6 czerwca 2016

Odpuść sobie, bo się wykończysz


Niespełna rok temu zostałam mamą. Od roku nasz świat stanął na głowie. Przez dotychczasowe poukładane, codzienne życie przeszedł huragan. Trzy:) Musieliśmy szybko przewartościować priorytety. Nie, w sumie to one same się pozmieniały, w momencie przyjścia na świat dzieci. 

Chciałam być najlepszą mamą na świecie, dającą z siebie 100%. Chciałam być idealną żoną i panią naszego domowego ogniska. Też na 100%. Chciałam wszystko robić najlepiej. Perfekcjonistka. 

Życie jak zawsze kopnęło moje plany w 4 litery. Opieka na trójką maluchów pochłonęła nas całkowicie, totalnie, na każdej płaszczyźnie. Doba była za krótka, brakowało czasu na zjedzenie posiłku, chęci i sił na kąpiel czy chwilę oddechu. A ja nadal chciałam być perfekcjonistką. 

Dzieci rosły, potrzebowały coraz więcej. Ja dalej chciałam być perfekcjonistką. Aż nadszedł kryzys. Kryzys przez wielkie, gigantyczne "K". Hormony opadły, organizm zaczął domagać się dobitnie odpoczynku, chociażby 4 godzin snu na dobę. To był wtedy luksus. Luksus na który nie było czasu. 

Codzienność zaczęła nas przerastać. Pranie, sprzątanie, obiad, śniadanie czy złapanie w locie kawałka kabanosa. Trzeba było znaleźć na to czas. Ratowała mnie mama, która wpadając jak tornado ogarniała zaistniały sajgon. Zabrała pranie do siebie, oddała wyprasowane, posegregowane. Przeleciała mopem podłogi. Boziu, to było wybawienie. Nie mogłam tego wykorzystywać wieczność;)

Dzieci są różne, dni z nimi też. Jedne to urodzone aniołki, zajmujące się same sobą, nie marudzące, spokojne. Inne za to małe diabełki, wiszące przy nogawce, chcące na ręce, i absorbujące rodziców przez całą dobre. Dni też są równe. Przyznacie mi racje. Jednego dnia jesteś w stanie zrobić zaplanowane działania na cały tydzień. Ugotować obiad, umyć nawet okna czy zrobić 4 prania. Ale są też dni jak z koszmarów.. Dzieci są na "NIE". Wszystko źle, wszystko niedobrze. Mleczka nie, kanapeczki nie, arbuz też jest bee. Setny raz zakładasz ściągniętą skarpetkę, setny raz zbierasz rozgniecione chrupki z dywanu, i tysięczny raz tłumaczysz dlaczego nie wolno wspinać się na sofę czy bawić się deską klozetową! Dzień totalnie do kitu. 

I gdzie znaleźć jeszcze czas na obiad, porządki czy ponadprogramowe zadania które sobie zaplanowałaś? Jest 13sta, a Ty myślisz jakby tu przebrać się z pidżamy? Cieszysz się, że udało Ci się umyć zęby! Śniadanie zjadłaś? Fakt, dokończyłaś kanapkę po dzieci. 

Znacie to?

I do takich dni chciałabym nawiązać. Ostatnio w rozmowach z innymi mamami bardzo często pojawia się temat. Plaga. Większość ciekawa jest tego, jak wygląda mój dzień, jak ogarniam dzieci, dom, do tego bloga i całą resztę. Moja doba ma tyle samo godzin co Wasza, zadania są podobne. Mam kilka patentów które pomagają mi sprytnie wszystko ogarnąć. Odkurzam 2 razy dziennie zwykłym odkurzaczem, po przekąskach włączam iRobota Roomb'e. Pranie robię raz na 2-3 dni, nie prasuję codziennych ciuchów. Umiejętne rozwieszenie prania samo prasuje. W zamrażarce zawsze mam awaryjne jedzenie. Torba frytek, mrożoną pizze czy gotowe pierogi. 10 minut i obiad jest. Priorytetem jest nakarmienie dzieci, a my zjemy cokolwiek. Istnieją bary i restauracje serwujące jedzenie na wynos. Pizza na telefon. Z głodu nie idzie zginąć.. Osobiście marzy mi się słynny Termomix czy Multicooker, żeby obiady robiły się same. W XXI wieku mamy tyle udogodnień! Nie wyobrażam sobie jak radziły sobie kobiety kilkadziesiąt lat wstecz;) 

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W te gorsze dni możesz odpuścić sobie wszystko, pod warunkiem że masz wsparcie i zrozumienie. Nie wiesz co mam na myśli? Wsparcie domowników. Szczególnie męża. Bo są dwa typy - wyrozumiały i roszczeniowy. Jeden, po pytaniu "jak Ci mija dzień kochanie?" i szczerej odpowiedzi - wróci z obiadem na wynos, w progu zgarnie dzieci do zabawy i da Ci chwilę oddechu. Drugi natomiast wróci, zasiądzie do stołu i domaga się 2 daniowego obiadu, po czym walnie się na sofę i odpoczywa. A matka polka dalej haruje jak wół. Który przykład znasz? Pierwszy? Jesteś szczęściarą tak jak ja! Drugi? Współczuję. Masz w domu dupka!

Tak więc dziewczyny, nie bądźmy perfekcjonistkami pod każdym względem. Nie jesteśmy robotami. Mamy swoje granice wytrzymałości. Psychiczne i fizyczne. Ustalcie priorytety, by spokojnie móc żyć. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci! Szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż. Nie sfrustrowana pani domu, nie jest perfekcyjna, a szczęśliwa! 

Rzućcie dziś mopa w kąt, przedłużamy sobie weekend:) 

3 komentarze

  1. Czytając twój post czuje się jakbym czytała o sobie , u nas huragan razy 5 :)Mnie najbardziej dobija zakładanie skarpet butów i czapek bliźniaczką po 100 razy dziennie . Dobrze że zrobiło sie cieplej teraz biegają troszkę boso . No i zjadanie wszystkiego co leży na ziemi w ogródku , piasek z plaży wczoraj był taki apetyczny :)Mi obiad też się sam gotuje, przy okazji oszczędzam na rachunkach i zdrowiu , mam tani zaciskowy turecki szybkowar .I zupka ,mięsko, gołąbki , bigos w 10 do 20 minut :)dosłownie wszystko nim gotuje ,nie wyobrażam sobie życia bez niego .A jedzenie jest dużo smaczniejsze i zdrowsze bo witaminy nie uciekają .Dzięki bogu też mam dobrego męża , bez niego oszalałbym ,bo nie mam nikogo kto pomógłby mi przy dzieciach czy w domu . Pozdrowienia dla Lenki , Nikodema i Oliwki

    OdpowiedzUsuń
  2. A A co do okien nie myłam od grudnia ,a tyle ich mam :(Odpuszczam sobie bo też brak mi doby ,czasami jak dzieci śpią wolę pogadać z mężem ,czy starszymi dziećmi . Ja zasłonie rolety i nie widzę brudnych okien , to sąsiedzi muszą na nie patrzeć :)hahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też mam okna nieumyte :) nie jestem sama jak miło :)

      Usuń

TOP