13 lipca 2017

Cieszę się, że moje dzieci wychowują się właśnie tutaj ! + KONKURS

Od dziecka ciągnęło mnie do miasta. Dziś, nie zamieniłabym naszego miejsca na ziemi na nic innego. Pokażę Wam dlaczego! A na końcu wpisu czeka niespodzianka!






Mieszkamy pomiędzy miastami. Do Białegostoku mamy jakieś 20km. Do innego miasteczka mam 10 minut drogi. Niecałe pół tysiąca mieszkańców. Mamy sklepy, szkołę i świetny dojazd do miasta. Mimo że do takiej prawdziwej, spokojnej wsi zwyobraźni większości osób, takiej na krańcu świata nam daleko... Czego chcieć więcej?

Będąc w liceum, nienawidziłam wsi. Wszędzie daleko. Brak prawka i własnego auta z racji wieku utrudniał poruszanie się, ograniczał życie towarzyskie i marnował czas. 10 lat temu autobusy kursowały kilka razy dziennie, a ja kończąc zajęcia o 15:30, czekałam kolejne 2h na powrót do domu. Gdy inni wstawali dopiero do szkoły, ja już jechałam autobusem na zajęcia. Zrobienie prawka i pierwsze auto to było coś! To totalnie odmieniło mój świat :)

Dziś patrzę na mieszkanie na wsi totalnie z innej perspektywy. Mimo że mieszkamy w centrum wsi, 100 metrów od ruchliwej, wojewódzkiej drogi, kocham tę ciszę. W nocy, gdy wyjdę na taras, ruch aut jest mnimalny, słyszę śpiew ptaków, rechot żab. Własne podwórko to raj i wybawienie przy małych dzieciach. Latem, pobyt w domu ograniczamy do drzemki i posiłków. A i te często jemy na balkonie, czy w ogrodzie. Zawiesiliśmy świetny namiot, który stał się bazą, miejscem odpoczynku i zabaw dzieci. Świetny jest! Planuję go przenieść do ogródu, zaczepić pod drzewem i stworzyć im taką małą oazę spokoju.

Priorytetem dla nas było urzadzenie dzieciom własnego placu zabaw, TUTAJ możecie go zobaczyć. Jeszcze większym priorytetem było ogrodzenie terenu przed domem, żeby wydzielić przestrzeń tylko dla dzieci. Mały płotek dał mi nieopisany komfort. Mogę z dziećmi wyjść sama, bez obawy, że rozbiegną mi się na trzy strony świata. Mam je wszystkie na oku.

Uwielbiam spacery po naszej wsi. Kilku mieszkańców ma jeszcze zwierzęta gospodarcze. Idziemy zobaczyć krówki, codziennie chodzimy karmić kury bułeczkami. Jest też konik i gęsi. Dzieciaki to uwielbiają! Odkąd nauczyły się zwierząt i ich odgłosów mają świetną frajdę z tych naszych wycieczek.

Wśród zabaw numerem jeden jest huśtawka ze zjeżdżalnią, autka na akumulator, zabawy w piaskownicy i bazgroły kredą. Nie macie pojęcia jak artystycznie wyglądają wszystkie betonowe powierzchnie, na których da się malować :) Ale chyba nic nie przebije kałuż, prawda?








Młynek do wody i piasku - TUTAJ 
Zestaw zabawek do piasku - TATAJ 








Kreda w wiaderku - TUTAJ






Zestaw do robienia baniek mydlanych - TUTAJ 



 


Koszyk piknikowy z wyposażeniem - TUTAJ 
Namiot - TUTAJ 
Pufy - TUTAJ 








Mając dzieci zmieniłam postrzeganie mieszkania na wsi. Kocham tu być, kocham tu żyć! Nadal dzieli mnie od miasta kilka dobrych kilometrów, ale dziś już robię z tego plus! Za te powietrze, te widoki i możliwości. Za te spacery, kałuże i własne truskawki. 

Cieszę się, że moje dzieci mam szansę wychowywać włąsnie tu, na wsi. 

_________________________________

Jak zapewne zauważyliście na zdjęciach, odkryliśmy ostatnio kilka nowości ze sklepu Hoplik.pl. W związku z tym mam dla Was niezpodziankę - BON o wartości 100 zł na zakupy!


Odpowiedz na pytanie pytanie:

Jakie były Wasze ulubione zabawy w ogrodzie, na podwórku?

Regulamin
- Będzie nam miło jak polubisz fanpage Hoplik.pl
- Konkurs trwa od 13.07.2017-23.07.2017
- Ogłoszenie wyników do 30.07.2017
- Na kontakt od laureata czekam 3 dni, brak kontaktu skutkuje wyłonieniem kolejnej zwycięzkiej osoby. 

