7 września 2017

Zanim ocenisz, pomyśl !

Patrzyłam. Oceniałam. Wnioskowałam. Wydawałam wyrok. Wyrabiałam sobie opinie.

Przestałam!

Patrzę. Nie oceniam. Nie znam-nie wnioskuję. Próbuję zrozumieć.







Przecież ona to Ty i ja.
Ona to też matka.
Powinnyśmy się wspierać.
A nie wyśmiewać, oceniać, oczerniać, wyciągać pochopne wnioski, koloryzować sytuacje.



Tamta matka jest taka jak Ty. Żadna z nas nie jest idealna. Możesz budować wokół siebie idealną wizję, ale też miewasz potknięcia, prawda? Każda z nas ma prawo mieć gorszy dzień, za sobą nieprzespaną noc. Każda z nas ma prawo nie mieć tyle sił, ile mieć musi. Jesteśmy tylko ludźmi!


Kobietę, którą obserwujesz na placu zabaw, widzisz tylko pół godziny. Nie wiesz, dlaczego krzyknęła na dziecko. Może właśnie straciła pracę, martwi się o chorą babci albo ma problemy?
Blogerkę, którą czytasz raz w tygodniu, znasz niewiele. Nie wiesz do końca, jak wygląda jej prawdziwe życie. Mimo że wiele stawia na szczerość, są też takie, które mocno koloryzują swoje idealne życie.
Koleżankę, którą znasz od lat, znasz lepiej, ale nie do końca. Może są sprawy, którymi nigdy nie chciała się z Tobą podzielić.


Były sytuacje, w których absolutnie nie zgadzałam się z inną matką, znajomą, koleżanką. Ich decyzje, postępowanie, zachowanie były dla mnie nie zrozumiałe, szokujące i absurdalne. Mają do tego prawo. Nie wtrącam się, każda z nas, matek na święte prawo do decydowania o swoim dziecku. Wtrącę się jedynie w sytuacji, gdy uznam, że istnieje jakiekolwiek poważne zagrożenie dla dziecka.

Na urlopie przytrafiła mi się pewna nerwowa sytuacja. Byliśmy z dziećmi na placu zabaw. Jak wiecie, priorytetem dla nas jest nauczenie dzieci zasad bezpieczeństwa, wyczulenie na niebezpieczeństwo i zagrożenia. Wiedzą, że nie wychodzi się na ulicę. Uczymy zatrzymywania przed ulicą, schodzenia na bok, gdy nadjeżdża samochód. Do tej pory szło nam świetnie, aż do pewnego razu na placu zabaw. Plac położony na osiedlu, wśród osiedlowych uliczek. Cisza, spokój, mały ruch. Ale jest ulica. Auta przejeżdżają. D. z dziewczynkami był na zjeżdżalni. Nikodem poprosił o picie, więc poszliśmy na ławkę, usiadł i pił. Gdy skończył, poprosiłam, by zaczekał tu gdzie stoi, odwróciłam się schować bidon. Nie minęła sekunda, a Nikodem postanowił zaliczyć maraton. Stał i nagle zaczął biec w kierunku ulicy. Rzuciłam wszystko, ruszyłam za nim. Osiedlowa uliczka była jakieś 4 metry od nas, plac nieogrodzony! Nie złapałam go, brakowało sekundy. Wybiegł na ulicę. Złapałam go najmocniej jak umiałam i wybuchłam łzami zdenerwowania. W głowie tysiąc myśli, w tym jedna najgorsza-a gdyby jechało auto? Wybiegłby wprost pod koła! Uklękłam, chwyciłam go za ramiona i zaczęłam krzyczeć! Krzycząc, tłumaczyłam, co zrobił, mówiłam o konsekwencjach, pytałam, dlaczego to zrobił. Nie wiele myśląc, wzięłam go na ręce, wróciłam po torbę (D. już zauważył, co się stało) i zabrałam go do samochodu. Ryk, płacz, bunt, przecież minęło dopiero 10 minut zabawy. Trudno, konsekwencja. Posadziłam go w foteliku, zapięłam i zaczęłam tłumaczenie.

Gdybyś była wtedy na tym placu, stała dalej, co byś o mnie pomyślała?

Wariatka? Histeryczka? Krzyczy na dziecko? Jak ona może!?

Zwyczajnie, dbam o bezpieczeństwo. Jestem tylko człowiekiem. Mam swój poziom emocji. Wybuchłam.




