30 czerwca 2016

Chcesz kupić używany fotelik samochodowy? Popełniasz błąd!

Musiałam o tym napisać. Serio. Głupota rodziców nie ma granic. Niektórych. Bo nadal wierzę że to tylko ułamek, nieliczni którzy nie zdają sobie sprawy z zagrożeń jakie mogą wyniknąć z kupna używanego fotelika. 



CZYTAJ DALEJ
28 czerwca 2016

Kangurowanie - cud dotyku

Na zawsze zapamiętam moment pierwszego przytulenia dzieci. Nie mieliśmy kontaktu skóra do skóry zaraz po porodzie, dlatego z niecierpliwością czekałam na pozwolenie lekarza na pierwsze kangurowanie. 


Kangurowanie to kontakt skóra do skóry rodzica z dzieckiem. Polega na bezpośrednim kontakcie klatkami piersiowymi. Rodzic na gołą klatkę piersiową kładzie maluszka, tak aby dotykał rodzica swoją klatką. Podczas kangurowania dziecko słyszy bicie serca rodzica, poznaje jego zapach, rytm oddechu, ogrzewane jest ciałem rodzica. To niezwykle magiczna chwila!

Kangurowanie jest uznaną metodą leczenia. Stosuje się je w oddziałach intensywnej terapii noworodka, m.in. w Wielkiej Brytanii, USA, Szwecji, Niemczech, Belgii oraz w części polskich szpitali. Kangurowanie to same korzyści!!! Dzięki bliskości serduszko dziecka bije spokojnie, regularnie, zwiększa się ilość tlenu we krwi i zmniejszają się problemy z zaburzeniami oddychania! Kangurowanie wspomaga rozwój mentalny i umiejętności motoryczne. Wcześniaki dzięki temu szybciej nadrabiają zaległości, przybierają na wadze, śpią lepiej. U mamy zwiększa się więź z dzieckiem, pobudza się laktacje i daje przetrwać ten trudny czas!

Na oddziale intensywnej terapii noworodka odwiedziny dzieci odbywały się w 2 turach, po 2.5h. Byliśmy zawsze na obu widzeniach, razem. Zawsze na początku braliśmy dwójkę na kangurowanie, zarówno ja jak i D. Na kolejnym widzeniu trzeci dzieciaczek, za to że musiał czekać.. na dłużej. 
Ile trwa takie kangurowanie? Oby jak najdłużej !!! Terminowe dziecim można kangurować od 12 do 24 godzin na dobę. Wcześniaki - tak często, jak to jest możliwe, przez minimum godzinę od położenia dziecka do pozycji kangurowania.

Skakałam z radości, gdy po kilku dniach stan dzieci był dobry, nie wymagały już ścisłej obserwacji i mogłam kangurować DWÓJKĘ NA RAZ!! Byli tacy malutcy! Nikodem i Lenka co widać na zdjęciu - zmieścili się na mojej klatce oboje. Niewyobrażalnym momentem wzruszenia był moment, gdy dzieci złapały się za rączki! Płakałam ze wzruszenia jak głupia. Nigdy tego nie zapomnę!



 

  
Dla rodzica to także terapia. Po pierwszym kangurowaniu ulżyło mi strasznie, w końcu mogłam przytulić swoje dzieci! Czuć bliskość, której brakowało mi od porodu. Mogłam je wziąć w ramiona, poczuć ich zapach. Mogłabym tak siedzieć godzinami! I powiem Wam, że nie tylko my matki tak mamy. D. też zakręciła się łezka w oku, gdy wziął po raz pierwszy w ramiona swojego pierworodnego.

Do kangurowania trzeba się przygotować! Higiena osobista powinna być nienaganna! Zawsze przed przyjazdem do szpitala braliśmy jeszcze raz prysznic. Ja zakładałam stanik sportowy, lub łatwo rozpinany z przodu i bluzkę rozpinaną lub z dużym dekoltem, elastyczną. Dzięki temu bez krępacji mogłam przygotować się do kangurowania. D. zakładał rozpinaną koszulę.