- Bon na realizację w Hoplik.pl ważny jest 14 dni od daty otrzymania, kosz wysyłki nie wlicza się do wartości bonu. ______________________________________________________________________


Młynek do wody i piasku - TUTAJ 
Koszyk piknikowy z wyposażeniem - TUTAJ 
Namiot - TUTAJ 
Pufy - TUTAJ 
Zestaw do robienia baniek mydlanych - TUTAJ 
Młynek do wody i piasku - TUTAJ 
Zestaw zabawek do piasku - TATAJ 


_______________________________________________________________________

Wyniki konkursu - GRATULUJĘ - Beata Podgórska - prosze o kontakt na priv do 03.08.2017 :)

23 komentarze

  1. Ja jestem z miasta i zawsze sie z tego cieszyłam, dopiero jak urodzi sie dziecko marzy się o własnym domie z ogrodem o swoim azylu. Moje zabawy na podwórku były świetne o to pare z nich :
    - z bratem w bramie gralam w piłkę
    - z młodszymi sąsiadkami lepilam babki z piasku
    - pierwsze zabawy w ganianego i zdarte kolana
    - po deszczu paplałam sie w błocie
    Jak to szybko mija, było bosko :-)
    Kinga Rymarska

    OdpowiedzUsuń
  2. Mieszkałam na wsi 18 lat i dla mnie to też była udreka (do liceum musiałam dojeżdżać 33 km). Teraz brakuje mi tamtych czasów i własnego podwórka. Ulubionymi zabawami w dzieciństwie było granie w gumę, klasy, czarne piwko naprzeciwko. Co piątek po szkole spotykaliśmy się wszyscy bez względu na wiek (2-8 klasy) i graliśmy w palanta lub bawiliśmy się w policjantów i złodziei (starsi brali pod opiekę młodszych). Monika

    OdpowiedzUsuń
  3. Z dziecinstwa pamietam duzo zabaw , ale najbardziej lubilam dwie byla to zabawa w chowanego trwajaca nieraz z 2 godziny oraz gotowanie z roslin😉😉. Z kuzynkami tworzylysmy rozne potrawy z lisci , platkow kwiatow do dzis pamietam "zupe" z polnych kwiatow , ktora chcialysy zeby kot zjadl😁 ale to nie jego smaki haha
    Marzena Hobot

    OdpowiedzUsuń
  4. Kwiaty Malwy są głównymi bohaterami mojej ulubionej zabawy z dzieciństwa. Wyjeżdżałam do babci na wieś, i przy jej drewnianym domku rosła "wyspa malw"! Tak, to była zaczarowana wyspa! Razem z tamtymi dziećmi traktowaliśmy malwy jako inspirację, klucz do drzwi z napisem "wyobraźnia"! Cała zabawa kręciła się wokół nich! Liczyliśmy owady, które do nich przylatywały- świetne zagadki matematyczne! Naśladowaliśmy ich ruchy na wietrze- znakomite kółko teatralne! Nadawaliśmy im imiona ze znanych baśni- kreatywne skojarzenia! Szeptaliśmy im, do wnętrza kwiatu, swoje sekrety- jakże było nam lżej! Wysokie, szlachetne malwy, były dla nas wiernymi przyjaciółmi, z którymi zabawa była zawsze po prostu wyjątkowa i magiczna:) Ta zabawa to kwiat mojego dzieciństwa! O tak:)
    Pozdrawiam:) Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawszebylam chlopzyca uwielbiałam skakac po drzewach wspinac się po murkach budodać bazy szalasy grać w piłkę robić zupki z blota;) czasami tęsknię za tymi beztroskimi czasami dziecinstwa;) Karolina J-P

    OdpowiedzUsuń
  6. Renata Chrpyt14.07.2017, 12:43

    Od urodzenia mieszkam na wsi i nie wyobrażam sobie inaczej :) Cieszę się, że również mój syn wychowuje się na wsi - widzę, że jest szczęśliwy z tego powodu :) Jak byłam małą dziewczynką uwielbiałam grzebać w ziemi i robić zupki, ciasta i inne potrawy z błotka :) Oj, to pamiętam doskonale :)Mogłam to robić godzinami :) Ostatnio również i mój syn bawił się w błotku - spuściliśmy go z oka tylko na chwilę, patyk i uderzenia w kałużę sprawiły, że był caaaały w błocie :) Kazałam mężowi zrobić mu zdjęcie bo to aktualnie rzadki widok tak bawiącego się dziecka :) Był tak brudny, że mąż powiedział, że ja go kąpię na co mama stwierdziła, że jak z bratem byliśmy mali i się tak załatwiliśmy to tata zawsze zadawał pytanie: myjemy czy robimy drugie? To taka wsiowa pozakonkursowa opowiastka :)

