24 maja 2017

Im więcej musisz, tym więcej możesz!

Od miesiąca jestem mamą i tatą w jednym. D. wyjechał (takie uroki jego zawodu), na moich barkach jest teraz wszystko. Wiecie, co sobie uświadomiłam..



Im więcej mam na głowie, tym lepiej wszystko ogarniam. Jestem typem człowieka, który wiele rzeczy robi "na ostatnią chwilę". Magisterkę oddałam dzień przed ostatecznym terminem, poprawiając akapity, przecinki i kropki. W pracy zawsze wyznaczałam sobie deadline - wtedy wyrabiałam się ze wszystkim. Przy dzieciach dobra organizacja to podstawa, by przetrwać i nie zwariować.

200 %


Teraz muszę być za dwoje. Muszę być na 200%. Spadło na mnie kilka dodatkowych obowiązków, chociażby zakupy - które zazwyczaj robił D., wracając z pracy, tankowanie samochodu - o to nigdy nie musiałam się martwić :) Wsiadałam i jechałam. Ale najgorsza w tym wszystkim jest odpowiedzialność. Każdą, nawet najmniejsza decyzje muszę podjąć sama. O wiele łatwiej jest rozdzielić tą odpowiedzialność na dwoje. Nie wspominając o trybie "mama", wszystko "mama". Gdy jest D., wołania rozkładają się po połowie. Gdy w drzwiach staje moja mama, skaczę z radości, dzieci z resztą też !:) Wychodzę na chwilę zaznać ciszy. Cisza jest cudowna, mówię Wam!

Dziś zadzwoniła do mnie koleżanka, przytoczę Wam pierwsze zdanie naszej rozmowy: "Aga! Padam na kolana kobieto i pokłony walę. Serio! Ja nie wiem, jak Ty to wszystko ogarniasz, ja po 3 dniach sam na sam z małą normalnie mam dość. A Ty z trójką, tyle czasu bez D. i żyjesz!!! (...)"
No żyję i w sumie to nawet mam się dobrze. Usiadłam dziś wieczorem, i przeanalizowałam swój typowy dzień z dziećmi. Na szczęście w ekstremalnych chwilach, mogę liczyć na pomoc mamy, siostry - gdy dzieciaki mają "dzień na NIE" zawsze służą pomocą. Są moim kołem ratunkowym, wiem, że z nimi nie zatonę.

Taki zwykły dzień


Nasz dzień zaczął się dziś o 6:40. Nikodem ostatnio nad ranem bardzo źle śpi, także od 4 miałam wędrówki do łóżeczka. Po godzinie wylądował razem ze mną w sypialni i przez okno podziwiał gołębie na dachu sąsiada. Szybko dołączyły do nas dziewczyny, dwie lalki i trzy misie. Do 10.00 dzieci były po śniadaniu, drugim śniadaniu, myciu ząbków, Psim patrolu, pięciu wojnach o zabawkę. Ugotowałam obiad, ogarnęłam dom. Wypiłam dwie kawy. Potem zabawa, drzemka i o 14 podwórko. Zabawy, bieganie, dwa spacery (odwidziało im się i jednak kochają wózek). W międzyczasie obiad i szybkie przygotowanie kolacji, by na powrót do domu była częściowo gotowa. O 19 wracamy, po obowiązkowym zaliczeniu placu zabaw, odwiedzeniu kota, kur i gołębi sąsiadów. Idziemy jeszcze powiedzieć "papa" dla piesków i do domu. Jedyną rzeczą, która jest w stanie ściągnąć ich do domu z podwórka, jest kąpiel. Po kąpieli kolacja, bajeczka na dobranoc, kaszka i sen. Wybija 21, a ja w końcu mam chwilę dla siebie i siadam do bloga. 
Dziś w nocy spałam 2h - cała trójka koszmarnie spała. Aaa w czasie drzemki udaje mi się zjeść śniadanie, kolację jem w spokoju, jak pójdą spać. Ogarniam maile, bloga. I tak wybija północ. Dobranoc :)

Poza tym muszę zrobić to wszystko, co robi typowa mama. Pranie, sprzątanie, gotowanie, zakupy. Organizacja i planowanie kolejnych tygodni, wizyty u lekarzy, planowanie 2 urodzin dzieci.

Ty też byś dała radę!


Im więcej mam na głowie, tym lepiej wszystko ogarniam! Do tej pory czekałam aż D. wróci z pracy. 16.00 była kulminacyjnym punktem mojego dnia. Dzieci z trybu "mama" przechodziły na tryb "tata". Łapałam chwilę oddechu :) Teraz jestem od rana do wieczora, i w nocy też. Ciągnę na pełnych obrotach 24h na dobę. Daję radę, nie mam wyjścia. Ty też dałabyś radę, gdybyś musiała, prawda?:)

Niedługo napisze Wam, co pomaga nam w rozłące, jaką taktykę na wspomnienia o tacie obraliśmy. Sprawdza się w 100%, także mam nadzieję, że i Wam pomoże w takich sytuacjach.







1 komentarz

  1. Podziwiam! Mój mąż też jest żołnierzem od miesiąca jest za granicą. Przez ten miesiąc zaliczylysmy szpital, pogrzeb dziadka i wiele nie miłych atrakcji.... Moja Madzia jest kilka dni mlodsza od Twojej trójki. Ale ja wysiadam. Praca, dom i wszystko w biegu. Tylko, ze tu gdzie trafiliśmy jesteśmy z dala od rodziny, a mały buntownik przechodzi chyba jakieś apogeum bycia niegrzeczna.Śledzę Was od ponad dwóch lat i zawsze sobie tłumaczę, ze jak Wy dajecie radę to i ja sobie poradzę.

    OdpowiedzUsuń

TOP