Przy kangurowaniu ważne jest utrzymanie temperatury ciała dziecka. My mieliśmy monitorowaną temperaturę za pomocą sprzętu, przyczepionego do stópek dzieci. Czasami przykrywaliśmy je dodatkowo kocykiem, pieluszką. Wielu rodziców boi się kangurowania, szczególnie wcześniaków. My też mieliśmy obawy. Każdy ruch wymagał skupienia, każdy dotyk i gest dużo delikatności. Mieliśmy wspaniałe położne na oddziale, pomagały nam za każdym razem wyjąć dzieci z inkubatorów i kładły nam na klatce. Po kilku razach nabraliśmy pewności siebie. 


Polecam kangurowanie każdej mamie, szczególnie mamom wcześniaków. To same korzyści dla mamy i dziecka! Jak najczęściej, jak najdłużej! 

Z chęcią poznam Wasze historie z kangurowania! Pokażmy, że są to niezwykle ważne, wspaniałe momenty!


CZYTAJ DALEJ
27 czerwca 2016

Nasz TEST PIELUSZEK

Przerobiliśmy wszystkie możliwe pieluszki jednorazowe. Były strzały w 10tkę i totalne porażki. Były suche pupy i walka z bąblami po odparzeniach. Na początku byłam nastawiona tylko na jedną markę i jedną linię pieluszek. Nie dałam się przekonać do innych, i tu był mój błąd. 



Pamiętam jak dziś, kiedy zabieraliśmy z półek wszystkie opakowania Pampersów w rozmiarze "0". Były mikroskopijne. Przynosiliśmy zapasy do szpitala, na oioin, gdzie przez miesiąc leżały dzieci. Na próbę, już w domu kupiliśmy Bella Happy - jednak nie byłam z nich zadowolona. Pupa była po nich wilgotna, mimo zmieniania pieluszek co 2h, przy każdym karmieniu. Uwielbiałam Pampersy Premium Care za pasek który pokazywał czy dziecko zrobiło siku. Dla rodzica "świeżaka" była to bardzo pomocna opcja. 

Na Premium Care ciągnęliśmy kolejne kilka miesięcy. Mocno odczuwaliśmy zakupy pampersów w portfelu. Paczka dwójek kosztuje ok.45 zł. A w tamtym czasie zużywaliśmy ok. 30 sztuk dziennie!!! Chciałam spróbować tańszej opcji. Kupiłam Dady. Po 3 dniach pojechałam z Nikodemem do lekarza, z bąblami po odparzeniu (mimo zmieniania pieluch co 2-3h). Wróciłam do Pampersów, jednak po wyleczeniu Nikiego, spróbowałam zwykłych, zielonych Baby Active. Są tańsze od Premium Care i spisywały się bardzo dobrze. W między czasie próbowałam taż pieluszek Rosmannowskich, ale nie przypadły mi totalnie do gustu. 



Wiosną dostaliśmy w prezencie Dady, rozmiar 3. I postanowiłam spróbować raz jeszcze. Dostały jakieś 8/10 punktów. Ale że miałam zapas pampersów zrobiony w promocji na feedo, trzeba było je zużyć. Pewnego dnia do drzwi zakupił kurier z tajemniczą paczką. Od Lidl'a. Były tam pieluszki Toujours. Byłam sceptycznie nastawiona. Ale sprawdziłam cenę. POŁOWĘ MNIEJSZA niż pampersów!!!! 

Przekonały mnie! Używamy ich już 3 miesiąc. Czekałam z tym postem aż zrobi się upalnie, żeby sprawdzić jak pieluszki radzą sobie latem. Zero odparzeń, zero nieprzyjemnego zapachu - dostają od nas 9/10 :) Mogłabym się przyczepić nieco do chłonności, ale przy trójce dzieci i litrach wypijanej wody - mają prawo być atakowane wielkimi pokładami cieczy:) Używamy ich w dzień. Na noc zakładam jeszcze Pampersy, kończąc zapasy. Na pewno dam Wam znać jak sprawdzają się w nocy. 
I takim oto sposobem oszczędzam 50% kasy na pieluszkach miesięcznie!!! 

Co chciałabym Wam przekazać tym wpisem? Nie "zamykajcie" się na nowe opcje. Ja byłam twardo nastawiona tylko na jedne pieluszki, nie próbując i szukając innej, tańszej alternatywy. Szkoda, gdybym poszukała zaczęłabym oszczędzać wcześniej:) Idąc tym tokiem myślenia wprowadziłam dzieciom nowe dania, przekąski, desery czy owoce. 

