8 listopada 2016

Pewnego dnia wstałam i postanowiłam być lepszą mamą!

Tak! Dość miałam sfrustrowanej, rozżalonej, umęczonej matki. Postanowiłam sobie, przyrzekłam sobie jedno.. To odmieniło mnie, dzieci, całą naszą rodzinę. Gdy przeczytasz ten wpis do końca, może zrozumiesz to samo co ja. 




Czarna strona macierzyństwa. Nikt o tym nie pisze. Kreujemy się przecież na idealne matki. Bynajmniej te blogi, kobiety które ja obserwuję, które znam za takie uchodzą. Mało kto potrafi przyznać się do swojej porażki, słabszego dnia. A gdybyśmy o tym rozmawiały, gdybyśmy mówiły sobie nawzajem jak jest naprawę nie byłoby tematu tabu. Ciężko jest przyznać się przed samym sobą do porażki. Bardzo ciężko. Nie chcemy, nie umiemy brać odpowiedzialności za swoje czyny i ich konsekwencje. Tym bardziej nie umiemy przyznać się przed innymi. Sukcesami chwalimy się na prawo i lewo, a porażki chowamy głęboko. 


Zrozumiałam swój błąd!


Po ciężkim, okropnym, wykańczającym dniu z dziećmi wstałam rano, kolejnego dnia z wielkim postanowieniem. Pół nocy spędziłam na płaczu, rozmyślaniach, wertowaniu internetu w poszukiwaniu artykułów psychologicznych, porad psychologów. Jak przestać krzyczeć na dzieci? Tak. Czułam się gorszą matką. Bywały dni kiedy nie panowałam nad swoim humorem, nad nerwami. Potrafiłam krzyknąć, krzyczeć na Bogu ducha winne dzieci. Może nie tak do końca nie winne, bo to w większości one były sprawcami całego zamieszania, jednak na pewno nie miały prawa zobaczyć takiej reakcji z mojej strony. Wiesz, że dziecko nie rozumie Twojego krzyku? Z krzyku odnotowuje tylko to, że poznosisz głos, krzyczysz. Nie dociera do niego żaden komunikat, przekaz, nic, zero. Krzykiem reaguje na krzyk. Co więcej, dziecko bardzo szybko uczy się Twoich zachowań i robi to samo. Każda z nas miała takie chwile. Wiem to. Różnie reagujemy, ale zawsze mamy mega wyrzuty sumienia! Nie ważne czy burknęłaś pod nosem, tupnęłaś nogą, krzyknęłaś, nawrzeszczałaś czy dałaś klapsa. Puściły Ci nerwy. Po raz kolejny. Chwilę po krzyku, wyładowaniu Twojej złości następuje ten moment, moment ogarnięcia się i wielkich wyrzutów sumienia. Tez tak mam. Czuję się wtedy przegrana, przegrana na całej linii. Dochodzą wyrzuty sumienia,  oczy szklą się od łez. 

Często tak masz?

Ja miałam za często. Opieka nad trójką maluchów czasami staje się wyzwaniem. Dziecko też miewa gorsze dni, Ty też takie masz. Jak się wtedy czujesz? Do bani, prawda? Dziecko też może być marudne, piszczące. Musisz to przetrwać, wrzuć wtedy na luz. Spędź nawet cały dzień tuląc, bawiąc się z dzieckiem. Idź razem na drzemkę. Sprzątanie, obiad czy serial nie uciekną. Cieszcie się sobą do granic możliwości.

Są sytuacje kiedy trzeba krzyknąć. Są! Chociaż ja postanowiłam zamienić krzyk na podniesiony ton. Zmiana tonu głosu wystarczająco zakomunikuje dziecku Twój przekaz. Dziś dla przykładu miałam 3 takie akcje. Pierwsza gdy Nikodem wlazł na stolik, stanął i zacząć podskakiwać - mógł spaść. Drugi raz gdy Lena próbowała stanąć na głowie na brzegu sofy, a trzecia miała miejsce gdy Oliwka próbowała wrzucić pilota do wc. Nie krzyknęłam, a głośniej zwróciłam uwagę/zabroniłam. I wiesz co? To podziałało tak samo jak do tej pory krzyk. Ba, nawet lepiej. Ponieważ mój podniesiony ton nie spowodował w nich strachu, a osiągnęłam swój cel. Wiecie jaka ja byłam cholernie dumna, że mimo takich sytuacji cały czas pamiętałam o tym, że muszę się pilnować i nie chcę już krzyczeć? 

Chcę przestać krzyczeć, dziś z ręką na sercu od 7 rano do 20 nie krzyknęłam ani razu. No cholera jasna! Zajebiście mi z tym! Jak się czuje? Czuję się jako świetna, kochana i kochająca mama. Pierwszy raz od dawna, usiadłam z herbatą w reku na tarasie, kątem oka zerkam na nianię - dzieci spokojnie śpią, a ja najzwyczajniej w świecie jestem z siebie dumna. Usiadłam i spisałam na kartce kilka punktów. Punktów które będą wyznacznikiem mnie jako mamy, mnie jako dobrej mamy. 

