25 czerwca 2017

O mały włos nie doszło do tragedii:( Nigdy nie ufaj dziecku do końca!

Nigdy nie ufaj dziecku do końca w tej kwestii. Przytoczę dwie sytuację, w których jako mama, opiekun dałam ciała. Czy mogłam to przewidzieć? Pewnie tak. Czy wpadłabym na to, że to może się wydarzyć? NIE! Chociażby dlatego, że od dawna uczyliśmy dzieci pewnych zachowań i byłam pewna, że zrozumiały wiele. Myliłam się.




Byłam na placu zabaw z dziećmi i koleżanką. Oliwka z koleżanką bawiły się na zjeżdżalni. Z niebywałą frajdą zjeżdzała, by "ciocia" ją łapała i tak w kółko. Lenka bawiła się w piaskownicy, Niki huśtał się na huśtawce. Huśtawka i piaskownica oddalone są od siebie o 2 metry. Nikodem chciał już zejść, za to Lenka chciała zająć jego miejsca. Wypięłam Nikodema, postawiłam obok siebie i powiedziałam, że teraz On może pobawić się łopatką w piasku i zrobić mi babkę. Ruszył w stronę piaskownicy. Posadziłam więc Lenkę, zapięłam łańcuchy, obracam się i zamurowało mnie! Nikodem nie był w piaskownicy, on ruszył w stronę wózka i wejścia, którym zawsze wchodzimy na plac zabaw. Wejście nie jest zamykane, ma jedynie slalom barierek! Pobiłam wtedy mój życiowy rekord biegu na 100 metrów. Zgubiłam japonki, złapałam go 5 metrów od wejścia. Złapałam go tak mocno, wzięłam na ręce, przytuliłam i normalnie wybuchłam łzami. Całą powrotną drogę tłumaczyłam, dlaczego nie wolno uciekać od mamy, że jeżdżą samochody i może być bum. Od tamtego momentu za każdym razem, gdy jesteśmy na placu zabaw, powtarzam całej trójce ten sam wykład. Co ciekawe, po powrocie do domu opowiedziały tacie całą historię. Nikodem pokazał dla taty jak szybko biegł, dziewczyny robiły "nunu Nini". Jakąś świadomość zagrożenia mają. I tak będę powtarzać im zakaz uciekania z placu zabaw do liceum:)
Na szczęście dogoniłam go i złapałam. Na szczęście w porę zauważyłam jego ucieczkę i w czas zareagowałam. Na wielkie szczęście..

Mieszkamy przy drodze. Nie jest to droga ruchliwa, jednak prowadzi ona z jednego końca wsi na drugą. Jako że mieszkamy na samym początku, obok nas ruch jest spory. Codziennie chodzimy do kur, kury sąsiadów widać od prababci z ogrodu. Obowiązkowym punktem dnia jest więc karmienie kurek. Aby do kur dojść, musimy przejść na drugą stronę ulicy. Od zawsze tłumaczymy i powtarzamy dzieciom zasady przejścia na drugą stronę ulicy. Zawsze każemy podać nam ręce i zatrzymać się przed drogą. Pytamy wtedy dzieci czy samochód jedzie. Gdy jedzie, czekamy. Gdy nie, pytamy, czy na pewno nie jedzie "brum", potwierdzają. Dajemy im wtedy jasny komunikat: Teraz możemy iść. Puszczamy ręce, dopiero gdy jesteśmy za bramką, po drugiej stronie ulicy.

W tym samym czasie, gdy przez większość czasu zaczęliśmy się poruszać bez wózka, wprowadziliśmy komunikat "STOP!!!". Zaczęliśmy od zabawy. Biegaliśmy z dzieciakami po podwórku, na zmianę krzyczeliśmy "stop" i oboje się wtedy zatrzymywaliśmy. Bardzo szybko załapały, o co chodzi. Do tej pory na każde "stop" zatrzymywały się i czekały na nas. Działało! Gdy zaczeły same zbliżać się do bramki lub na spacerach. Działało aż do pewnego dnia. Podczas spaceru wózkiem, zatrzymaliśmy się na chwilę u mojej koleżanki. Jej córka bawiła się na podwórku, a po trawniku chodziły gołębie. Gołębie są ulubionymi ptakami dzieci, chciały więc wyjść z wózka i podejść bliżej. Poszły. Zaczęły się ganiać po trawniku z córką koleżanki. W pewnym momencie Lena zaczęła biec w stronę drogi! Mają otwarte podwórko, więc wybiegnięcie na ulicę nie było niczym ograniczone. Ruszyłam za nią! Złapałam ją już na ulicy! Na szczęście nic nie jechało, a uwierzcie mi, po tej drodze niektórzy jeżdżą jak wariaci! Co więcej, Nikodem i Oliwia ruszyły za Leną! Koleżanka i jej bardzo mądra córka zareagowały natychmiast. Serce waliło mi jak oszalałe! Normalnie poziom wkurzenia i złości na dzieci sięgnął zenitu! W sekundzie wylądowały w wózku i mimo sprzeciwów i płaczu, zostały zapięte w szelki. Uklękłam przed nimi i podniesionym głosem tłumacze i mówię, co zrobiły. Każde z nich wiedziało, że zrobiło źle. Siedziały z pochylonymi główkami, nie patrząc na mnie wcale. Tak reagują na kazania:) Zrozumiały. Od tamtej pory żadna z powyższych sytuacji się nie powtórzyła. Na "stop" reagują natychmiast, nie uciekają.

