1 października 2016

Niedokończone sprawy

Nie ma nic gorszego, nic bardziej nie ciąży niż niedokończone sprawy. Wzięłam się za nie!

Boże, jak ja się męczyłam. Serio. Nienawidzę mieć niedokończonych spraw, takich błahostek które cały czas zajmują moje myśli. Przed narodzinami dzieci nie miałam tak... Byłam perfekcjonistką, większość rzeczy robiłam zawsze na czas, na bieżąco. Ważne sprawy notowałam na karteczkach, w telefonie, ustawiałam sobie budziki jako przypomnienia. Kalendarz wypełniony po brzegi, wszystko zaplanowane, perfekt! 

Pojawiły się dzieci. Rewolucja. Zero czasu. Zero wolnego czasu. Setka nowych obowiązków, odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale za trzy istoty. Nagle z pamiętania o kontroli krwi raz do roku, nas dwojga muszę pamiętać o dziesiątkach wizyt różnych specjalistów, szczepieniach, wizytach i badaniach Oliwki. 

Ostatni miesiąc był ciężki. Po powrocie z urlopu wizyty kontrolne z racji wcześniactwa, potem chwila oddechu, realizowaliśmy projekt o którym już niedługo będę mogła Wam napisać. Teraz choroba. Dzieci i D. Masakra! Nie wyrabiałam na zakrętach, serio. Ogarnięcie 5 osobowej rodziny po urlopie, przywrócenie planu dnia dzieci na właściwy tor, zabrało nam trochę czasu i energii. 

Eh! Ostatnio naprawdę nastąpiła totalna kumulacja. Nie mogłam się na niczym skupić. Z tyłu głowy miałam kilka niedokończonych spraw, na które najzwyczajniej brakowało mi czasu. To takie pierdoły, serio. Pierdoły który dezorganizowały mnie samą. Telefon do Instytutu, porządki w papierach, bo skoro nie mogłam znaleźć pitów z poprzedniego roku to znaczy że mam bajzel w cholerę! Szafa nasza i dzieci błagała wręcz o porządek, bo niczego nie można było znaleźć. Mogłabym wymieniać tak jeszcze długo, wszystko skumulowało się do granic możliwości. 

Spięłam tyłem i ogarnęłam wszystko 2 dni. Musiałam, nie umiałam tak funkcjonować. I wiecie co? Tego mi było trzeba. Żeby znów wrócić na dobra drogę, prawidłowy tor musiałam po prostu się ogarnąć. Nie tracę czasu na niedokończone sprawy, wszystko załatwiam na bieżąco i mam siłę do działania.

Wam też polecam, nie dajmy się przytłoczyć jesiennej chandrze! 

A efekty działań zobaczycie już wkrótce:) 

1 komentarz

  1. W 100% ROZUMIEM, MAM IDENTYCZNIE! :D nie znoszę mieć niedokończonych spraw, są one dla mnie bardziej męczące niż sprężenie się w czasie i ich wykonanie :)

    OdpowiedzUsuń

TOP