    OdpowiedzUsuń
  7. zabawa w chowanego. wspinaczki po płotach. zupy z błota, zabawy w dorosłego to jest to ☺

    OdpowiedzUsuń
  8. Jako mała dziewczynka nie miałam dużo zabawek , byłam dzieckiem, które umiało się zabawić dosłownie wszystkim. Mama mówiła,  że dawała mi łyżeczke sadzala na trawie i tylko patrzyła, jak próbuje się dokopać do Chin. Raz byłam prawie pewna, że z tej dziury wyszedł mi mały chińczyk, ale pewnie miałam halucynacje ze zmęczenia. Zabawa z moją ulubioną łyżeczka skończyła się, gdy uparłam się,  że wydłubie siostrze oko, za to że ugryzła mnie w udo. Bawiłam się też  siekierka dziadka. .. skończyło się,  że do dziś mam ślad na czole "coś a'la Harry Potter ", tak w ogóle to miałam te ślad wcześniej,  więc w pewnym sensie to ja jestem pierwowzorem,  nie żaden HP. Ale najlepsza, najlepsza zabawa był tkz Raps u babci w ogrodzie warzywnym.... przecudowne miejsce,  niczym z baśni... warzywa ciągnęły się przez całe długie pole... A my z siostra mialysmy zakaz wchodzenia �� także wykorzystując każda nieuwage babci szlysmy na tkz Rapsa... czyli po prostu powyjadac co się da �� byłyśmy jak szarańcza.., dosłownie.  Jeszcze nie zdarzyło się ,  żeby babcia sie nie zorientowala,  że byłyśmy na lowach... Co nas zdradzalo???  Proszę się domyślić jak wyglądały nasze ręce bo grzebania w ziemi w poszukiwaniu ziemniaków,  które potem służyly do rzucania do kosza (czyt. wiadra), albo jak pachnialysmy po zjedzeniu pora,  szczypiora badz groszku, marchewki prosto z ziemi�� no i nasza ulubiona zabawa w piosenkarki... mikrofon (czyt.ogorek) i mogłyśmy śpiewać tak głośno ile fabryka dała,  bądź w rycerki,  miecze (czyt.pory) i okladalysmy się ile wlezie ���� i pomyśleć,  że teraz dzieci nie mogą żyć bez smartfona...

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedyś było inaczej, świat nie pędził tak do przodu, do domu przychodziło się z podwórka tylko gdy sie zgłodniało albo przez balkon krzyczało się ,,mamo! Rzuć picie!" jadłam jabłka prosto z drzewa, gdy stłukłam kolano nie biegłam po plaster ale przykładałam do rany babke lancetowatą wierząc że ma cudowne właściwości i przestanie boleć :D gdy uczyłam się jezdzić na rowerze pamiętam jak wpadłam do rowu pełnego pokrzyw i nie, nie miałam kasku czy ochraniaczy na łokcie i kolana. Dzieciństwo pamiętam doskonale, prawdopodobnie dlatego że było ono wspaniałe! Ulubiona zabawa? Rozsypywałam mrówkom cukier i patrzylam jak się zajadają nim, w krzakach robiliśmy bazy i znosiliśmy do bazy różne domowe gadżety, ja np mamie wyniosłam z domu chochle do zupy i mieszaliśmy nią błotną zupe :D szlaban wynosił tydzień :/ na trzepaku robiliśmy z przyjaciółmi tzw ,,kiełbaski" nogi oplatały trzepak i trzymaliśmy się rękoma. Do tej pory nie wiem czemu ta poza była tak nazywana haha ;) a zegarki? Nie potrzebne! Wstawalo sie rano, ubierało i szło się drogą, po drodze sie spotykaliśmy a jak Słońce zachodziło wiedzieliśmy że rano bez smsa czy telefonu znowu się spotkamy. Moi Synowie liczę że też będą mieli super wspomnienia, bo podwórkowe życie i zabawy przynoszą fajne doznania, przyjaźnie i emocje zwłaszcza jak właściciel sadu goni z miotłą :) na FB obserwuje jako Beata Podgórska

    OdpowiedzUsuń
  10. Gra w klasy, skakanie w gumę na ulicy która ruchliwa nie była, raz na ruski rok jakieś auto przejechalo.. Najczęściej jednak graliśmy w Badmintona przez brame z tata!! Ileż było przy tym radosci! A jak lotka wpadła do sąsiadów mechaników? Hyc, przeskakiwalo się przez plot z nozem na gardle bo, a nuż włączy sie alarm :D i tak teraz staram się wychować moja mała pokazujac jej ile radości sprawiało nam bywanie całe dnie na dworze z rodzeństwem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja ulubiona zabawa bylo gotowanie w piasku , wynosilam mamy łyżki ,garnki , produkty spożywcze i bawiłam sie z siosta w restauracje . Pamietam ze lubiłam takze zabawy w podchody ,mieszkalan na wsi ,mielismy gospodarstwo rolne gdzie byly barany na których uwielbialismu jezdzic . Ach co to byly za czasy , rodzice nie mieli dla nas tyle czasu co teraz poświęca sie dzieciom , my (bylo nas4 dziewczyny ) bawiliśmy sie same na naszym polu .
    Piekne zdjęcia
    Małgorzata Stryjecka

