24 lipca 2017

Nasza historia

Nasza historia zaczęła się w 2011 roku, od jednego kliknięcia. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, choć w dość śmiesznych zrządzeniach losu:) Dziś jesteśmy 5 osobową rodziną, 4 lata po ślubie, z trójką wspaniałych dzieci! Poznajcie naszą historię! 6 lat naszej historii.




Jedna wiadomość


6 lat temu myślałam, że chyba już nic dobrego mnie w życiu nie spotka. Moje wybory okazywały się totalnymi porażkami. Olałam sprawę, powiedziałam dość. Miałam już za sobą dwie bolesne zdrady, nawet zaręczyny. Postanowiłam być twardą, zagorzałą singielką! Były to czasy boomu na fotki.pl i inne pseudorandkowe portale. Fotkę miałam i ja. Pewnego słonecznego dnia przypomniałam sobie o moim koncie na tymże portalu, postanowiłam definitywnie je skasować. I wtem zobaczyłam tajemnicze "witam" :) Od tej wiadomości minęło 6 lat. Jedna wiadomość dała początek cudownej historii, pięknej miłości i zaprowadziła nas przed ołtarz!

Przeczucie



Nigdy wcześniej nie byłam w życiu czegoś pewna tak, jak jego. Podświadomie wiedziałam, że spotkałam mojego męża, ojca moich przyszłych dzieci. Serio. Pewnie miałyście podobne odczucia odnośnie do waszych mężów? Pamiętam, jak będąc nastolatką, spytałam mamę, po czym poznam, że ten jest tym właściwym?
"Tego nie można wytłumaczyć słowami. Jak poczujesz, to będziesz pewna, że to jest to!"


Zbieg okoliczności



I byłam. Po drugim spotkaniu wiedziałam, że zostanie moim mężem. Było to w lipcu 2011 roku. Miesiąc później zabrałam go na Mazury, na wesele przyjaciół. On w odwecie zabrał mnie na urlop, do jego rodziców, do domku letniskowego nad jeziorem, który jest teraz naszą oazą! Wszystko działo się w ekspresowym tempie. Krótko po powrocie z urlopu, miał wyjechać na dłuższy poligon. Fajnym zbiegiem okoliczności kończyła się umowa najmu mieszkania, które wynajmował, postanowiliśmy, więc że na czas jego nieobecności przewiezie swoje rzeczy do mnie, a w międzyczasie poszuka mieszkania. Jak już przywiózł te rzeczy, to zostały one do dziś :)

Pół roku



Pół roku od naszego pierwszego spotkania oświadczył się. Totalnie zaskoczona, zszokowana, z niedowierzaniem oczywiście przyjęłam pierścionek! W dwa tygodnie zorganizowaliśmy ślub i wesele, wyznaczając datę za 1.5 roku. Te półtora roku ciągnęło się niemiłosiernie, żałowaliśmy, że nie postanowiliśmy się pobrać szybciej.

Ślub jak z bajki



W końcu nastał dzień, o którym marzyłam od dziecka. On, ten jedyny, wymarzona suknia, bliscy i przyjaciele i początek nowej, cudownej drogi we dwoje. Już oficjalnie :) Wspominam ten dzień bardzo często, uwielbiam wracać do zdjęć, filmu. Zrobiłabym to jeszcze raz, bez dwóch zdań! Dacie wiarę, że my się nawet ani razu nie pokłóciliśmy ?:)

Czas na dziecko!



To było oczywiste, że zaraz po ślubie zaczniemy starania o dziecko. Oboje mieliśmy stabilne prace, dach nad głową, ułożone plany i priorytety na przyszłość. Starania zaczęliśmy niemal od razu. W drugim cyklu udało się! Beta pokazała wynik na 5 tydzień ciąży. Nasze szczęście trwało 4 dni. O poronieniu przeczytacie tutaj. Długo nie mogliśmy się pogodzić ze stratą. Setki pytań w głowie, emocje nie dawały spokoju. Pragnienie posiadania dziecka, które byłby dopełnieniem naszej miłości, było przeogromne. Myślałam, że po miesiącu, dwóch znów się uda. Niestety, tym razem czekała nas długa droga do upragnionych dwóch kresek.

