2 marca 2017

Matka ma wychodne! Nie jest to jednak takie proste...

WYCHODNE. Magiczne słowo każdej matki. Niby nic wielkiego, MAMA wychodzi, ale same wiecie, jak to wygląda w praktyce. Wyrzuty sumienia, milion wątpliwości, niepewność jak poradzi sobie dziecko i tatuś/opiekun. Często poddajemy się i zostajemy w domu, szczególnie w pierwszych miesiącach życia dziecka. A ja Wam coś powiem drogie mamy... nie ma większego błędu niż zamknięcie się w domu. Nie popełnijcie mojego błędu!


1.5 ROKU! Tyle zajęło mi otrząśnięcie się. Przejrzenie na oczy, odnalezienie zagubionego "JA". Jak wiecie, pierwszy miesiąc życia dzieci spędziły w szpitalu. Same. Byliśmy z nimi kilka godzin, w czasie wizyt. Za mało. Zdecydowanie za mało! Wiecie jak to na mnie wpłynęło? Miałam wielkie wyrzuty sumienia. Często płakałam wychodząc z OION'u. Długo nie mogłam pogodzić się z tym faktem, że muszę wrócić do domu bez nich. Zostają same. A gdy będą mnie potrzebować? A gdy będą płakać? Do tej pory mi z tym ciężko, mimo że minęło już półtora roku. Czułam się winna i po powrocie do domu chciałam im wynagrodzić ten czas bez mamy. Nie odstępowałam ich na krok, Byłam zawsze. Byłam na każde zawołanie. Byłam cała dla nich. Oddałam się im bezgranicznie.

Z czasem potrzebowałam oddechu, odskoczni. Wyjścia. Do ludzi. Tak po prostu wyjścia na zakupy, do fryzjera, a nawet bezcelowego wyjścia z domu. Pierwszy raz wyszłam do fryzjera gdy dzieci miały 2 mc. Nie było mnie całe 5 godzin. Dzieci zostawione z tatusiem i dziadkami. A ja cały czas myślałam tylko o nich. Czy zjadły, czy kolki nie wróciły, czy śpią. Nic a nic nie odpoczęłam. Wracałam do domu ekspresem. Potem wyszłam z domu, gdy dzieci miały 3 miesiące. Skończyłam karmić dzieci swoim mlekiem, i postanowiłam wybrać się do sklepu po.. energy drinka! Wiecie, jak za mną chodził! Całą ciążę miałam ochotę na "tajgera". O matko! Pijąc wodę, czułam jego smak :) Kupiłam jeszcze tonę sera pleśniowego, najostrzejsze chipsy i dwie torby innych zachcianek, których odmawiałam sobie podczas karmienia. Wyszłam ze sklepu, wsiadłam do auta, otworzyłam puszkę z napojem i siedziałam tak trochę. Fajnie było. Cisza, spokój, samotność.
Pierwszy raz wyszliśmy z D. na randkę, gdy dzieci miały 8 miesięcy! Zostałam postawiona przed faktem dokonanym. Była u nas siostra i szwagier. Zadeklarowali, zostanie ze (śpiącymi już na noc!) dziećmi. Siłą wypychali nas z domu! A ja nie. Twardo nie! W sekundzie znalazłam tysiąc wymówek. A bo musiałabym się ogarnąć, a bo późno, wolę odespać. A co będzie, jak któreś się obudzi? I tu dostałam kubeł zimnej wody, siostra odpowiedziała: "To zrobię to samo, co Ty byś zrobiła. Przytulę, nakarmię, przewinę. A jak będzie chciał z nami posiedzieć, to obejrzy z nami Harrego Pottera:)" Dotarło do mnie wtedy, że ma racje. Nic nie stało na przeszkodzie, aby spędzić miły wieczór z mężem, w najlepszej włoskiej restauracji. Odpocząć, pogadać (oczywiście o dzieciach;)) nacieszyć się sobą, ciszą, bycia mężem i żoną, a nie tylko mamą i tatą. Wróciliśmy przed północą, a ja miałam wrażenie, jakbym wróciła z tygodniowych wakacji! Tak, właśnie tego było mi trzeba. Właśnie tego potrzeba każdej mamie! Wyjścia do ludzi, randki z mężem, kawy z koleżanką, czy wypadu do kina, nawet w samotności. Samotność docenia się, gdy jest się mamą. Cisza i spokój są na wagę złota!

