29 sierpnia 2016

Czego nauczyło mnie macierzyństwo?

Bezgranicznej miłości, nieopisanych pokładów energii, luzu i...

Jeszcze kilka lat temu mogłam sobie tylko wyobrażać, jak rodzic, po
narodzinach dziecka zmienia swoje życie. Wiedziałam, że przyjście na świat dziecka wywraca dotychczasowe życie do góry nogami, ale nie spodziewałam się że aż tak! Potem, dowiedziałam się że jestem w ciąży z trojaczkami, i dopiero się zaczęło...

Przed ciążą byłam bardzo poukładaną osobą. Wszystko miałam zaplanowane, od pracy zawodowej po życie prywatne. Na wszystko miałam plan i skutecznie go realizowałam. 

Kto ma dziecko ten wie, że plan bardzo często idzie.. w siną dal :) Nie planuję niczego co do minuty. Każdy wyjazd z trojaczkami, gdziekolwiek to istny armagedon. Zawszę daję nam pół h zapasu, by zdążyć na czas do lekarza czy na umówione spotkanie ze znajomymi. A to 10 razy trzeba założyć Oliwcę czapkę, a Lence po raz setny skarpetki, ale trzeba je wcześniej znaleźć. Nikodema trzeba najpierw złapać, żeby cokolwiek zdziałać. Macierzyństwo kazało mi schować zegarek do szuflady i wrzucić na luz. 

Były dni, gdzie już w południe marzyłam, żeby wykąpać dzieci, dać kaszkę i położyć je spać. A potem paść, po prostu paść na łóżko i odpocząć. Baterie wyładowane, oczy na zapałki, marzenie o chwili snu i naładowaniu akumulatorów. I nagle bum! Gorączka. Gdy cokolwiek dzieje się dziecku, potrafisz znaleźć w sobie niesamowite pokłady energii, dostajesz kopa by czuwać nad nim choćby całą noc, sen odchodzi w zapomnienie. Możesz siedzieć przy łóżeczku bez mrugnięcia okiem czuwać nad chorym dzieckiem. Macierzyństwo uczy przewartościowania priorytetów. Zawsze dobro dziecka będzie ponad dobrem Twoim. Tak już jest, w bezgranicznej miłości. 

Bezgraniczna miłość. To chyba oczywiste. Nie śpisz po nocach, nie masz czasu dla siebie, nosisz godzinami na rękach, próbując złagodzić ból. Potem chodzisz ze śladami marchewki we włosach, smarujesz dziąsła przy ząbkowaniu, godząc się na ryzyko obgryzienia palca.. można by tak wymieniać w nieskończoność. Tak więc nie śpisz, nosisz na tych rekach i znosisz wszystko.. a kochasz bezgranicznie, najmocniej jak się da! I nigdy nie przestaniesz! To jest chyba w macierzyństwie najpiękniejsze :)

Miłość do dziecka owocuje. Ona rośnie z każdym uśmiechem, z każdym "mama", z każdym "kosiam cie mamusiuuu", z każdą pierwszą chwilą, od pierwszego kroczku po pierwsze pożegnanie w progu przedszkola. Macierzyństwo to cudowna sprawa. I nieważne ile dzieci masz, czy jedno czy pięcioro. Kochasz każdego równo, tak samo i bezgranicznie.

Te własnie "bezgranicznie" jest najcenniejsze.

A Was czego nauczyło macierzyństwo? 

1 komentarz

  1. świetnie napisane :)Pozdrowienia dla całej waszej rodzinki

    OdpowiedzUsuń

TOP