30 kwietnia 2017

Walka między sercem a rozumem

Serce mówi jedno, rozum mówi drugie. A życie zdecydowało za nas!



Znajome miejsce. Te same ściany, te same broszurki, te same nadzieje w powietrzu. Znów siedzę w tej poczekalni, czekam na wizytę u mojego cudotwórcy. Profesora, dzięki któremu zostałam mamą. Dziś było inaczej. Nie czułam już tej presji, nerwów, obaw. Nie przepełniała mnie ogromna nadzieja na zostanie mamą. Już nie mam ciśnienia. Świat się nie kręci wokół celu zostania mamą. Mamą już jestem.

Wróciło trochę wspomnień. Gabinet. Byłam w nim tylko raz. Zazwyczaj mój profesor przyjmował w innym. Do tego weszłam raz, 1 kwietnia 2015 roku, by po pół godziny znaleźć się nie porodówce. Tym razem bez stresu i łez, ot, rutynowa kontrola.

Wstyd!


Serio, wstyd! Przygnam się Wam, że nie byłam ROK na kontroli u ginekologa. Po porodzie byłam 3 razy i koniec. Zbierałam się pół roku. Dopiero powyższa sytuacja i uświadomienie sobie faktu, że na fryzjera mam czas a na lekarza już nie, zmotywował mnie. Wiecie co jest najśmieszniejsze? Już 3 raz po porodzie usłyszałam od mojego profesora "Nic, tylko dzieci rodzić" :). PCOS dało na wstrzymanie! Po porodzie ucichło, zmalało, a może i po prostu minęło. Wszystko mam idealnie. Usłyszałam coś, co dało mi do myślenia: "90% kobiet siedzących teraz w poczekalni oddałoby wszystko, by mieć takie predyspozycje jak Ty teraz".

Jeszcze kiedyś?


Powiem Wam szczerze, że przyjemniej raz w miesiącu nachodzą mnie dziwne myśli. A gdyby tak bejbi numer 4? Absolutnie nie teraz ale... za 5 lat? Dzieci pójdą do szkoły. Taki pomysł czasami rodzi mi się w głowie. Rodzi się, bo wkoło mnie ostatnio dużo ciężarnych, słodkie brzuszki, noworodki, te małe stópki. Donoszone ciąże, ciąże bezproblemowe, 40 tygodnie. Takie spokojne ciąże, o jakiej marzyłam. Bez fałszywych alarmów, odliczania godzin, modlitw o życie dziecka. Rozumiecie mnie? Takich typowych, spokojnych ciąż. I tak sobie rozmawiamy czasem z D. On dostaje dreszczy na samą myśl :). Wiecie, D. jest z bliźniąt, także mogłoby się zdarzyć i tak, że zamiast bejbi numer 4 byłoby od razu i 5. Znając nasze szczęście... zapewne mogłoby się tak zdarzyć. Jest facetem, nie do końca mnie rozumie. Tęsknie trochę za brzuszkiem, za tymi ruchami w brzuszku, za spokojnym nacieszeniem się dzieckiem w okresie niemowlęcym, bez tempa i wcześniakowej traumy.

Serce mówi...


Może jeszcze kiedyś? Może za kilka lat? Dzieci odchowane, będą idealnym starszym rodzeństwem. Mam przecież idealny plan. Po wychowawczym rozkręcę biznes, będę mogła pracować w domu. Być i spokojnie rosnąć przez 9 miesięcy. Ciąża byłaby wzorowa, bez stresu, fałszywych alarmów. Urodzi się o czasie, zdrowe. Po kilku dniach wrócimy do domu. I karmienie piersią będzie, i leniwe poranki spędzone na kangurowaniu i wszystko to, co uciekło nam przez palce przy trojaczkach. Tak na spokojnie, kolejny raz. Miłości wystarczy dla wszystkich, bo miłość się mnoży.

Rozum mówi...