Każde dziecko jest inne! Przy trójce maluchów widzę różnice na odbiór niektórych produktów. Córka znajomych dostała wielkiego uczulenia od Pampersów, za to jej brat bliźniak bardzo dobrze je tolerował. Jednym rodzicom pasują pieluszki biedronkowe, innym rossmannowskie. 

Najważniejsze, żeby pupa miała się dobrze:)

Jakich pieluszek używacie? 
Kiedy skończyła się Wasza przygoda z pieluszkami? 
CZYTAJ DALEJ
24 czerwca 2016

Kreatywna mama - karty memory

Razem z marką Bobo Frut przygotowaliśmy koleje kreatywne wyzwanie - tym razem są to karty memory


CZYTAJ DALEJ
23 czerwca 2016

1 Urodziny z Edukatorkiem


W ramach akcji "Urodziny z Edukatorkiem" wybrałam moim zdaniem najfajniejsze prezenty na roczek! Pokażę Wam 10 propozycji prezentów na roczek z naszego ulubionego sklepu. Cieszę się, że dzieci mają różnorodne zainteresowania. Genialnie potrafią bawić się edukacyjnymi, rozwijającymi zabawkami, ale uwielbiają też zabawę plastikowymi, kolorowymi zabawkami czy najzwyklejszą piłką i balonem! 
CZYTAJ DALEJ
22 czerwca 2016

4 sposoby na zmierzenie stópki dziecka

Przed kupnem pierwszych bucików dla dzieci, czekało nas wyzwanie! Jak zmierzyć długość stopy ruchliwym dzieciom? Zdradzę Wam kilka sprytnych patentów na pomiar stopy dziecku. 


1. Odrysowanie stopy 
Biała kartka + marker. Tym sposobem mierzyliśmy stopę kilka razy. Nie dlatego że nie udało się za pierwszym razem, dla pewności. Położyłam kartkę na podłodze, D. brał po kolei dzieci na rączki i trzymając stawiał stópki na kartce. Ja przytrzymywałam stópkę i odrysowywałam ją na kartce. Udało się, za każdym razem wynik pomiaru był taki sam:)

2. Tektura 
Dla pewności zmierzyliśmy stópki jeszcze jednym sposobem. Z kartonu wycięłam prostokąt na oko jakieś 20x30 cm. Równo zgięłam karton na wysokości 1/3. Posadziłam dzieci na kolanach taty, zajęte zabawą nie protestowały. Mniejszą część tektury przyłożyłam do pięty, większą do stopy. Ważne jest, żeby piętka dotykała końca tekturki. Dzięki temu idealnie zaznaczysz koniec stópki. 

3. Miarka 
Szukając sposobów na zmierzenie stópki znalazłam idealne narzędzie - miarkę do pomiaru stopy. Przykładasz stópkę do miarki, suwakiem zaznaczasz koniec stopy i miarka pokazuje Ci długość stopy w centymetrach. Idealne rozwiązanie dla wiercipiętów! Znalazłam różne miarki, koszt mniej więcej ten sam - ok 50 zł. 

4. Odbicie stopy 
Wiele mam poleca także ten sposób. Sama go nie próbowałam, ale może Wam się przyda. Wystarczy pomalować stópkę dziecka np. farbą zmywalną i odbić na kartce. Po wyschnięciu zmierzyć odbicie. Ważne, żeby mocno docisnąć stópkę, żeby odbicie było całkowite. 

A Wy jak mierzycie stopy dzieciom? 
CZYTAJ DALEJ
20 czerwca 2016

1 urodziny dzieci !

Czerwiec jest bardzo imprezowym miesiącem. Zaczynamy dniem dziecka, potem urodziny dzieci, moje i na końcu taty! Tak, wszyscy jesteśmy z czerwca:) Zamiast 3 imprez urodzinowych, robimy jedną wielką imprezę urodzinową. 



Miałam plan, że urodziny dzieci zacznę organizować z kilku miesięcznym wyprzedzeniem. Ostatnio nie mam zbyt wiele wolnego czasu, i jak to bywa - organizację urodzin zostawiłam na ostatnią chwilę. Na szczęście żyjemy w dobie internetu i szybkich kurierów! W 3 dni udało mi się zorganizować dekoracje, dekoracje do tortu, zakupy na imprezę i prezenty!!! 

