy. Jelitówkę przerabialiśmy w poprzednie święta - to była jazda bez trzymanki :(

      Usuń
  5. Moje dziecko ma problemy ze skórą. Ma dwa lata i ciągle wszystko go swędzi. jest lepiej, ale kiedy miał 8miesiecy ściągalam z jego plecow bodziaki razem ze skórą krwią i osoczem. Płakałam, a on krzyczał z bólu i świądu. Noce bezsenne, bo przecież boli, swędzi, piecze plus do tego oczywiście zabkowanie, bo maluch. Do dziś walczymy, a ja płaczę po nocach czemu to on, a nie ja..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana, współczuję Wam bardzo :((

      Usuń
    2. Ja się pocieszam.. Inni mają dużo gorzej..

      Całujemy z Radkiem!

      Usuń
  6. Byłam z dzieckiem w szpitalu na jelitowke . Ale wzbranialiśmy się przed tym bardzo ,bo wiadomo jakie choroby są w szpitalach . Tym bardziej nie rozumiem dlaczego odrazu pojechaliście . Trzeba było przeczekać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była 2 doba. Po konsultacjach z naszą pediatra i lekarzami na SOR... taka decyzja zapadła.

      Usuń
  7. Wiem jak to jest,bardzo ciezki czas dla kazdego rodzica.U nas w zeszlym roku tydzien przed Wigilia dwuletni synek zaczal wymiotowac i dostal rozwlonienie,strasznie to wygladalo tez tak jak u Was takiego wymiotowania jeszcze nie widzialam.a wszystko zaczynalo sie w nocy.jak tylko miala przyjsc pora snu to az cala drzalam a obok corcia miesieczna o ktore balismy sie rowniez aby sie nie zarazila.skonczylo sie szpitalem,maz czuwal cale dnie i noce,ja z corcia e domu nie moglam go nawet odwiedzic bo karmilam piersia oraz balismy sie abym nie przyniosla jeszcze czegosc gorszego ze szpitala do domu.serce pekalo mi z bolu.pi trzech dniach wricili do domu okazalo sie ze jakies wirus dopadl synusia.wrocil zdrowy a za dwa dni dostal zapalenia oslrzeli zapewnie zlapal w szpitalu i niestety jak to bywa za dwa dni corcia zaczela kaslac.oboje na koncu roku na anrybiotykach,gdzie stan malutlien w nowy rok tak sie pogorszyl,ze trafilan z nia do szpitala na tydzien.moje serce znowu pekalo z bolu jak patrzylam jak nie poradne pielegniraki po raz 3 kuja ja w glowke a zylki pekaly bo nigdzie nie mogly sie wbic a z drugiej stronu tesknota za synkiem ktory zostal w domu.dzieki pomocy rodziny przeslismy przez to.ale jal espomne sobie zeszloroczne swieta i sylwester to mam ciarki do tej pory.zyczymy Wam zdrowka i duzo sily,calej rodzince.
    ps.z kalu robili badania synkowi?ostanio bratanek dwuletni mial podobne objawy i jak sie okazalo przyczyna byla salmonella.albo tak jal u nas synek nie mial rotawirusa bo juz kiedys przechodzilosmy przez to swinstwo a wtwdy to byla jakas inna odmiana wirusa juz nie pamietam nazwy ktory powodowal takie wymioty i rozwolnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, właśnie nie robili badania z kału... My też rok temu na Święta zaliczyliśmy jelitówkę. Dzieci, mąż i teściowa. Na zmianę ganialiśmy z teściem z mopem, miskami i pralką. Masakryczny czas :(((

      Usuń

TOP