11 września 2016

Jak pielęgnować związek po narodzinach dzieci?

Ciąża, narodziny dziecka to wyjątkowy czas w życiu każdej rodziny. Gdy na świecie pojawia się dziecko, często dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami. Zmieniają się priorytety, zmienia się wszystko. Dotychczasowe poukładane życie idzie w zapomnienie, a dziecko staje się centrum wszechświata. Jak w tym wszechświecie nie zatracić udanego związku?

Przygotuj się na zmiany 

Świadomość zmian jakie nas czekają pomogła nam w ogarnięciu nowej rzeczywistości. Przyznam Wam szczerze, byliśmy świadomi zmian jakie zajdą w naszym życiu po urodzeniu dzieci, ale mimo wszystko, wszystko nas przerosło. Sami, sami, sami! Zakładaliśmy że przez pierwsze tygodnie sami będziemy z dziećmi. Sami będziemy kąpać, karmić, bawić, nosić.. Życie szybko to zweryfikowało. Moja mama była u nas już po kilku godzinach po przyjeździe dzieci do szpitala. Mimo wszystko, byliśmy świadomi tego, że zmieni się wszystko. Nie będzie czasu na nic. Nie będzie czasu na odpoczynek, wieczory we dwoje, wypady do kina. Przynajmniej nie przy trojaczkach, i nie na początku. 

Dziel się obowiązkami 


Gdy słyszę pytanie czy D. pomaga mi przy dzieciach to wybucham śmiechem. Odpowiadam pytaniem na pytanie: A z jakiej racji ma mi "pomagać"? Rozmówca jest zbity z tropu, nie wiedząc do końca o co mi chodzi. W głowie układa sobie zapewne scenariusz że jestem przedstawicielką "tych" kobiet, które uważają mężczyznę jako pana wszechświata i po pracy jedynym ich obowiązkiem jest leżenie na kanapie. A no nie! Mamy wspólne dzieci, mieszkamy razem, wspólnie wychowujemy, dlatego też współpraca na każdej płaszczyźnie to norma. 
Od początku staramy się podzielić obowiązkami, co naprawdę daje rewelacyjne efekty. Ja kąpię dzieci, D. kolejno ubiera je do snu. On sprząta zabawki, ja przygotowuję w tym czasie mleko. Ja ogarniam sajgon, to on w tym czasie może rozwiesić pranie. Uwierzcie mi, dzięki temu nie jestem zaharowaną matką polką, doceniam jego wkład i to, że wspólnie dbamy o naszą rzeczywistość. 

Doceniaj potrzeby partnera

Dzieci to centrum wszechświata, złotym środkiem jest jednak znalezienie w nim.. siebie. Oj, bardzo długo zajęło mi przestawienie myślenia. Do tej pory żyłam tylko dziećmi, daleko w tyle mając swoje potrzeby, marzenia, siebie. Najważniejsze były one. Ile tak można? Jak długo? Im szybciej wrócicie na dobre tory, tym lepiej. Lepiej dla Was. Jesteś matką, ale też kobietą, żoną, przyjaciółką, siostrą.. Tak samo tatuś. Poza pracą ma też swoje hobby, znajomych. Każde z Was ma prawo mieć swoją przestrzeń. Idź na zakupy, na kawę do przyjaciółki, do kina czy do fryzjera. Te kilka godzin da Ci takiego kopa, energii. Przewietrzysz sobie głowę, odpoczniesz. Gwarantuję Ci, że wrócisz stęskniona i na nowo zakochana w swoim dziecku i mężu, który został z dzieckiem.. i ma się dobrze!:) Bez pretensji wypraw go potem na mecz czy piwo z kumplami, odpłaci Ci dobrem;)

Idź na randkę!