Urodziny wyprawialiśmy w sobotę. W piątek, nad Podlasiem przeszła okropna nawałnica. Wichura połamała nasz namiot, w którym miałam zorganizować kącik dla dzieci. Musiałam improwizować.. Modliłam się o pogodę, i była rewelacyjna! Już dawno wybrałam motyw przewodni urodzin - Myszka Miki. Dzieci uwielbiają swoje maskotki Mikiego i Minnie, lubią też piosenki i bajkę. W tym przypadku wybór był prosty. A dekoracje? Jest wiele sklepów z dekoracjami. Motywów przewodnich setki, dekoracji tysiące!! Ja znalazłam fajne i tanie dekoracje w congee.pl Zamówiłam kubeczki, talerzyki, girlandę z motywem przewodnim, dodatkowo skusiły mnie papierowe ozdoby. I cieszę się że je wybrałam, bo idealnie dopełniły kącik dla dzieci. I co najważniejsze - setka balonów! Lena była wniebowzięta! Ona kocha balony! Ostatecznie dekoracje wyniosły mnie ok 150 zł. Taki wyznaczyłam sobie limit, ale za rok pooszczędzam trochę i zaszaleję ;) Dzieci w swoim kąciku miały swoje przekąski - biszkopty, chrupki i paluszki. Niech jak najdłużej myślą że to są jedyne słodycze na świecie;) 

Najbliższym wyprawiliśmy grilla. Tona pysznego jedzenia (nie na darmo spędziłam dzień i noc w kuchni;)). Nie chciałam urządzać roczku w restauracji. Nie lubię sztywnych imprez;) Grill okazał się strzałem w 10! Dzieciaki uradowane gośćmi, goście nie mogli się nacieszyć dziećmi:)






Tort! Do tortu podeszłam bardzo ambitnie. Postanowiłam robić tort sama, na każde urodziny dzieci! Poprosiłam mamę (mistrzynię tortów) o przygotowanie swojego popisowego tortu, ja zaś zajęłam się dekoracją. Oczywiście, trzymając się motywu przewodniego. Długo zastanawiałam się jak udekorować tort, szukałam inspiracji. I tak wszystko wyszło w praniu, bo ostatecznie poszłam na żywioł i udekorowałam spontanicznie.. o 23 godzinie. Nie mam talentu plastycznego, ale chyba wyszło nie najgorzej. Tort pokryłam masą plastyczną jednolitą, do tego białe kropki też z masy. Kupiłam ją w sweetdecor.pl i wybrałam ostatecznie masę PETTINICE. Dodatkowo świeczka z Myszką Miki + ozdoba z girlandą. Pierwszy raz dekorowałam masą i miałam pewne obawy. Masę trzeba rozwałkować bardzo cienko, od razu radzę posypać blat mąką. 1 kg masy wystarczy spokojnie na dekorację 2 tortów o średnicy 26cm. Koszt dekoracji 80 zł. Lenka była zachwycona racą tortową, co widać na zdjęciach. Na torcie umieściłam też ozdoby z imionami i gwiazdki z tortu z chrzcin. Dzieci dostały swój pierwszy słodycz - kawałek tortu. Widać, że im smakowało. Dostały też medale... z czekolady.. która była roztopiona.. i... tego nie da się opisać słowami. Zobaczcie sami! Kolejne słodycze za rok!:)






  

Z prezentów dzieci były mega zadowolone. Rodzina obdarowała ich cudownościami !! Nie wiedziały chyba do końca co się dzieje, tyle nowych zabawek, tyle nowości, wszyscy śpiewają sto lat i biją brawo. Były w swoim żywiole!:) Prezentom idealnym na roczek poświęcę oddzielny post. Dziś pokażę Wam kilka nowości ze sklepu który ostatnio odkryłam - Lamalu. Wybraliśmy dla Nikosia rowerek biegowy + hulajnoga 2w1. Jestem zakochana w tych rowerkach, mimo że jeszcze jest na niego za mały, myślę że lada chwila będzie kombinował z hulajnogą. Na razie staje, i trzeba panicza wozić:) Na pewno dam znać, jak się sprawdza! Oliwka dostała klocki, uwielbia kombinować i dzielnie układa wieżyczki, denerwując się gdy się rozwalają. Lenka dostała sorter, do ćwiczenia rączek. Powiem Wam, że byłam pod wrażeniem jak szybko załapała o co chodzi w tej zabawie. Wkłada, wyjmuje, wkłada.. :) 