Oj głupia ja! Nikt nie da mi gwarancji, że tym razem będzie wszystko dobrze. Sama wiem, jak to jest bać się o życie dziecka. Wiem za dobrze. Obiecałam sama sobie, nigdy więcej tych łez, strachu, nigdy więcej. Codziennie dziękuję Bogu, że nasza historia tak się skończyła, sama nie do końca jestem jeszcze w stanie uwierzyć, w taki happy end. To cud. Trzy cuda. I do tych trzech cudów mógłby dołączyć kolejny cud albo i dwa. O trzech nie myślę, bo to raczej niemożliwe. Ale nikt mi tej cholernej gwarancji nie da. Nikt mnie nie zapewni, że będzie 40 tygodni, będzie bez komplikacji, będzie tak zwyczajnie, jak ma być. Nie zniosłabym kolejny raz tych nerwów i strachu o życie dziecka. Przeżyłam to raz, nikomu nie życzę. Zdecydowało za mnie.. życie.

Dlatego też życie zdecydowało za mnie, za nas. Marzyłam o dziecku, mam najcudowniejszą trójkę dzieci na świecie. Jeżeli życie zdecyduje za nas, pomnożymy miłość po raz kolejny :) Na razie, podziękujemy. Na razie... 

5 komentarzy

  1. U nas wyglądało to identycznie , starsze dzieci odchowane ,pełna stabilizacja itp ,pomyśleliśmy sobie fajnie byłoby jeszcze raz doświadczyć tego cudu , teraz byłoby spokojniej :)Życie zdecydowało zupełnie inaczej , był stres , płacz , walka o każdy dzień byle dotrwać do 32 tc ,szpitale , lekarze, ale udało sie i też mamy podwójny cud :)Dostaliśmy od życia 100% więcej , warto było znieść tą koszmarną ciąże jednojajową

    OdpowiedzUsuń
  2. jak Ty to robisz ze jak coś mnie nurtuje to za chwilę Ty o tym piszesz? I znowu czuje ze nie jestem sama :) ja to jednego boje się ze nie poradzimy sobie finansowo ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Aga mam w rodzinie super parę, która wiele lat starała się o dziecko.Kilka inseminacji zakończonych niepowodzeniem, w końcu in vitro. Za drugim razem się udało, ciężka ciąża, poród, pierwsze miesiące. Po 3 ms okazało się ze jakimś cudem jest kolejna ciąża. Wszystko bezproblemowo. Mają dwóch świetnych synów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aga, a ja od samego początku wiem, że zdecyduję się na kolejną ciążę. Na początku planowałam pod koniec macierzyńskiego ale teraz już wiem, że skorzystam jeszcze z wychowawczego :p hihi

    OdpowiedzUsuń
  5. Aga mam dokładnie takie same myśli "kto da mi gwarancję..." tylko ja mam inne obawy. Bo ciąża donoszona, niby wszystko w porządku ale... moja córka od urodzenia niejadek-niejadek ekstremalny :/
    Co my z nią przeżywalismy, ani pierś ani butelka. Od 6msc odrzucila mleko całkowicie. Ciągle badania, wizyty, szukanie przyczyny, dlaczego niechce jeść. Łzy, płacze. Wykańczalam się psychicznie. Ale.. Dziecko zdrowe, normalne ale bez chęci do jedzenia-po prostu taka jest. Teraz ma 17msc ale problem jest z nami cały czas. Raz gorzej, raz lepiej ale jakoś idzie dzień za dniem.
    Czasem ktoś mnie pyta, kiedy następne, córka juz "większa", (pisze w "" bo ogólnie jest chuda, mała.) Fakt ze czasem myślę że rodzeństwo jest potrzebne itd ale na samą myśl że sytuacja mogła by się powtórzyć dostaje dreszcze :/
    Chyba strzeliła bym sobie w głowę jakby drugie dziecko było takie samo.
    Z jednej strony chciała bym mieć drugie dziecko, a z drugiej mam blokadę :(

    OdpowiedzUsuń

TOP