21 czerwca 2017

Złodziejka tożsamości naszych dzieci. Nasza historia z "hejterką"

Młoda dziewczyna. 21 lat. Mieszka sobie w małym miasteczku nieopodal Świdnicy. Stworzyła swój wyimaginowany świat, w którym była mamą trojaczków. Widzę ich zdjęcie-fajne dzieci-fajne, bo MOJE! Ukradła to, co jest mi najcenniejsze, tknęła strefy, której bronię jak lew. Poniosła karę! 




Sierpień 2016


Wszystko zaczęło się rok temu. Cała sytuacja mogła mieć swój początek o wiele wcześniej. Rok temu, będąc na urlopie, dostałam wiadomość od czytelniczki. Kilka screenów z profilu pewnej (nazwijmy ją może na potrzeby postu - Ania) Ani. Młoda dziewczyna, koło 20stki. Zdjęciem moich dzieci ogłosiła radosną informację, że urodziła trojaczki. Dumnie ustawiła zdjęcie, jako zdjęcie w tle na swoim profilu. Zszokowana informacją, od razu napisałam do niej wiadomość z żądaniem usunięcia zdjęć, wyjaśnień, oraz zaprzestania takich działań w przyszłości. Zdjęcie zniknęło, ale moja wiadomość pozostała bez odpowiedzi.


Październik 2016


Brnęła w to dalej. Kłamstwem i bezczelnością próbowała dostać się do facebookowej grupy, która skupia tylko rodziców trojaczków, czworaczków. Zapewniała wtedy: Urodziłam 17 lipca 2016r w Wałbrzychu. Był to 34tc 2 dziewczynki i chłopczyk:) Julcia Jowitka i Tymuś:) Julcia 49 cm 2100g, Tymuś 46 cm 2040g i Jowitka 50 cm 1980g "

Zapewne chciała ukraść kolejne zdjęcia trojaczków do swojej wyimaginowanej kolekcji. Była tak przekonywująca, że udało jej się oszukać czujne i weryfikujące wszystko adminki. Na szczęście bardzo szybko zareagowałam, na jej przyjecie do grupy i wyleciała z hukiem.


Kwiecień 2017


Od tamtego momentu raz na jakiś czas kontrolowałam jej profil. To, co mogłam zobaczyć z racji ustawień publicznych, widziałam. Zdjęcia ponownie nie pojawiły się na profilu. Zainspirowana dwoma wpisami moich ulubionych blogerów, w kwietniu zajrzałam ponownie na profil Ani. Doświadczenia z hejterami Marty i Jana z SuperStyler.pl (zobacz ten post) i Elizy Fashionelka.pl (zobacz ten post) na tyle mną poruszyły, że postanowiłam szczegółowo prześledzić jej profil.

Doznałam szoku!

Ania miała w znajomych moją znajomą. Mamę trojaczków! Od razu widziałam, że panna Anna dalej bawi się w udawanie mamy trojaczków. Nie wiedziałam tylko, czy nadal wykorzystuje nasze skradzione zdjęcia. Napisałam do znajomej. Była jeszcze bardziej zszokowana niż ja. Ania oszukiwała ją od roku! Od roku miały ze sobą kontakt praktycznie dzień w dzień. Od roku rozmawiały, jak to jest być mamą trojaczków, wymieniały się doświadczeniami. Znajoma radziła jej odnośnie karmienia dzieci, pomagała rozwiązać różne problemy z trojaczkami. Po przeanalizowaniu jej wypowiedzi rzeczywiście można było wywnioskować, że coś jest nie tak, ale znajoma przyznała, że w życiu nie wpadła na to, że Ania ją oszukuje! Była wściekła! Zadeklarowała się, że pomoże mi rozpracować Anię. W ten sam dzień Ania oznajmiła znajomej, że spodziewa się... bliźniaków! Wyobraźnia pojechała po bandzie, prawda?:)


Tydzień wystarczył, abym wiedziała o niej wszystko!