Na dziś wystarczy!:) Kolejny zabawkowy post pojawi się w ramach akcji do której zostaliśmy zaproszeni z okazji urodzin dzieci - Urodziny z Edukatorkiem!
CZYTAJ DALEJ
14 czerwca 2016

ROCZEK + FILM

15.06.2015 to najpiękniejsza data w naszym życiu. Tego dnia, o godzinie 11:45, 11:46, 11:47 na świat przyszły nasze cuda. Cudem jest, że je mamy. Cudem jest, że są zdrowe. Cudem są te trzy cuda! 

Jaki był ten rok? Zapraszamy na film !:)



Film : KLIK 
CZYTAJ DALEJ
10 czerwca 2016

Wyjątkowy prezent dla Twojego dziecka


Zapewne wiecie już, że strasznie sentymentalna ze mnie osoba:) TU możecie zobaczyć nasze dziecięce pudełko wspomnień, ściany obwieszone są zdjęciami, mój telefon przepełniony zdjęciami i filmikami z każdego dnia razem. Na zawsze chcę zapamiętać te nasze cudowne chwile! 


Marzy mi się cała ściana w zdjęciach naszej rodziny. Ściana przy schodach.. Codziennie będę szła wykończona w kierunku sypialni, wykończona ale przeszczęśliwa. Będę patrzyła na szczęście, nasze rodzinne szczęście. Będę wspominała rodzinne, cudowne chwilę. Masa wspomnień. Takich naszych! Ah! 

Dziś pokażę Wam 3 personalizowanie prezenty, które na pewno ucieszą każde dziecko! Propozycje dla młodszych, starszych i rodziców! Bo kto nie lubi układać puzzli?:)





Z bogatej oferty empikfoto.pl wybrałam Wam 3 propozycje: maskotki, poduszki i puzzle. Wykonanie takich fotogadżetów jest banalnie proste. Wybierasz, ładujesz zdjęcie, zamawiasz i cieszysz się świetną pamiątką. Nie, w sumie jest coś trudnego. Spośród tysiąca zdjęć dzieci musisz wybrać jedno, najpiękniejsze, najsłodsze! Trudne zadanie, uwierzcie mi:) 3 razy zmieniałam projekty! Pomocne będą gotowe szablony, dzięki którym projekty wychodzą super i intuicyjny kreator zdjęć. Sami sprawdźcie jakie to proste. 





Maskotki ze zdjęciem dziecka to idealny pomysł na przyjaciela pluszaka. Przy trojaczkach opcja idealna! Nie będą mylić swoich pluszaków :) Każdy maluch z chęcią uda się na drzemkę, gdy przyłoży główkę do podusi z własnym zdjęciem. A puzzle? Super pomysł na zabawę ze starszakiem! To tylko 3 propozycje pomysłowych, całą ofertę możecie zobaczyć TU 


KONKURS 
Chcecie zdobyć unikalne prezenty i podarować je swojemu dziecku?

W komentarzu napisz krótką odpowiedz. Jakie zdjęcie zamieściłabyś na wybranym gadżecie? Dlaczego będzie to właśnie ta fotografia?

Do wygrania są: maskotka / puzzle / poduszka

Uwaga!
- Laureat pierwszego miejsca wybierze nagrodę spośród 3, następnie laureat drugiego miejsca z dwóch pozostałych. Laureat trzeciego miejsca otrzyma pozostałą nagrodę. 

- Konkurs trwa od 10.06.2016  do 13.06.2016.
- Laureatów ogłosimy w 2 dni.
- Na kontakt będę czekała tylko jedną dobę, także sprawdzajcie wyniki !:)











WYNIKI 
1. Sylwia Antosiewicz
2. Marta mama Oliwii i Lili  
3. Patrycja Gorszewska
Proszę o kontakt na priv laureatki do dnia 15.06.2016 ! 

CZYTAJ DALEJ
9 czerwca 2016

Jak uspać dziecko w 5 minut?