Teraz? Gdy wy czytacie ten post, ja właśnie siedzę na fotelu fryzjerskim, relaksując się do granic możliwości. Rok temu, miałabym ogromne wyrzuty sumienia, że zostawiłam dzieci na tak długo. Dziś? Nie mam żadnych wyrzutów. Dzieci szczęśliwe szaleją z tatusiem, ciocia wpadła w odwiedziny. Mają raj na ziemi! A ja w końcu mam czas dla siebie. To mój uwielbiany, comiesięczny rytuał! 

Przyzwyczaiłam dzieci do siebie. ZA BARDZO. To mój błąd, wielki błąd. Dzieci są już bardzo, bardzo rozumne. Bardzo szybko dostrzegają fakt, opuszczenia przez mamę domu. Ba! One potrafią wołać "mamimami" gdy oderwę rękę od klamki, zamykając drzwi wejściowe. Za bardzo przyzwyczaiłam dzieci do siebie. Ja miałam problem z wyjściem (wyrzuty sumienia) i one miały problem z moją nieobecnością. Lęki separacyjne potęgowały stres i wyrzuty sumienia. W wieku 8-9 miesięcy nie mogłam spokojne wyjść do toalety, bo gdy tylko zniknęłam z oczu był płacz! Teraz gdy mam w planach wyjść, mówię dzieciom cały dzień że mama dziś jedzie tam i tam i zostają z tatą. Zawsze tez przywożę im coś fajnego, choćby nowe książeczki. Dostaję po buziaku i mogę sobie jechać dalej, dostały przecież nowe książeczki. Dlatego też coraz częściej wychodzę, na krócej, dłużej. Robimy mały detox od siebie, I ja tego potrzebuje i one. Równowaga musi być. Każda z nas tego potrzebuje. Znam mamy które wręczają dziecko tatusiowi od razu po powrocie z pracy i wychodzą chociażby po mleko, mimo że w lodówce jest 5 litrów. Znam też takie które nie odcięły jeszcze pępowiny ani razu, a dziecko ma 15 miesięcy! RÓWNOWAGA musi być. Wychodźcie mamy po to mleko, na ploty z koleżanką. Ja, po takim wyjściu mam naładowane akumulatory na następny tydzień, kocham dzieci najmocniej na świecie, bo stęsknię się za nimi okropnie i robię w końcu coś dla siebie. Musimy przyzwyczajać dzieci i tatusiów do "wychodnego mamy". Nie jesteśmy tylko matkami, jesteśmy przede wszystkim kobietami. Nie ma nic lepszego dla dziecka, jak szczęśliwa mama. Wizyta u fryzjera, kawa z przyjaciółką czy pizza na mieście dają szczęście, prawda?

Kiedy zrobiłyście coś dla siebie. Tak tylko dla siebie? 



3 komentarze

  1. Ja karmiłam9msc wiec wtedy nie mialam pola do popisu bo mala nie chciala butelki. Wyrzutow sumienia niestety nigdy nie mam-szczesliwa mama to szczesliwe dziecko.moj maz od poczatku zostaje sam by.wlasnie mala sie nie uzaleznila ode mnie. Powiem tylko ze w sobote calonocna impreza z koleżankami na dzien kobiet a maz z malutka. Za tydzien dziecko z dziadkami a my do kina i na domowke. Nazwijcie mnie wyrodna-NIE JESTEM!oczywicie telefony i myslenie o malej to standard ale Bez wyjscia z domu zamknieto by mnie w wariatkowie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w tą sobotę miałam pierwszy raz od 20 msc wyjść z mężem sam na sam na randkę miało być kino , obiad itp . Niestety z wypadu nic właśnie wróciłam od laryngologa , jedna z bliźniaczek od 6 rano płakała , ma zapalenie uszka . 14 dni kataru według pediatry dziecko okaz zdrowia tylko nos płukać solą , a dziś okazuje się że tak długi katar trzeba leczyć , bo zapalenie ucha to powikłanie i bądź tu człowieku mądry ,jest lekarz ufasz mu i co z tego :(To miało być moje pierwsze wyjście od 20 msc nigdy nie wybywałam bez dzieci , ale pal licho trudno , ważniejsze żeby mój skarbek wydobrzał , mam już dość chorób . Marzę od dniu bez kataru , dziewczyny już tak długo są chore :(Wyżaliłam ,się ale komuś musiałam :(Pozdrowienia dla was , trzymajcie się zdrowo

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze nigdy nie wyszłam na dłużej niż 2 godziny. Ale ja mam tylko męża, a cała rodzina jest w Polsce. Więc jest o wiele trudniej. Pozdrawiam 😀

    OdpowiedzUsuń

TOP