24 listopada 2016

Masz milion powodów...

Masz milion powodów...do szczęścia. Doceń to co masz, popatrz na życie z nieco innej perspektywy, pomogę Ci spojrzeć na Twoje szczęście inaczej.

Od miesiąca zmagamy się ze spaniem dzieci. Mój wypracowany sposób zniknął jak bańka mydlana. Z dnia na dzień, prysł. Od miesiąca codziennie jest stres, kombinowanie, walka, nerwy i płacz. Mój też. Wczoraj cała sytuacja sięgnęła totalnego szczytu, ale o tym w kolejnym poście. Dziś wypróbujemy ostatnią deskę ratunku, jeżeli to nie pomoże zostaje nam już tylko jedno.

Ten ostatni miesiąc uświadomił mi jedno. Trzeba się cieszyć tym co się ma! Każdą najmniejszą drobnostka, każdą szczęśliwą sytuacją, każdym najmniejszym postępem, każdym uśmiechem, przytuleniem. Każdą sekundą spędzoną razem. Wszystkim!

Zawsze jest coś co nam nie pasuje. Coś, co mogłoby być lepiej, więcej, częściej, inaczej. Coś o czym marzymy, coś co mają inni, nie my. Narzekanie to ludzka natura. I ja narzekałam. Że dzieci nie przesypiają nocy, a mogłyby już zacząć, że mam niewiele czasu dla siebie, pół dnia spędzam w kuchni albo na rozstrzyganiu setnej bitwy o zabawkę w ciągu dnia. Ale przestałam. Przestałam natychmiast, gdy zrozumiałam jedno, zawsze mogło być gorzej.

Nie narzekaj, ciesz się wszystkim co masz! Nigdy nie masz pewności, że inna sytuacja do tej aktualnej, byłaby lepsza.

Ciesz się z tego że dzieci mają apetyt, wyobraź sobie wojnę z niejadkiem o jedzenie.Ciesz się nawet z tego, że wstają w nocy. Potrzebują sprawdzić że jesteś, po prostu. Chcą się przytulić.Ciesz się z tego bałaganu w całym domu, to dowód na to że mieszka tu szczęśliwe dziecko.Ciesz się nawet z tego, że urodziło się przedwcześnie. Najważniejsze że żyje.Ciesz się.. bo ono jest. Masz dziecko, masz największy dar, największe szczęście na świecie!Wielu oddałoby wszystko, by być na Twoim miejscu. Tak!
Bo masz milion powodów by być szczęśliwą!
Sama, kilka lat temu, podczas starań o dziecko tak myślałam. Znajome narzekały na wstawanie w nocy, na zwolnienia z powodu choroby dziecka, na to że wyjechać na weekend nie mogą, że wieczory we dwoje to rzadkość. Pamiętam jak dziś, w myślach powtarzałam jak bardzo chciałabym być na ich miejscu. Mieć przy sobie to małe szczęście, ten dowód miłości, to spełnienie marzeń. Mieć dziecko którego tak wtedy pragnęliśmy. Stoczyliśmy długą i ciężką drogę, wojnę o ciążę, potem o jej utrzymanie, o zdrowie dzieci. Teraz gdy je już mamy, podświadomie zamieniłam się w te znajome sprzed lat.
Też narzekałam na nieprzespane noce, na brak czasu dla siebie, na natłok obowiązków i brak oddechu. Też miałam czasami dość, miałam gorsze dni.. aż pomyślałam sobie.. a gdyby ich nie było? Co wtedy? Przecież mogło ich nie być...!

Doceniłam. Wszystko. Kocham ich nad życie! I nawet gdy będzie ciężko, cholernie ciężko, nawet gdy będę miała dość, wszystkiego. Przypomnę sobie jedno pytanie: Co by było, gdyby nie było ich na świecie? 

A tak tworzymy własną historię... 







1 komentarz

  1. Tak ja mamy tych powodów aż 5 i na prawdę staram się doceniać to moje szczęście , choc są takie dni... sama wiesz :)Pozdrawiam uściski dla całej waszej rodzinki

    OdpowiedzUsuń

TOP