Usypianie dziecka - koszmar niejednego rodzica. Jak skutecznie uspać dziecko? Co pomoże dziecku zasnąć? Jak działa biały szum i spowijanie? Poznajcie też słynną metodę na uspokojenie dziecka Harvey Karp'a i naszą modyfikację tej metody. Dzięki niej dzieci usypiam w kilka minut!


Usypianie dziecka - to koszmar niejednego rodzica. U nas także to był najgorszy czas dnia. Do 10 miesiąca dzieci miały 3 drzemki (30-60 minutowe). Teraz ucinają sobie drzemki 2 razy dziennie. Pierwszą, mniej więcej 2-2.5h po wstaniu, drugą po obiadku, na godzinę.

Gdy zbliżał się wieczór, zamiast cieszyć się wspólnymi chwilami, pieścić te wykąpane, pachnące ciałka myślami byłam gdzie indziej. Myślałam o tym co nas czeka za chwilę. O piskach i płaczu. O godzinnym noszeniu na rękach. O nerwach i moich łzach w oczkach. O tej bezsilności!

Powiedziałam dość!!!

Kupiłam dwie książki. "Najszczęśliwszy śpioch w okolicy", Harvey Karp'a i „Królik, który chce zasnąć” Carl-Johan Forssen Ehrlin. Książkę Karp'a kupiłam za późno. Polecam tę lekturę każdej mamie w ciąży. Wierzę, że zastosowanie rad od pierwszych dni życia dziecka, skazuje Was na sukces! U nas niestety nie wszystko zadziałało. Dzieci miały już swoje przyzwyczajenia, swój rytm którego nie chciałam niszczyć. Mimo wszystko książka pomogła mi w walce. Przeczytałam o pewnej metodzie, którą lekko zmodyfikowałam pod nasze potrzeby i.. zadziałało. 

Do tej pory nasze usypianie wyglądało tak (nie powtarzajcie naszych błędów):
- przychodził odpowiedni czas na drzemkę (moim zdaniem!)
- dzieci marudziły
- jedno na raczki, drugie do wózeczka, trzeciego nosiła babcia
- brak konsekwencji 
- brak ustalonego rytmu zasypiania
- zbyt szybka rezygnacja ze skutecznego usypiania 

Co było najgorszym błędem? Kładłam je spać wtedy kiedy ja uważam, a nie wtedy kiedy one faktycznie potrzebowały drzemki, były zmęczone!!!

Teraz obserwuję. Zaczynają marudzić, trą oczka, kładą się na rogale czy poduszki, idą do pokoiku i ściągają ulubione kołderki z łóżeczka to znak że chcą spać. Dzięki temu usypianie trwa kilkanaście minut, a nie godzinę czy półtorej! 

1. Włączam whisbear szumiące misie 
2. Kładę dzieci do łóżeczek
3. Daję pić
4. Daję smoczki 
5. Daję dla Nikodema sam smoczek od butelki, lub pustą butelkę (o tym za chwilę)
6. Przykrywam kołderkami
7. Siadam w fotelu i nucę bądź śpiewam jedną, zawsze tą samą kołysankę "aaaa kotki dwa".
8. Zaczynam je usypiać :)

Oczywiście, dzieci wstają przy barierkach, zaglądają do siebie, próbują łapać się za ręce czy wymieniać smoczkami (zobacz TU;). Daję im chwilę na te wygłupy. Potem podchodzę, znów kładę, daję smoczek, przykrywam, daję buzi i odchodzę. Robię tak każdemu. Czasami robię tak kilka razy. Tu potrzeba cierpliwości. Dziecko musi mieć jasny sygnał że jest pora spania. Zazwyczaj pomaga, kładą się w łóżeczku, bawią się metką w kołderce, przytulają podusie i usypiają. Czasami jednak jedno z nich wyjątkowo nie ma ochoty na spanie.
Czekam chwilę, powtarzając "Nikosiu, idziemy lulu..". Po kilku minutach podchodzę, biorę na ręce okrywam kołderką i liczę do 20. Odkładam. Siadam na fotelu i czekam na rozwój sytuacji. Raz jest tak, że to wystarcza. Niekiedy muszę to zrobić kilka razy. Gdy maluch jest wyjątkowo uparty biorę na ręce i bujam chwilę. Uwierzcie mi, wystarczą 2 minuty i śpi. Teraz dla nich, wzięcie na ręce i bujanie jest najlepszą nagrodą, odpływają w minutę. Z dnia na dzień będzie coraz lepiej, wierzcie mi. Z godziny takiego usypiania zeszłam do kilku minut. Raz, dwa i śpią! 