    OdpowiedzUsuń
  12. Mieszkam w mieście, ale na osiedlu domków jednorodzinnych, gdzie każdy ma ogród wokół domu. W moim dzieciństwie niemal na każdym podwórku były kury, kaczki, ogródki warzywne... Jako dziecko godzinami przesiadywałam na podwórku, wymyślając zabawy z życia wzięte - bank między leszczyną a bzem, liście to były pieniądze a oczka siatki stanowiły przegródki bankowe ;) Moje ukochane pieski to były moje dzieci, którymi się opiekowałam i jeździłam z nimi autobusem zlokalizowanym na schodach :) Jednak najlepszą zabawą, jaka kiedyś pochłaniała mnie na godziny, było gotowanie! Miałam może 9, może 10 lat, jak ze sterty starych cegieł własnoręcznie zbudowałam kuchenkę. Była tak idealnie wyprofilowana, że postawiona na górze miseczka służąca za garnuszek nie miała szans na choćby małe przechylenie. Na dole kuchenki był nawet przygotowany węgiel i patyczki na rozpałkę, jednak prawdziwy ogień nigdy w niej nie zapłonął... żałuję, że nikt nie zrobił zdjęcia mojej kuchenki, bo żyje ona jedynie w mojej pamięci. Oj, wtedy było tyle czasu, pomysłów na spędzanie czasu i energii na zabawy! Cudownie byłoby wrócić chociaż na chwilę do tamtych czasów ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mój tata zrobił mi na podwórku z desek kuchnię. Miała blat, kuchenkę, stolik itd. Wszystko zrobił sam. Mama pozwalała czasem zerwać coś z ogródka, albo dała prawdziwe przyprawy - to było coś. A jak nie to to wystarczała trawa i piasek, a wyobraźnia działała. Piekłam ciasta, robiłam gołąbki i kotlety, mogłam tam siedzieć całymi dniami.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jestem z miasta ale podwórko miałem jak wielki ogród na wsi, w lato rodzice robili grila, wszyscy sąsiedzi sie wtedy schodzili i było tak rodzinnie, była piaskownica i huśtawki to był taki nasz mały plac zabaw. W wakacje zawsze z kolegami wchodzilismy na drzewa, tam też mieliśmy swoje zdarte pierwsze spodnie, również graliśmy w piłkę, a zimą na podwórku była najlepsza zabawa żeby porzucać się ścieżkami i oczywiście ulepić bałwana.
    Pozdrawiam Bartosz Pawelec

    OdpowiedzUsuń
  15. Magia dzieciństwa. Mnóstwo ulotnych wspomnień, które można po części odtworzyć już teraz tylko na starych fotografiach. Niestety wiele zabaw z dzieciństwa umknęło z pamięci, ale ten wpis "sprowokował" mnie do odświeżenia chociaż kilku faktów i pomógł wrócić do tych lat -80 tych, kiedy tak naprawdę nie miało się wiele, a miało się tak "wiele". Każda zabawa i wyjscie na dwor wtedy cieszyło do granic możliwości. Dzieciństwo rządzi się swoimi prawami, a dzieci myślą innymi kategoriami.Cytując N. Sparks'a wspomnienia to dziwna rzecz. Czasami są całkiem realne, ale czasami stają się tym, czym chcemy żeby były. I ja tak naprawdę chciałabym dać mojemu dziecku takie wspomnienia, żeby stały się później tymi realnymi.Mi ze wspomnień pozostały przede wszystkim gra w piłkę nożną na piaszczystej ulicy (ktora do dzisiaj pozostala piaszczystą jako jedna z niewielu na mojej juz dzisiaj nie "wsi" a tzw. przedmieściu)z narysowanymi na piachu bramkami z mnóstwem dzieciaków-rówieśników, którzy wtedy chcieli bawić się wspolnie, a do domu szlo sie na moment tylko po to żeby zjeść obiad i obejrzec najnowsze odcinki Kapitana Tsubasy, Sally Czarodziejki i ...Yatamann. Przy rozgrywania meczu i ciągłych rewanzach nie można pominac sąsiadki, ktora wiecznie niezadowolona wychodzila ze sroga mina upinajac nas ze depczemy jej kwiatki koło płotu. Inne dość częste zajęcie to kopanie bunkrów pod dzikimi wiśniami, które i tak później przejmowały mrowki i budowa szałasow z urządzaniem w nich wnetrz,a później porzucane bez sentymentu bo sie znudziły.Pamiętam tez jak tata budując nasz rodzinny dom zawsze znajdował czas, żeby powozić mnie i brata w taczce. Kiedyś miejsce, w którym mieszkaliśmy zaliczało się do kategorii wsi, dziurawe ulice, pełno piachu że na rowerze ciężko było przejechać, a przejażdżka taką taczka to był prawdziwy rajd Dakar. No i jaki prestiż bycia wożonym taczką, szkoda że teraz nie widzi się na codzień takich "rozrywek". Rysowanie patykami na ulicy dużych rezydencji wraz z wyposażeniem, skakanie w gumę-wiadomo i rower..rower ..rower - kto zrobi dłuższy zryw, kto pojedzie dluzej na jednym kole:)Ups.. Ale się rozpisalam;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Wychowałam się na wsi gdzie większość czasu spędzało się na świeżym powietrzu. Opiekowało się zwierzętami: kurami, kozami, psami, kotami, gotowało potrawy z roślin i piachu z wodą, bawiło się w sianie, wiło wianki z zerwanych kwiatów, robiło ogniska wieczorami, ścigało się rowerami :) każdy dzień był pełen atrakcji :)