Zaplanowałam wszystko. Musiałam poznać jej adres, by móc oddać sprawę do prawnika. Poszło absurdalnie łatwo. Połasiła się na paczkę. Znajoma napisała jej, że skoro jest w takiej sytuacji (trojaczki + ciąża bliźniacza) wyślę jej paczkę z nowymi ubrankami, akcesoriami dla maluchów, bo ta rzekomo wszystko po trojaczkach oddała, nie planując więcej dzieci. Podała jej jednak inne dane, dane rzekomej kuzynki.


Ania jest kuzynką, czy kuzynka jest Anią?


W tym momencie włączyła mi się czerwona lampka. Znalazłam "kuzynkę" na facebooku. Dziwne było to, że nie mają siebie w znajomych, mimo tego, że podobno razem mieszkają. Poprosiłam o pomoc czytelniczkę, która dała mi cynk rok temu. Okazało się, że ona ją zna! Poznały się na facebookowej grupie o ciążowej tematyce, która publikuje anonimowe pytania czytelniczek. Co więcej, obie nawet rozmawiały o Ani! Miałam pewność, że profil Ani jest profilem fikcyjnym, a za całą sprawą stoi właśnie ta kuzynka. Dla pewności skontaktowałam się z administratorami grupy. Opisałam całą sytuację i doznałam kolejnego szoku. Post, pod którym moja czytelniczka poznała Anię, wysłała do nich osoba którą doskonale znałam, bo pisała do mnie monologi w wiadomościach prywatnych. Ostatnią ponad rok temu. Nie wiem, czy Ania była też wtedy tą Hanią, która pisała do mnie opowieści, w to już wnikać nie będę.

Zaczęłam się bawić w detektywa. Przeszukałam cały internet, w poszukiwaniu informacji o Ani. Wystarczyło Google, Facebook i system do monitorowania internetu. Wiedziałam gdzie mieszka, jak wygląda jej kamienica, gdzie lubi spędzać czas. Kim jest jej facet, mama, jej rodzeństwo. Co, kiedy i gdzie pisała. Wszystko! Miałam pewność, że ona jest kuzynką, a profil Ani jest jedynie narzędziem w jej rekach.



I nagle zrobiło mi się jej żal...


Nie rozumiałam jej zachowania. Nie mogłam pojąć, po co to robiła. Przez rok albo i więcej udawała kogoś innego, udawała fakt, że jest matka trojaczków. Chciałam odpuścić. Mąż stał za mną murem od samego początku. Jakiej decyzji bym nie podjęła-uszanowałby to. Gdy już chciałam odpuścić, on zapytał mnie o jedno: czy odpuszczając całą sprawę, mam pewność, że Ania już nigdy tego nie zrobi? Tej pewności nie miałam. Przypomniałam sobie, że po mojej pierwszej interwencji brnęła w to dalej, że przez rok okłamywała moją znajomą, że po raz kolejny wykorzystała moje zdjęcia i co najważniejsze, nie czułam szczerości w jej odpowiedzi.

Sprawę oddaliśmy Karolinie, młodej, pełnej energii i pasji adwokat, która zgodziła się nam pomóc. Polecam ją z całego serca, zajęła się naszą sprawą w każdej kwestii i to w dużej mierze dzięki niej wygraliśmy!


Maj 2017


Podjęliśmy działania, które dają mi pewność, że Ania już nigdy nie wykorzysta wizerunku naszych dzieci. Myślę, że innych też. Dostała bolesną nauczkę i odpowiedziała za swoje czyny.

Takich spraw może być kilkanaście!


Ania wysyłała znajomej zdjęcia kilkunastu różnych dzieci. 3 zdjęcia były moje, jedno zdjęcie innej mamy trojaczków, które rozpoznałam. Reszty do tej pory nie udało mi się namierzyć. Najgorsze jest to, że ja tych zdjęć nie mogę nawet Wam pokazać, by móc zidentyfikować te dzieci. Nie mogę ich użyć, bo zgodnie z prawem nie są moją własnością, nie przedstawiają moich dzieci. Gdybym to zrobiła, ich rodzice mogliby mnie posądzić o to samo, o co ja posadziłam Anię: naruszenie prawa do wizerunku, dóbr osobistych i kwestia praw autorskich.