Wystarczy chcieć. A chcieć to móc. My, pierwszy raz wyszliśmy na randkę, TYLKO we dwoje, gdy dzieci miały 8 miesięcy. Zostawiliśmy dzieci z najlepszą ciocią i wujkiem i po prostu opuściliśmy dom. Nie będę Wam tu ściemniać, to wcale nie było takie proste, bynajmniej dla mnie. Godzina 20.00, siostra opowiada nam właśnie o nowej włoskiej restauracji. Nabieram mega ochoty na prawdziwą włoską pizzę i panna cotte z sosem malinowym. Siostra deklaruję zostanie z trojaczkami. Dzieci śpią, mają najlepszą opiekę - teoretycznie nie ma żadnych "ale" żeby nie skorzystać z tej okazji. W mojej głowie rodzi się wiele wątpliwości. A to nie wyjściowo wyglądam, a to późno (godzina 20.00! ;)), a co będzie jak dzieci się obudzą? Nagle D. staje przede mną gotowy do wyjścia i pyta czy idę z nim czy ma iść sam. Tak całkiem poważnie. Nie miałam wyjścia ;) Sprowadzona do parteru przez siostrę po 15 minutach siedziałam w aucie. I wiecie co? O mój Boże! Jak mi było tego trzeba! Podczas całego wieczoru zadzwoniłam do siostry tylko raz. I tak cały wieczór rozmawialiśmy o dzieciach. Wróciliśmy do domu, dzieci po pierwszym nocnym karmieniu śpią w najlepsze. Mama z tatą mieli wychodne i świat się nie zawalił! Praktykujcie to jak najczęściej! Takie wyjście, chociażby raz na miesiąc, dwa na pewno zrobi dobrze Waszemu związkowi. 

Tylko we dwoje

Bycie mamą i tatą i praca na cały etat. 24h na dobę. Wiecie jaki jest złoty środek udanego związku? Znaleźć chociażby chwilę na bycie tylko we dwójkę. Kiedy? U nas czas dla nas to czas, gdy dzieci śpią. W dzień nie udaje nam się wygospodarować wolnego czasu, ale pamiętamy o buziaku czy krótkim przytuleniu. Mały gest znaczy czasami więcej niż tysiąc słów:) Gdy dzieci idą spać, cieszymy się sobą! Powiem Wam szczerze że lubię ten czas. Jest chwila na rozmowę, plany, marzenia. Taki spokojny czas tylko dla nas.. z odgłosem niani elektronicznej w tle:) 

O innych sposobach nie muszę Wam mówić?:)

Oczywiście, po narodzinach dzieci nie zawsze było kolorowo. Zmęczenie, wykończenie, brak snu, problemy zdrowotne dzieci, strach o ich zdrowie i problemy życia codziennego dawały w kość. Jednak po wymianie zdań, udawanych fochu zawsze wracamy na właściwe tory. Szybko wracamy! Życie jest za krótkie na kłótnie! 

Dziewczyny, jak wygląda Wasz związek po narodzinach dziecka? 

Zawsze było kolorowo? Jest lepiej, gorzej?
Podzielcie się swoimi historiami, niech inne kobiety wiedzą że nie są same, czy jest dobrze, czy źle!

9 komentarzy

  1. były lepsze i gorsze momenty. zmęczenie bralo gore. bylam wykończona opieką nad blizniakami. szczera rozmowa i przyznanie do zmeczenia, braku ochoty pomoglo. podzielilismy sie zadaniami, ja zaczelam myslec o sobie (po pol roku wyszlam z domu po cos innego niz market czy apteka) i duuuuuzo seksu! teraz jestesmy jak w dniu slubu, zakochani jak nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  2. U nas... yhymm.. było źle. Kłótnie, obarczanie sie problemami, ciche dni nawet tygodnie. O mały włos nie skończyło się separacją! Separacją! Wracamy ku dobremu, z nadzieją w sercu że wszystko będzie dobrze. Obym. Mamy dla kogo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszcze Wam, bardzo!

