3 kwietnia 2017

W pewnym momencie ciąży, byłam bardzo samolubną, nieodpowiedzialną mamą...

Trafiając do szpitala w 24 tc, marzyłam o każdym kolejnym tygodniu. Był jednak taki moment, kryzysowy, kiedy chciałam zrobić coś, czego być może żałowałabym do końca życia.




Był jednak taki moment, kryzysowy, kiedy miałam dość. Psychicznie i fizycznie. Początek 32 tygodnia ciąży. 2 tygodnie po moim "celu". Dopadło mnie zatrucie ciążowe. W ciągu kilku dni, w moim organizmie zatrzymało się ponad 10 kg wody. Spuchłam. Rozrywało mi skórę na brzuchu, nogach. Czułam, że tracę kontrolę nad swoim ciałem. Ja dosłownie spuchłam. Woda zatrzymała się w organizmie, nogi nabrzmiały na tyle, że nie mogłam nawet nosić kapci. Piłam po 6-7 litrów wody dziennie. Do toalety chodziłam co godzinę!!! Byłam wykończona nocnymi wędrówkami 8 razy do toalety.. Każdy ruch powodował ból. Może to się Wam wydać niewiarygodne, ale miałam nawet problem z założeniem bielizny. Nie przez duży brzuch, bo nie przeszkadzał mi w niczym, nie mogłam podnieść, zgiąć nóg!

Miałam dość. Płakałam w ramie dla D., płakałam mamie przez telefon. Chciałam pójść na rozmowę do ordynatora i poprosić o wyznaczenie terminu cesarki. Nie wiem, czy by się zgodził, wątpię, ale wtedy bardzo tego chciałam. Najlepiej natychmiast! Byłam zdezorientowana, przerażona tym, co dzieje się z moim organizmem. Czułam się ograniczona przez własne ciało. Miałam wrażenie, że muszę pomyśleć o sobie. A z drugiej strony wiedziałam, że nie mogę się poddać. Nie mogę dla własnej wygody narazić dzieci. Otrząsnęłam się w sekundę. Zapytałam sama siebie: ile o nie walczyłam, ile się o nich staraliśmy, ile wytrzymałam leżąc w szpitalu, ile bólu zniosłam, ile łez przelałam. Morze! Nie mogę się poddać! I nie poddałam się.

Wzięłam się w garść. Dostałam powera! Nauczyłam się funkcjonować z tym zatruciem, wiedziałam, że jestem w dobrych rękach. Parametry kontrolowane były cały czas, uspokoiłam się.

Nie wiem, dlaczego tak wtedy myślałam. Wiem, że było mi bardzo ciężko. Cieszę się, że dałam radę. Na prawdę, jestem z siebie dumna, że zniosłam tyle. Było warto. Każdy tydzień jest na wagę złota! Bezcenny!

Ciąża to dziwny stan, to trudny czas dla naszego ciała, naszej psychiki. Trafiając do szpitala byłam jak zahipnotyzowana nastawieniem "będzie dobrze", mimo wszystko miałam tych kilka ciężkich dni, o których napisałam Wam wyżej.

Dobrze, że to trwało tylko kilka dni. Eh, te hormony :)


Codziennie dziękuję Bogu za to że ich mam! 






_______ 
Dzieci: ubranka - SmallDesign, Buty - BOBUX
Mama - jeansy, płaszcz - BonPrix 
Tata - Denley 


1 komentarz

  1. Ciąża potrafi dać cholernie w kość :(Ja nie raz miałam ochotę uciec z patologi ciąż i wylałam tam morze łez ...

    OdpowiedzUsuń

TOP