    OdpowiedzUsuń
  17. My – pokolenie lat 70-tych – piękne wspomnienia z dzieciństwa mamy,
    Dlatego z łezką w oku i z sentymentem do nich wracamy.
    Nikt z nas na prezenty w stylu tableta, smartfona czy quada nie czekał,
    A jednak na nudę nikt nie narzekał.
    Mieliśmy bowiem jedną rzecz najcudowniejszą, Syneczku i Córko -
    pełne koleżanek i kolegów boisko przed blokiem albo wiejskie podwórko!
    Do tego wystarczyły już tylko dobre chęci i dużo wyobraźni,
    By czas spędzać bardzo kreatywnie i z innymi w przyjaźni.
    Do konkretów więc przejdę, dzieci nasze drogie
    I o naszych z dzieciństwa zabawach chętnie Wam opowiem.
    Zacznijmy od gumy – dziewczyńskiej zabawy,
    W której i niejeden chłopak szybko nabrał wprawy.
    Po skakaniu w gumę przychodziła kolej na grę w klasy,
    Potem na trzepaku różne wygibasy.
    Nie można zapomnieć zabawy skakanką,
    Której niejedna dziewczynka była wierną fanką.
    Żaden dzień nie minął bez zabawy piłką,
    Nieważne czy się było chłopcem czy dziewczynką.
    Prym wśród nich wiodła zabawa w zbijaka,
    Do której potrzebna była dzieci spora paka.
    Grało się także w kolanko, kolory,
    Śmieszna była zabawa także w pomidory.
    Kolejny hit naszych podwórkowych zabaw to wyścigi kolarskie,
    W których zamiast kolarzy udział brały kapsle :)
    Gdy chcieliśmy pozwiedzać dalsze nieco opłotki,
    W ruch szły ukochane składaki lub wrotki.
    Albo ruszaliśmy w podchody do lasu czy parku,
    Na drogę chowając w kieszeni po ciastku czy sucharku.
    Tak więc, drogie dzieci, w naszych dawnych czasach,
    Dni nie spędzaliśmy w domach, lecz na boiskach i w lasach.
    Do domu wpadaliśmy napełnić pusty brzuszek,
    Porwać mamie jakiś smakołyk albo zmienić ciuszek.
    W telewizorze non stop nie leciały bajki,
    Nikt z nas nie wiedział, co to komputer ani żadne lajki.
    Nasze dzieciństwo było jednak bardzo szczęśliwe,
    Wesołe, beztroskie i bardzo ruchliwe :)