Mimo wszystko nie ufam im do końca w tej kwestii. Dziecko to dziecko, różne pomysły przychodzą do małej główki. Często zabawa i chwila śmiechu są ważniejsze niż zachowanie bezpieczeństwa.
Trzymaj mocno rękę dziecka w pobliżu ulicy, drogi, zagrożenia.
Nigdy nie puszczaj. Ja nigdy nie będę!

Miałyście podobne sytuacje? Ciekawa jestem, jak tłumaczyliście dzieciom złe zachowanie, co poskutkowało ?

8 komentarzy

  1. Jejku najważniejsze że wszyscy cali i zdrowi, ,muszę spróbować z tą waszą zabawą w stop . Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiepsko że plac zabaw macie nie zamykany. My jeszcze na takim nie byłyśmy, mam wrażenie że w naszym mieście każdy plac zabaw jest ogrodzony i ma furtkę ;) Bo tylko na takie trafiamy. My też uczymy STOP. Martynce już to potrzebne nie jest bo ona doskonale wie jak się zachowywać na ulicy, za to teraz Oliwka ćwiczy że na STOP ma się zatrzymać i nie ruszać. To bardzo przydatna rzecz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz plac zabaw przynależy do szkoły podstawowej, cały teren jest ogrodzony, ale są dwa wejścia z barierkami :(

      Usuń
  3. Błagam nie mów do dzieci "bam" i "brum" Nie ma takich słów! To, że one tak mówią to normalne, ale nie dorosła osoba! Jest auto, które robi brum. Jak upadniesz, to wydasz dźwięk bum. Tak jak pies to nie hau hau, tylko pies szczeka hau hau. Nauczyła mnie tego wykładowczyni jeszcze na studiach. Sami na własne życzenie opóźniamy dzieci w rozwoju mowy. Ja mówiłam do córki jak do normalnej osoby i pomimo, że była w mowie dość opóźniona (mówiła swoje bum, bam, mniam mniam, gdy inne dzieci już zaczynały mówić słowa). To, gdy skończyła 2 lata, te "normalne" słowa nagle się z niej wylały. Nawet w żłobku panie zwróciły mi uwagę, że w ciągu miesiąca z pojedynczych słów zaczęła układać pełne zdania z trudnymi wyrazami. Teraz ma 3 lata i ma bogatsze słownictwo od wielu dzieci w jej wieku. Moja koleżanka ma 2,5 letniego syna, który na ptaki mówi "fru", pieska "hau", a na gorąco "cii" I ta koleżanka płacze, dlaczego jej syn nie mówi normalnych słów. Po godzinie z nią, ja i inne matki już wiedziałyśmy w czym jest problem. Ciągle mówiła do niego w ten sposób: "Wojtusiu idziemy do brum brumka i pojedziemy plusk plusk". Skąd to dziecko ma znać słowo: kąpać się i auto?
    Przepraszam za taki wykład, ale mam straszne uczulenie na to. Zrobisz z tym co zechcesz.
    Pozdrawiam
    Ania en

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, łapie się na tym, ale oduczam się sama i dzieci też :) Mamy krok w przód, bo zamiast "babach" już jest "śpadł", a brum brum czasami już zamieniają na "jedzie".

      Usuń
    2. No to dobrze, że masz takie podejście:) Dzieci jeszcze długo będą mówić "po swojemu", bo jest im wygodniej :) Ważne, żeby znały słowa.

      Usuń
    3. Bez przesady...W dzisiejszych czasach na siłę próbujemy robić z dzieci dorosłych...Niech mówią po swojemu, mają smoczki i pieluszki, dajmy im być dziećmi...

      Usuń
  4. Póki co młodsza zawsze w wózku albo rowerku więc tylko starsza pilnuje... Starsza ma 2,5 roku, nauczyłam ja stop, przy ulicy ma zawsze chodzić za rękę (nawet jak nie chce na chama ją trzymam, wolę słuchać jej rykow ale mieć pewność, że nic się nie stanie). Na hulajnodze czy rowerku jedzie tylko po chodniku albo ścieżce rowerowej ale ma stanąć jak jedzie ktoś inny... Przy mnie się pilnuje, ale jak ją puszczę np. z teściowa to średnio się pilnuje 😐 ja wiem jak u mnie jeżdżą, wiem, że córka jest narwana więc pilnuje ją jak głupia nawet kosztem pretensji teściowej (bo nie puszczę je same poza osiedle, teściowa ma chore biodra, sporo lat i nie dociera, że nie dogoni dwulatki).

    Tłumacze normalnie, że jeżdżą auta, że stanie jej się ała i że jak wpadnie pod auto to nie będzie już Ali a mama z tatą będą płakali... Nie wiem co innego mam jej mówić, ale to dziala póki co.

    OdpowiedzUsuń

TOP