Ten tekst idealnie pasuje do sytuacji.




Widzę cię.
Beznadziejny rodzicu...


Widzę cię na ławce w parku siedzącego z iPhonem. Twoje dziecko cię woła, ale dopiero za trzecim razem orientujesz się, że „Mamo!” dobiegające z placu zabaw jest do ciebie. Podnosisz na chwilę wzrok znad ekranu, machasz i zaraz wracasz do cyfrowej wyroczni w twojej dłoni.


Widzę cię w supermarkecie w kolejce razem z dziećmi. Córka chce coś, co wygląda na plastikową butelkę wypełnioną cukrem w płynie. Kiedy mówisz nie, zaczyna płakać. Łapiesz ją za rękę, przyciągasz jej ucho blisko swoich ust i chociaż nie słyszę, co tam szepcesz, wiem, że to coś złego. To widać po wyrazie jej twarzy, kiedy odkłada butelkę na półkę.


Widzę cię w restauracji. Twój najmłodszy syn je nuggetsy i makaron z serem, pewnie po raz n-ty w tym miesiącu. Jego zatłuszczone palce trzymają telefon, a on ogląda prawdopodobnie jakąś odmóżdżającą bajkę, której używasz jako niańki, bo jesteś zbyt leniwy, żeby samemu się nim zająć.


Widzę jak ponoszą cię nerwy w centrum handlowym. Twoje dziecko rozlewa napój na podłogę, a twój gniew jest nieadekwatny do sytuacji. Ludzie stają i gapią się na ciebie. Twoje słowa są głośne i krzywdzące, a ja zastanawiam się, jaką to krzywdę wyrządzasz właśnie swojemu dziecku.


Ale nie widzę wszystkiego.


Nie widzę, że… Ciągle bawisz się z córką. Wieczory po powrocie z pracy spędzacie na wspólnym czytaniu bajek. Co tydzień we wtorek chodzicie razem do księgarni, żeby mogła sobie wybrać dwa komiksy w nagrodę za swoją ciężką pracę. W weekendy bierzesz swoje dzieci do parku pełnego innych dzieci. Chcesz, żeby umiały się bawić z innymi i miło spędziły czas, kiedy ty nadrabiasz zaległości w swojej skrzynce mailowej na telefonie.


Nie widzę, że… Odbierając dzieci z przedszkola, musisz jeszcze wpaść na chwilę do sklepu, żeby móc ugotować obiad. Dzień wcześniej twoja córka zjadła coś słodkiego zaraz po powrocie do domu i nie chciała potem jeść kolacji ugotowanej przez ciebie. Rozmawiałyście o tym i ona wie, że nie może dostać nic słodkiego przed kolacją, ale i tak o to prosi. Przyciągasz ją do siebie, żeby po cichu przypomnieć jej dlaczego, nie może dostać nic słodkiego i prosisz ją, żeby odłożyła butelkę na półkę. Ona pamięta i odkłada, chociaż jest trochę smutna.


Nie widzę, że…


Niezbyt często wychodzicie do restauracji. Oszczędzacie, a wyjście czterech osób na kolację jest drogie. Jednak jest to coś wyjątkowego, więc chcesz, żeby wszyscy dobrze się bawili. Dla ciebie przyjemnością jest średnio wysmażony stek. Dla twoich dzieci to nuggetsy. To wyjątkowy wieczór więc stwierdzasz, że jesteś w stanie pogodzić się z krytycznymi spojrzeniami ludzi wokół. Możesz porozmawiać z mężem – po raz pierwszy w tym tygodniu.


Nie widzę, że cały tydzień nie mogłeś się wyspać. Nie widzę, że właśnie tego dnia pokłóciłaś się z mężem i ciągle o tym myślisz. Nie widzę, że masz stresującą i męczącą pracę i że zazwyczaj takie mało istotne rzeczy nie wyprowadzają cię z równowagi. Nie widzę tych wszystkich sytuacji, kiedy nie nakrzyczałaś na swoje dziecko. Nie widzę, że później przepraszasz dziecko i tłumaczysz mu, że czasami nawet dorośli się złoszczą i krzyczą, co oczywiście nie usprawiedliwia twojego zachowania, ale ludzie popełniają błędy. Nie widzę, jak twoje dziecko ci wybacza.