Leczenie



9 miesięcy po poronieniu i nieudanych próbach zajścia w ciążę, zdecydowaliśmy się na wizytę w klinice leczenia niepłodności. Czerwiec 2014. Kto by wtedy pomyślał, że rok później będziemy rodzicami trojaczków? Postawiono diagnozę PCOS - zespół policystycznych jajników. Leczyłam się 5 miesięcy, a w listopadzie stał się CUD! Trafiłam do szpitala z okropnym bólem brzucha, nie mogłam oddychać. Sytuację szybko opanowano, po dwóch dniach wyszłam ze szpitala. Na karcie wypisu widniało: test ciążowy - negatywny. Postanowiliśmy odpuścić starania na kilka miesięcy. Dzień później, za namową przyjaciółki zrobiłam test. Miesiączki miałyśmy zsynchronizowane, także 3 dni opóźnienia dawało jej nadzieję. Miałam z tyłu głowy negatywny wynik testu robionego w szpitalu, więc test, który przywiozła mi przyjaciółka, zrobiłam na odczepnego. Ona chyba czuła, że coś jest na rzeczy! Zrobiłam test i zapomniałam o nim, aż tu nagle patrzę - gruba, wyraźna druga kreska! STAŁ SIĘ CUD ! Byłam w takim szoku, że zrobiłam jeszcze 4 testy! Przez kolejne dni kilka dodatkowych. To był najcudowniejszy widok na świecie, druga kreska, o której marzyliśmy od dawna! Byłam w ciąży! Udało się!

Ciąża pełna strachu



Pod moim sercem mieszkała trójka maluchów. Los nas wynagrodził! Długo nie mogłam otrząsnąć się po pierwszym USG. Przepłakałam całą drogę do domu, ze szczęścia, niedowierzania, strachu. Wiedziałam, że ciąża trojacza jest ciążą wysokiego ryzyka. Już w pierwszym trymestrze przekonałam się jak bardzo. Trafiłam do szpitala z krwawieniem, którego przyczyny nie ustalono. To były najgorsze chwile w moim życiu. Miałam za sobą jedno poronienie, wiedziałam, czym jest i jakie są objawy. Tym razem nie dopuszczałam do siebie złych myśli. Nie mogłam ich stracić! Po kilku dniach wyszłam do domu, by za 4 miesiące trafić tam znów, zamieszkać na kolejne 3 miesiące.


W 24 tygodniu ciąży przyśpieszyłam wizytę kontrolną u profesora prowadzącego ciążę. Miałam dziwne przeczucie, coś mnie niepokoiło, byłam niespokojna. Odczuwałam lekki ból, wolałam to skontrolować. Przełożyłam wizytę o 2 dni. Na szczęście, gdyby nie to, po tym czasie mogłabym nie być już w ciąży. Lekarz zdiagnozował rozpoczynający się poród, skrócona do 6 mm szyjkę. Po 15 minutach byłam na IP. Trafiłam na porodówkę. USG, KTG pokazało skurcze. Akcja porodowa się rozpoczęła. Ale to był dopiero 24 tydzień ciąży! Nie jestem w stanie Wam opisać, co wtedy czułam. Ten strach paraliżował. Mimo wszystko wmówiłam sobie, że cokolwiek się nie wydarzy, nawet gdybym urodziła, urodzą się zdrowe i będą żyć! Dziś wiem, że gdyby lekarze nie zatrzymali porodu, gdybym urodziła, dzieci by nie było. Ale wtedy tak zamknęłam się na złe diagnozy, informacje, nie docierało do mnie nic. Wiem, że dzięki nastawieniu i wierze, udało nam się wyrwać do końca! W szpitalu leżałam 3 miesiące. Do szpitala trafiłam w zimowej kurtce i kozakach, wyszłam w letniej tunice i japonkach :) Mimo strachu, łez fajnie wspominam ten czas. Miałam cudowne współlokatorki i co najważniejsze, byłam pod stałą kontrolą i opieką. Wiedziałam, że gdyby cokolwiek się działo-jestem w dobrych rekach.

Cześć mamo, cześć tato!




W końcówce 34tc dzieci przyszły na świat. Udało nam się wytrzymać jeszcze 10 tygodni, od pierwszego alarmu. Udało się! Wiedziałam, że się uda, nie mogło być inaczej. Każdego dnia jestem wdzięczna Bogu za zdrowe dzieci. Dziś wiem, że mogło być różnie, mogło ich nie być, gdyby poród rozpoczął się w 24 tc. Mimo wszystko nasza historia musiała skończyć się wielkim happy endem! Dzieci spędziły miesiąc w szpitalu, a potem zaczęła się nasza cudowna przygoda w domu.


Istny armagedon



Dopiero wtedy poczuliśmy na własnej skórze, co oznacza bycie rodzicami trojaczków. Było ciężko. Zajebiście ciężko. To nasze pierwsze dzieci, wszystko było nowe. Strach o ich zdrowie, masa kontroli. Karmienie co 2h, spanie na stojąco. Jednak z miesiąca na miesiąc było coraz lepiej. Nieoceniona była pomoc babci, siostry. Bez nich zamieniłabym się w zombie.