    Tak właśnie było ... chętnie bym wróciła do tych pięknych czasów :)
    Pozdrawiam
    Kasia B.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mała podlubelska wieś trzydzieści lat temu to był jeden wielki plac zabaw. Rodzice uważali najbliższe otoczenie za bezpieczne,więc pozwalali nam wychodzić na całe dnie.Przypuszczam,że był im to na rękę. W gospodarstwie pełnym zwierząt, złożonym z małej chatki zamieszkałej przez (jak mi się teraz wydaje)tłum ludzi, stodoły, kurnika,obory,piwnicy i poddachu, zawsze było coś do zrobienia.Zabawa trwała w najlepsze, było nas sześcioro,znaliśmy się od urodzenia i płec nie miała znaczenia. Jak bawiliśmy się w wojnę to wszyscy ,a jak w dom to i chłopcy uczyli się gotować. I właśnie ta zabawę w dom najlepiej wspominam. Pamiętam jakby to było wczoraj jak biedy zmuszała nasze małe mózgi do wielkiego wysiłku i uwierzcie mi-nie ma rzeczy nie do zastąpienia. Nasz „domek” znajdował się w starej stodole, przez dziury w ścianach wpadały grube promyki słońca, woń słomy wdzierała się nozdrzami i wyryła trwały ślad w moim mózgu..moje dzieciństwo! Brudne,biedne,ale najwspanialsze! Zawsze miała brudne ręce,bo nikt nie miał czasu ich myc to robieniu ciasta z błota,wytarła o czerwoną stara sukienkę i biegłam dalej szukac zgniłych jabłek na”niby”kompot. Nasz domek był swoistym złomowiskiem. Ale wtedy każda rzecz była na wage złota. Zabawek nie miał nikt,a bawiliśmy się lepiej niż współczesne dzieciaki. Zamiast garnków mieliśmy puszki po konserwach,po groszku i kukurydzy,no i słoiki podkradane babci. Zamiast łyżek patyki a na ich końcu przywiązany kawałek plastiku,albo blachy. Zamiast zlewu stare wiadro z dziurą,która imitowała kran. Zakręcało się go przytykając kijkiem. Półki to były stare deski,kamienie wyznaczały drzwi. A nasze jedzenie gotowało się z żużlu, liści, mchu,traw,błota,piachu ,kurzu a nawet piór który wypadały kurom. Jakiez piekłam wtedy torty,jakie zupy gotowałam, teraz już wiem dlaczego brudne ręce oznaczaja szczęśliwe dziecko.A gdy lato się kończyło,domek musiał zniknąć,bo jego miejsce zastępowały wiązki słomy ,dając schronienie myszom przez zimą. Ale co roku odbudowywało się go na nowo.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nasze ulubione zabawy w ogrodzie były i są szalone,
    z myślą o rozwoju dzieci i ich aktywności wymyślone,
    najbardziej uwielbiamy zabawę w chowanego całą rodziną,
    gdzie za krzakami,drzewkami,skałami,trawą chowamy się z wesołą miną.
    Uwielbiamy także organizować sobie w ogrodzie pikniki,
    gdzie z chęcią układamy klocki, malujemy kredkami i jemy naleśniki.

    Zabawy w ogrodzie są dla nas magiczne, uwielbiamy je o każdej porze roku,
    dostarczają nam mnóstwo energii, radości, mają w sobie moc miłosnego uroku.
    Najbardziej jednak lubimy zabawy w ogrodzie pt "piknik z mocą atrakcji"
    którego urządzamy sobie wiele razy, podczas ciepłych i letnich wakacji .
    Polega on na tym, że wcześniej przygotowywujemy wspólnie przekąski i dania,
    i zaczyna się już od zjedzonego na świeżym powietrzu, w ogrodzie śniadania.
    Rozkładamy wielki koc, wbijamy parasol w trawę i bawimy się doskonale,
    mijającym czasem nie przejmujemy się wcale!
    I na takim ogrodowym pikniku jest czas na bieganie, zrywanie kwiatów i za motylami ganianie,
    jest także czas na odpoczynek i szybujących po niebie chmur opisywanie !
    Nie brakuje nam wtedy także ochoty do zabawy lalkami, do plecienia wianków cudnie
    czas spędzamy różorako, ciągle coś wymyślamy, by było kreatywnie i nie nudnie!
    Uwielbiamy na takim ogrodowym pikniku czytać bajki w cieniu drzewa,
    bo właśnie takiej bliskości, czasu spędzonego razem naszej rodzinie jak najwięcej trzeba!

    O OGRÓD to dla naszej rodziny miejsce wyjątkowej zabawy na wiele możliwości
    G GŁÓWNE założenie to jak najwięcej spontanicznej i efektownej aktywności,
    R ROZKOSZNE rozmowy, zabawy z naturą, zbieranie kwiatów i turlanie się w trawie
    Ó ÓW granie w piłkę, bieganie i oddwanie się niezwykłej, miłej zabawie.
    D DŁUGO można by tak opisywać te nasze ulubione zabawy ogrodowe-bo są one odlotowe !