Nie widzę nic, poza tym małym urywkiem twojego życia, ale z jakiegoś powodu wydaje mi się, że cię znam. Z jakiegoś powodu wydaje mi się, że wiem jakim rodzicem jesteś. Jesteś „beznadziejnym rodzicem”. Jeśli odpowiednio wybierzesz urywki z mojego życia – ja też taka jestem. Czasami też jestem beznadziejnym rodzicem. A czasami jestem rodzicem wzorowym. Tak jak ty. Więc zawrzyjmy pakt.


Dajmy sobie nawzajem kredyt zaufania. 


Pamiętajmy, że wiele jest rzeczy, których o sobie nie wiemy. 
Zamiast potępiających spojrzeń i głośnego wzdychania, uśmiechnijmy się do siebie i wymieńmy spojrzenia, które mówią „Ja też to znam.”
Uświadommy sobie, że my też czasem jesteśmy beznadziejnymi rodzicami. 
Wszyscy mamy na swoim koncie wzloty i upadki. 
A przez resztę czasu jesteśmy gdzieś pośrodku, robiąc co w naszej mocy. 

Więc proszę rodzice – po prostu wyluzujmy, nie osądzajmy się wzajemnie. 


Spotkajmy się gdzieś po drodze.


Źródło: TU / Tłumaczenie: TU



Obserwuję, co się dzieje w internecie, na różnych grupach, pod postami blogerek. To, co czasami czytam,przekracza ludzkie pojęcie. Matki uwielbiają oceniać, uwielbiają komentować, uwielbiają docinać. A niech tylko się komuś noga powinie, zamieniają się w hieny! Wypomną wszystko, zinterpretują słowa pod kontekst, jaki im pasuje. Rozdmuchają każdą burzę.

Rzadko próbują zrozumieć. Cieszę się więc, że 99% z Was, moich czytelniczek potrafi jednak zrozumieć. Dziękuję. 

Uśmiechnij się następnym razem do tej matki, która właśnie próbuje opanować bunt swojego 2 latka. 
Puść oko do matki, która od kwadransu negocjuje z dzieckiem w sklepie. 
Zrób gest zrozumienia, bo tak naprawdę chwilę słabości zdarzają się nam wszystkim, prawda?



14 komentarzy

  1. Super prawdziwy tekst, tak to właśnie jest z nami, szybko oceniamy. Ja też mam do tego skłonność. Pomysł z uśmiechem, z puszczeniem oka bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję :) Bardzo mi zależało by ten post trafił do Was :*

      Usuń
  2. Agnieszko, brawo! Najbardziej życiowy jak do tej pory artykuł! Brawo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie nazywają matka-kwoka....
    Ale to nie inni siedzieli przy dziecku w inkubatorze,nie płakali,nie modlili się o cud.
    A może i przeżyli to co ja ale ja o tym nie wiem?
    Ważne jest to że u mnie w słowniku nie ma złych słów na inne matki. I tego uczę też moją córkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mama Boryska07.09.2017, 20:48

    Boze, jakie to prawdziwe! Zdarza mi sie oceniac. nawet czesto. Po tym tekscie jakos inaczej na to wszystko patrze. Dzieki.
    pozdrawiamy z Boryskiem, prawie rowiesnikiem trojaczkow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Taki miałam plan pisząc ten post, rzucić nieco inne światło na takie sytuacje.
      Dziękujemy za pozdrowienia i buziaki dla Borysa.

      Usuń
  5. Zgadzam się w milionie % !

    OdpowiedzUsuń
  6. O tak wczoraj ciężki dzień krzyknęłam na dzieci na parkingu koło sklepu . Ludzie patrzą, ale już nerwy ,nie wytrzymałam . Babcia zmarła, jutro pogrzeb . Trzeba wszystko przygotować , my wnuki to robimy ,bo babcia dzieci już swoje dawno pochowała. Na koniec złego dnia , rozwaliłam 2 opony w aucie jak wracaliśmy że sklepu , ulewa , auta pędzą ,ścigają zakręty, ja też się spieszyłam i w dziurę wjechałam....tylko hukło,masakra . Dobrze że nic się nam nie stało,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, współczuję Ci bardzo !! Trzymam kciuki zeby zły czas szybko minął !

      Usuń
  7. Brawo 🙏🏻Piękne słowa. To tyczy sie nie tylko rodziców ale wszystkich ludzi. Nie osądzajmy bo nie znany ludzi, osadzić możemy jedynie siebie.

    Magda

    OdpowiedzUsuń
  8. W samo sendo , każda matka ma prawo do gorszego dni

    OdpowiedzUsuń

TOP