1. Traktuj dzieci tak samo jak chcesz być traktowana 
2. Kochaj bezgranicznie i pokazuj to na każdym kroku 
3. Gdy masz zły dzień, zrób wszystko by był dobry 
4. Czujesz że wybuchniesz, policz do 20, oddychaj głęboko - pomaga!
5. Poświęć co najmniej godzinę dziennie tylko i wyłącznie dzieciom 
6. Tłumacz, rozmawiaj, tłumacz 
7. Spraw by zawsze miały w Tobie przyjaciółkę, wsparcie
8. Ciesz się każdą chwilą, one tak szybko rosną
9. Zrób wszystko, by za 20 lat Twoje dzieci chciały być takimi rodzicami dla swoich dzieci, jakimi Wy byliście dla nich 
10. Gdy masz wszystkiego dość, pomyśl jaki byłby świat, gdyby nie było w nim Twojego dziecka

Przypomnij sobie siebie jako dziecko. W życiu każdego z nas były chwile, które chcemy zapomnieć, których być może już nie pamiętamy. Chciałabym by moje dzieci miały same cudowne wspomnienia. Wiem że życie nie zawsze jest kolorowe, być może spotka ich wiele wyzwań, ale chcę by zawsze miały w nas oparcie. Kolejny punkt - liczenie. Próbowałam tego już wcześniej, niby głupota a działa. Czasami wystarczyło mi liczenie do 10, czasami przerabiałam 50. Nie ważne. Ważne że, dałam sobie czas na ochłoniecie, upust emocji, chwilę na złapanie oddechu. Te kilka sekund wystarczy by pomyśleć czy na prawdę chcemy krzyknąć. Na 99% to może Wam zapanować nad sobą. Na tą magiczną godzinę dziennie poświęcę osobny post, nawet nie wiecie jak to zmieniło nas, dzieci, jakie przyniosło efekty! Ostatnio przybrałam taktykę tłumaczenia. Bardzo, bardzo dużo tłumaczę dzieciom, widzę pierwsze efekty. Gadam non stop. Ale gdy moje setne tłumaczenie pomoże, dlaczego nie wolno skakać z sofy, odniosę sukces. 

Tak więc droga mamo, spróbuj. Spróbuj przez jeden dzień nie krzyczeć, nie złościć się na swoje dziecko. Masz prawo mieć gorszy dzień jak każda z nas. Ale możesz też sprawić że ten dzień nie będzie aż taki zły. Masz przy sobie największe szczęście jakie można mieć - dziecko. Bądź dobrą mamą. Bądź takim rodzicem, jakich sama chciałabyś mieć, będąc dzieckiem. 



5 komentarzy

  1. Mialam tak samo, co dzień wieczorem obiecywalam sobie od jutra już nie krzyczeć na dzieci, niestety bezskutecznie. Światełko w tunelu pojawiło się, gdy przeczytałam książkę "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchaly i jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły" oraz wszystkie książki jej autorek i dr Haima Ginotta, genialnego psychologa dziecięcego. Nie powiem, żeby problemy się skończyły, ale w nowym świetle spojrzałam na nasze dzieci i rodzinę, a przede wszystkim na siebie! Największym problemem wychowawczym rodziców jest ich własny gniew i nieumiejętność radzenia sobie z nim. W/w książki pokazują, (poza wieloma wieloma wieloma innymi rzeczami) jak okazywać gniew bez okaleczania nim dziecka. Polecam z całego serca. Dla mnie te książki to objawienie, zmieniły moje myślenie o wychowywaniu dzieci o 180 stopni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama prawda! Miewam takie dni, a to dopiero początek mojej macierzyńskiej drogi... myślę jednak, że takie gorsze i słabsze dni pokazują też, że tak naprawdę jesteśmy po prostu ludźmi. Wrażliwymi i czującymi.

    OdpowiedzUsuń
  3. super post...kazda mamuśka powinna go przeczytać...też walcze z krzykiem w domu... są efekty niestety nie zawsze mi wychodzi :O(ale będę się starać najbardziej na świecie bo kocham moich synków to mój cały świat.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Też niestety jestem cholerykiem :(Staram się nie krzyczeć , ale sama wiesz jak jest w te gorsze dni mam wrażenie że wybuchnę i ucieknę z krzykiem .Czasami jak próbuje mówić do bliźniaczek rodzicielskim tonem to one się śmieją i tyle z tego mojego groźnego tonu , przynajmniej sprawiałam że się uśmiechają :)Pozdrawiam i życzę nam rodzicom cierpliwości

    OdpowiedzUsuń

TOP