Pierwszy rok



To był ciężki i zarazem cudowny czas. Pierwsze kroki, pierwsze "mama". Chłonęłam macierzyństwo garściami! Ja do tej pory nie mogę się nimi nacieszyć. Czasami, gdy tak patrzę, jak się bawią, jak się wzajemnie przytulają, dbają o siebie, pomagają sobie, po prostu się kochają, dociera do mnie, że to się dzieje naprawdę. Że zostaliśmy rodzicami, spełniło się nasze największe marzenie. Było ciężko. Przez długi czas, gdy emocje jeszcze buzowały, byłam pewna, że dzieci nie zmieniają nic w związku dwojga kochających się ludzi. Potem dopadło nas totalne zmęczenie, wykończenie, codzienność i trud bycia rodzicem. Zaliczyliśmy pierwsze kłótnie i różnice zdań. To tylko umocniło to, co w nas najcenniejsze, miłość i solidne fundamenty do budowania szczęśliwej rodziny. Jesteśmy szczęśliwi i budujemy szczęśliwą rodzinę!

Dziś..



Oto nasza historia. Jestem żoną wspaniałego męża, mam najcudowniejsze dzieci pod słońcem. Bywało ciężko, nie raz zapewne jeszcze będzie. Był strach i łzy, oby nigdy więcej. Było pod górkę i z górki. Były lepsze i gorsze chwile.

Mimo wszystko wiem jedno. Nigdy nie wolno się poddawać i trzeba walczyć o swoje! Jestem szczęściarą. Gdy już straciłam nadzieję, pojawił się w moim życiu D. Wypełnił moje życie bezgraniczną miłością i dał nadzieję na wspólną przyszłość. Krok w krok kroczył ze mną w walce o dziecko. Był wsparciem i oparciem, którego tak bardzo potrzebowałam. Mocno marzyliśmy o dziecku, mimo trudu, łez i komplikacji, udało się! Wiara! Wiara czyni cuda! Nigdy nie można się poddawać, mam na to dowody. Trzy. Śpią właśnie w pokoju obok.

Życzę sobie, żeby nasza historia trwała szczęśliwie przez kolejne lata. 

Bezgranicznie. 

Kocham swoje życie!

11 komentarzy

  1. Pozytywnie zazdroszcze Ci takiego meza i cudownego zycia. Duzo szczescia dla calej rodziny. brawo!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie! Po jednym nieudanym związku (jeśli można tak nazwać półroczny związek w wieku 16 lat bez seksu), gdy straciłam wiarę w mężczyzn i miłość, na złość dawnemu chłopakowi postanowiłam zostać partnerką na studniówkę kolegi chłopaka koleżanki. Koleżanka zapewniała mnie, że odbębnię poloneza a on się spije i da mi spokój. Do dziś pamiętam gdy pierwszy raz się spotkaliśmy. Podaliśmy sobie ręce przy przedstawianiu i popatrzyliśmy sobie w oczy. Miałam 17 on 20 lat. Tego nie da się wytłumaczyć słowami. Wiedziałam, że to On! A On mówi, że wtedy zrozumiał, że urodzę mu dzieci. Jesteśmy ze sobą ponad 13 lat w tym 7 po ślubie. Mamy dwójkę dzieci. To się po prostu wie i nie da się tego wytłumaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :))) Widzisz, to było Wam pisane :)

      Usuń
  3. Jesteście najlepsi ❤💙

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę Ci to napisać, zaczełam czytać Twój blog jakoś pól roku temu. Trochę wydawałaś mi sie sztuczna, może to złe słowo, ale za idealna. Nie bardzo wierzyłam że tak świetnie sobie radzicie z trójką dzieci, kochacie się i jeszcze macie ochotę być szczęśliwą rodziną.
    Jestem mamą 3 letnich bliźniaków. Nie wyrabiam na zakrętach. Momentami ręcę opadają, ale od rzeczy.Jakiś czas temu założyłam Instagrama i obserwuje tam Was.
    Zaczelam ogladać te filmiki - instastory - i muszę Cię przeprosić za pochopną ocene.
    Naprawdę, jestes jedna z nilicznych autorek ktore serio są jakie są i nie ściemniają. Te filmiki utwierzily mnie w przekonaniu ze naprawde siweta z was rodzinka.
    Tym samym życzę zdrowia i samych szczesliwych chwil !
    Katarzyna

    PS! Historia wspaniała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak szczery i pozytywny komentarz ! :*

      Usuń
    2. Kate, ja mam 3,5-letnie bliźniaki i też nie wyrabiam na zakrętach :D Z pewną ulgą i takim głośnym "ufff" przeczytałam Twój komentarz :)

      Usuń
  5. jestem matka 4-letnich blizniaków..w życiu też miała "pod górkę", urodziłam martwe dziecko w 40 tyg ciąży..dużo łez, bólu i strachu..dziś jesteśmy szczęśliwi..
    zawsze podziwiałam kobiety, które urodziły więcej niż dwójkę dzieci przy jednym porodzie:):)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super złotych godów wam życzę , wszystkiego co najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń

TOP