    I właśnie mąż jest na etapie robienia własnoręcznie piaskownicy z daszkiem dla naszych dzieci , jeszcze mu to chwilę zajmie ale ufam i wierzę, że zabawa w budowanie z piasku będzie niesamowita . Dzieci już nie mogą się doczekać, już planują jakie zabawki i foremki do pisaku by chciały mieć, i ile czasu by spędziły na takiej zabawie. Ja ? Jestem entuzjastycznie nastawiona do zabaw w ogrodzie, ponieważ dzieci wraz z nami wtedy budują relację, spędzają czas, mają poczucie bezpieczeństwa i ten czas sprawia, że ich kreatywność zostaje pobudzona, ich fantazja zaspokojona i miłość nasza okazana . Nie ukrywam, że cieszy mnie, że dzieci lubią gdy w ogrodzie czytam im książki, gdy gramy w piłkę, gdy chowamy się czy po prostu gdy huśtamy się na huśtawce . Uwielbiam gdy przybiegają do mnie z patyczkami, kamykami i z takim entuzjazmem i energią opowiadają o ich magicznej mocy, o ich działaniu. Uwielbiam gdy tulą się w moje ramiona bo wtedy wiem, że zabawa w ogrodzie dała im wytchnienie, odprężenie i poczucie miłości. Mam nadzieję że coraz więcej rodziców będzie angażowało dzieci do zabawy w ogrodzie, na świeżym powierzu a nie zastępowało tego włączaniem bajek czy gier, by mieć "spokój" dzieckiem. Pozdrawiam, zatroskana, zmęczona a zarazem najszczęśliwsza mama na świecie, Edyta, edka767@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Moją ulubioną zabawą na podwórku było GOTOWANIE ! Tak ! Ale nie takie zwykłe ! Miałem dwa kubełki do piasku które służyły za garnki, wodę miałem z wiaderka do podlewania kwiatków,, za łyżki i widelce służyły m zerwane z krzaczka patyczki. I tak w małych wiadereczkach robiłem błotko, tworzyłem niesamowite wypieki. Pamiętam jak pewnego dnia MAMA miała urodziny. Poszłem bawić się na podwórku, co chwilę dolepiałem kolejną warstwę "torta" i czekałem aż słońce go "upiecze" by kłaść kolejną. Tort mierzył ok 15 cm wysokości, na kawałku deski. Z gałęzi zrobiłem świeczki, ozdobiłem kwiatami i zawołałem Mamę na dwór. Gdy wyszła zacząłem śpiewać 100 lat tak jak umiałem najlepiej! Dałem jej torta (lecz "świeczek" nie zapaliłem, bo ogniem nie wolno było mi się bawić). Mama się rozpłakała, przytuliła mnie i później opowiedziała całej rodzinie o moim wyczynie .

    Dziś? To właśnie z lat dzieciństwa przeniosłem pasję do pieczenia. Wraz ze swoimi dziećmi "pieczemy" i "gotujemy" w ogrodzie, gdzie zrobiłem dla nich kuchnię z resztek desek. Bawimy się świetnie, choć nie ukrywam, że przydałyby się nam jakieś plastikowe albo drewniane owoce, warzywa, norzyki i inne akcesoria. Zabawa byłaby lepsza i bardziej realistyczna. Pozdrawiam, Tomasz :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja wychowywałam się w małym mieście, na osiedlu domków jednorodzinnych. Tak się złożyło że w mojej okolicy wśród rówieśników byłam jedyną dziewczyną. Chcąc nie chcąc bawiłam się z samymi chłopakami. Zabaw było mnóstwo,nigdy się nie nudziliśmy ,jednak naszą ulubioną zabawą były robaki. Z patyków budowaliśmy zagrody, potem wykopywaliśmy dżdżownice, szukaliśmy różnych innych "okazów", przenosiliśmy delikatnie do zagrody, dawaliśmy wymyślne jedzonka, robiliśmy tory przeszkód, jeziorka, nadawaliśmy imiona. Mieliśmy nawet taka encyklopedię w której sprawdzaliśmy jak dane robaki się nazywają. Nigdy nie robiliśmy im krzywdy po zabawie zawsze puszczaliśmy wolno. Chociaż dziś nie lubię robakow, tamte zabawy wspominam z rozrzewnieniem...to był taki beztroski czas