Ryzyko blogera


Uprzedzę kolejne hejterskie komentarze, podobne do tych, które pojawiły się pod postem, w którym wspomniałam o sprawie. To, że pisze bloga i publikuję (wspólną decyzją moją i męża) zdjęcia naszej rodziny nie uprawnia NIKOGO do kradzieży zdjęć i wykorzystywania ich w żaden niepowołany sposób. To karalne, jak przekonała się nasza Ania. Wizerunek stanowi szczególny rodzaj dobra osobistego chronionego, chronionego art. 23 i art. 24 Kodeksu Cywilnego. Ochrona wizerunku przysługuje każdemu człowiekowi niezależnie od wieku! Dzieciom, małoletnim również!

Jak mantrę powtórzę, w Internecie nikt nie jest anonimowy. Groźby, hejty, uporczywe nękanie, stalking, obraźliwe wpisy, cyberbullying - autorów tych działań można namierzyć. Mam nadzieję, że to nasza pierwsza i ostatnia akcja tego typu. Gdyby kiedykolwiek się powtórzyła, zrobię to samo. Będę walczyć o sprawiedliwość i doprowadzę sprawę do końca.

Ania dotknęła strefy, która jest dla nas najcenniejsza-naszych dzieci. Do dziś nie wiem, co nią kierowało. Co miała w głowie przez ten czas. Po co? Dlaczego? W jakim celu to robiła? Z nudów? Źle trafiła. Nie będę tego tolerować! Dobro naszych dzieci jest dla nas najważniejsze. Poniosła karę. Zasłużoną. Do swoich działań wykorzystała Facebooka - i na nim, publicznie musiała zamieścić stosowne sprostowanie i przeprosiny. Sprawa ujrzała światło dzienne, zapewne było jej mega głupio! Poniosła też karę finansową, jednak w minimalnym wymiarze, bo nie o to nam chodziło.




Ku przestrodze...

12 komentarzy

  1. Na górnym print screenie jest imię ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj :) to nic, profilu już nie ma, a i tak był fikcyjny ;)

      Usuń
  2. Jestem w szoku...Próbuję zrozumieć tę kobietę, ale ciężko...Może sama nie może mieć dzieci i w taki chory sposób radzi sobie z tym? Nie wiem, ale żal mi jej, co nie zmienia faktu, że decyzja o ukaraniu jej była słuszna. Jak dla mnie powinna zostać skierowana jeszcze do psychologa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długi czas próbowałam ją zrozumieć, jednak po krótkiej rozmowie i braku żalu, skruchy.. przestałam.

      Usuń
  3. Brawo! Podziwiam, że dociągnęłaś całą sprawę do końca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze że poniosła karę. Ja buziek moich dziewczyn nigdzie nie publikuję. Nie chciałabym, aby takie sytuacje miały u nas miejsce. A poza tym wychodzę z założenia, że o ochronie wizerunku każdy powinien decydować osobiście, a nie wiem czy dziewczyny chciałyby być pokazywane,są zbyt małe by o tym decydować ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo!!! Współczuję przeżyć, ale najważniejsze, że dostała nauczkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Normalnie jestem w szoku,ale najważniejsze że dobrze się skończyło

    OdpowiedzUsuń
  7. Brawo że udało ci się sprawę dociągnąć do końca ,to smutne że ludzie takie rzeczy wyczyniają

    OdpowiedzUsuń
  8. mi też się zdarzyło że ktoś kopiowal zdjęcia dzieci teraz mam profil całkowicie ukryty dla nieznajomych i mam spokój

    OdpowiedzUsuń
  9. Szok!!! Dobrze, ze nie odpuscilas!!

    OdpowiedzUsuń

TOP