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie niestety rodzicielstwo ukazało prawdziwe oblicze męża teraz już byłego... dopiero wtedy dostrzeglam jego egoizm. .brak współpracy i pomocy... podejście do tematu konserwatywne czyli jesteś matka masz instynkt a on jest facetem i nie umie...kurcze przecież to wspólnego dziecko wspólne życie wspólne obowiązki. ... było ciężko. Dlatego gratuluję faceta z odpowiednim podejściem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas jest ciezko m pracuje codziennie nie widujemy sie prawie wcale
    Czesem max 2 godz a zazwyczaj 15 min
    Ja spie z dzieckiem w pokoju on sam w drugim
    Nie ma nam kto zostać z dzieckiem wiec nie wychodzimy nigdzie
    Ja tez nie wychodze bo nie mam jak
    Ogolnie mega ciezko
    Miedzy nami jest ok ale ja czasem mam dosyc
    Coz tak juz musi byc

    OdpowiedzUsuń
  6. Mu też było ciężko lecz musiałam dawać radę mąż przyjeżdżał tylko na weekendy fakt mieszkałam z treściami ale byłam wykończona synek dawał w kość i czasem do tej pory choć już jest starszy mąż jak przyjezdzal to do 3 msc .nie wiał małego na ręce sam bo się bał że to puści lub coś mu zrobi nie chcący gdy pewnego dnia źle się poczułam pojechałam do szpitala musialam mieć operację wtedy maz zjechał do domu i jak by bez wyjścia zajmował się małym i do tej pory tak zostało..

    OdpowiedzUsuń
  7. Lepiej! o wiele lepiej! Igorek dał nam dodatkowy powód do miłości. Jest cudownie, mały ma 2 lata i staramy się siostrzyczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kryzysy były i na pewno będą . Daliśmy radę prze 12 lat, to już przez kolejne 50 będzie nam coraz łatwiej :)A co do randkowania to u nas w grę wchodzi ta godzinka po usypaniu wszystkich dzieci :)To już 14 miesięcy kiedy ani razu nie wyszłam z domu nawet na 5 minut sama . Dziewczyny nie akceptują zostania z nikim innym , takie efekty karmienia piersią .Broń borze nie narzekam , przyjdzie jeszcze kupa czasu na samotne eskapady , czy randkę tylko we dwoje , dzieci rosną w ekspresowym tempie :)I fakt tu masz racje kluczem do sukcesu jest dzielenie się obowiązkami , przede wszystkim partnerstwo . Ja na męża nie mogę narzekać :)Pozdrawiam , uściski dla Lenki ,Nikodema i Oliwki

    OdpowiedzUsuń
  9. Plany były takie: kończę studia, zaręczamy się, szukam pracy i zarabiamy na wspólne lokum i ślub. Ale życie plany zweryfikowało... na ostatnim roku studiów zaszłam w ciąże. Mój, przyszły wówczas, mąż zareagował tak jak każda z kobiet w takiej sytuacji marzy; realnie się ucieszył i dał mi 100% wsparcia, poczucia bezpieczeństwa. W terminie obroniłam pracę, dzięki temu, że byłam w ciąży spełniło się moje marzenie o cichym, skromnym ślubie w gronie najbliższych (inaczej na pewno byłoby weselicho, o którego organizacje kłócilibyśmy się nie jeden raz, a tak byłam w tym dniu tak jak być powinno najszczęśliwsza na Ziemi). Synek za miesiąc kończy rok, jestem szczęśliwa, kocham moich chłopaków z dnia na dzień coraz bardziej i nie wyobrażam sobie życia bez nich <3 Mój mąż jest wspaniałym ojcem i mężem, prowadzimy dom razem, razem zajmujemy się synem.
    Działamy razem to pierwszy klucz do naszego szczęścia i drugi może jeszcze ważniejszy, obiecałam sobie, że nigdy nie oszaleję na punkcie dzieci w taki sposób, że on odejdzie na dalszy plan! To było moje główne założenie kiedy składałam przysięgę małżeńską i zakładałam rodzinę; nie przedkładać dzieci ponad męża. <3 <3 <3

    OdpowiedzUsuń

TOP