    Anna Duszczyk

    OdpowiedzUsuń
  22. Nasze ulubione zabawy ??? O manio było ich dużo :) mamay dużą rodzine i na naszym podwórku ( wszystkie dzieci dziadków mają domy na jednej posesji :)) było 14-ro dzieci :) więc często spędzaliśmy czas razem każdy nam zazdrościł że mamy własną drużyne piłkarską ;) oprócz gry w piłkę nożna, graliśmy w siatkówke :) nie obyło się również bez gry w gume , ale to głównie my dziewczyny :) no o gra w wojne-sporo nas chciało grać na raz więc i terytoria były troche mniejsze :) ale chyba najbardziej uwielbialiśmy wycieczki rowerowe na pobliska plaze i pokazy mody oraz mnini playbac show który urządzaliśmy dla naszych rodziców i dziadkow :) żeby nie było zimą też sie u nas działo oprócz wojen na śnieżki i lepienia bałwana, budowaliśmy sobie igla :) wprawdzie nie były tak ładne jak te eskimosów, ale był nasz :) Nie mieliśmy ulubionych zabaw dla nas liczyło się to że ten czas spędzaliśmy razem :) Mam nadzieje ze moja córcia też tak bedzie miala i z miła chęcia bede ją wozić do kuzynostwa- którego ciągle przybywa i beda spedzac czas razem jak ja z ich rodzicami :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Pobawię się z Wami tutaj również Ja 😀
    Nie będę wymyślała rymów bo z zajmującym dzieckiem to czasem ciężko, lecz moja najszczersza odpowiedź płynie prosto z mojego malutkiego serduszka.
    Zabawy z ogrodzie, na podwórku? To całe moje dzieciństwo. To czas który spędziłam na wsi, z dala od codziennego zgiełku. Jak wiadomo najlepsze dzieciństwo to te spędzone na wsi. Dzieciństwo to czas spędzony przede wszystkim z dziadkami. Tata górnik, który wiecznie siedział w pracy a mamę pochłaniała praca w służbie zdrowia i dyżury 12-sto godzinne. Cały ten czas spędzałam z dziadkami. To oni odprowadzali mnie do przedszkola, bawili się ze mną lalkami, jeździli na rowerze. Oj uwielbiałam te czasy - bo dzięki nim pozostały wspomnienia po tych których dziś nie ma już wśród nas😢
    Jak wiadomo na wsi nie można się nudzić. Uwielbiałam pomagać babci na grządkach, podlewać pomidorki czy zrywać truskawki. Pamiętam smak i zapach pieczonych o zachodzie słońca w ognisku ziemniaków, które później jadło się z masełkiem. Doskonale pamiętam te wszystkie z babcią zabawy. Jak każda mała dziewczynka uwielbiałam bawić się w "dom". Braliśmy na podwórko koc, wszystkie nasze lalki i bawiliśmy się nimi całe dnie, opiekując się nimi itp. W mojej głowie na zawsze zostaną również inne zabawy. Babcia zawsze potrafiła wyczarować coś z niczego. Wystarczyło parę kartek, długopis, stary telefon i zrobione przez dziadka "zabawkowe" banknoty i już mogliśmy się bawić w "bank". Jak się pewnie domyślacie zawsze ja chciałam być urzędniczką 😁
    Innym znów razem nazbieralismy trochę jabłek, nazrywaliśmy truskawki, trawa to nieraz służyła za pietruszkę i już z uśmiech na twarzy bawiliśmy się z "sklep".
    Zabaw naprawdę było wiele - jednak jest w moim serduszku jedna która zawsze będzie powodować, ze na sercu robi się cieplej. Jak każda dziewczynka marzyłam by mieć namiot. Taki "szmaciany". Niestety nastały czasy, gdy rodzice się rozwiedlii mama nie mogła sobie zawsze pozwolić na moje zachcianki. Dziadek chcąc złagodzić gniew 6-cio łatki próbował różnych sposobów. Rozkładał krzesła na które później zarzucał koc. Mimo wszystko to nigdy nie było to o czym marzyłam. Widząc mój smutek dziadek nie mógł przejść obojetnie. Pewnego dnia wracając z przedszkola czekała na mnie wielka niespodzianka. W ogrodzie stał piękny namiot wykonany przez babcię i dziadka. Dziadek zrobił drewniany stelaż, babcia wyciągnęła z piwnicy maszynę i resztki niepotrzebnych materiałów. Tak powstał piękny namiot. Był biały z czerwonymi olkiennicami. Wszystkie koleżanki mi to później zazdrościły. A ja? Czułam się bardzo szczęśliwa. Od wtedy spędzałam z nim całe dnie. To w nim babcia czytała mi ulubione książki, to w w nim piłam pyszny kompot ugotowany przez babcię i jadłam zawsze pyszne placuszki usmażone przez dziadka. Oj takich chwil się nie zappmina. Żal mi tylko jednego, że minęło już ponad 20 lat a tak chciałoby się wracać do tych wspomnień. Chociaż mam nadzieję, że wkrótce znów będę miała możliwość. Córeczka powoli dorasta, za miesiąc będzie obchodziła drugie urodzinki. A ja? Obiecałam sobie, że zrobię wszystko by i ona miała kiedyś tak piękne dzieciństwo spędzone właśnie na wsi (bo nadal tutaj mieszkamy w rodzinnym domu) i wspomnienia do których będzie z przyjemnością wracać 😍
    Ewelina Paszenda

    OdpowiedzUsuń

TOP