Co jest najważniejsze? Cierpliwość i konsekwencja. 

Pierwsze takie usypianie trwało 1.5h. Podchodziłam do każdego kilkadziesiąt razy. Byłam na skraju wytrzymałości, ale nie poddałam się. Każde kolejne usypianie trwało krócej i odbywało się łagodniej. Dziś położyłam dzieci do łóżeczek o 10:02, a 10:15 wyszłam z pokoju. Popołudniowa drzemka - śpią po 7 minutach od położenia w łóżeczkach.  Sukces!

Czasami potrzeba też sposobu. Tak było z Nikodemem. Gdy miał pół roku położenie go spać było totalnym koszmarem. D. odkrył że jak daje mu wody przed snem, ten po wypiciu zasypia w sekundę. To był strzał w 10tkę! On potrzebował picia przed zaśnięciem! Teraz potrafi usnąć pijąc wodę. Zauważyliśmy też, że gdy Niki wypije wodę nie oddaje nam butelki tylko trzyma ją w rączkach i bawi się smoczkiem. Kolejny strzał w 10tkę. Nikodem teraz uspokaja się i wycisza przed snem bawiąc się smoczkiem.  Bardzo często zasypia sam. 


Metoda Karpa "5S"
Jedną z metod jaka poznałam w książce była metoda na uspokojenie dziecka. Na czym polega? Na wdrożeniu 5 kroków które pomogą uspokoić i uspać dziecko. Każdy z nich jest ważny, nie można go pominąć. Ich zastosowanie gwarantuje sukces! Podsumowując, polega na stworzeniu dziecku warunków, jakie miało w brzuchu mamy.

1. SPOWIJANIE
Pierwszy krok nakazuje ciasne spowijanie dziecka w otulacz. Chodzi o to, by rączki i nóżki były ściśle przywiedzione do tułowia. Otulanie działało na dzieci rewelacyjnie. Po wyjściu ze szpitala, ciasno otulane nie miały problemu z uspokojeniem się. Pomagały także przy kolkach! Mieliśmy wiele otulaczy, mogę Wam polecić te z whisbear i duże, świetne otulacze od Motherhood. Teraz słóżą nam jako przykrycia w upały:)

2. UŁOŻENIE NA BRZUSZKU
Układamy dziecko na brzuszku lub lekko na boku tak, by główka była skierowana nieco w dół.

3. SZUM
Biały szum to moim zdaniem wynalazek wszech czasów! Trojaczki są od niego uzależnione. W momencie wyłączenia szumu, wstają od razu! Dlatego szczerze polecam Whisbear szumiące misie!

4. KOŁYSANIE
Dziecko szybciej się uspokoi, jak jest kołysane. Ważne, by nasze ruchy były w miarę szybkie np. lekkie podskakiwanie.

5. SSANIE
Nieważne czy będzie to smoczek czy pierś. Najważniejszy jest bowiem sam odruch ssania, który działa na malucha uspokajająco.

Nasza metoda "5S"

1. Kocyki minky + obowiązkowo mała podusia (płaska, niemowlęca) ułożona stroną z minky pod główką. Dzieci bardzo lubią dotykać, tulić się do materiały minky, nie zasną przykryte czymś innym. Mamy kołderki z grubym wypełnieniem (o takie), teraz ekspresowo zamawiam zwykłe kocyki, idealne na lato. Pół roku mamy zestaw z Ludilo.pl i jest świetny. Mimo prania co tydzień nadal jak nowy!
2. Szum. Biały szum to u nas zawsze numer jeden! Dzieci nie zasną bez włączonego szumu! 
3. Woda. Zawsze przed snem daję im pić. Piją tyle ile potrzebują. 
4. Smoczek w ręku. To sprawdziło się u Nikodema. Ściskanie smoczka, bawienie się nim uspokaja go i wycisza. 
5. Kołysanka. Mimo szumu śpiewam im pierwszą zwrotkę kołysanki "aaa, kotki dwa". Wcześniej była kolęda, ciocia praktykowała nawet hymn:) Ujednoliciłam nasz repertuar i  kołysanka stała się ich melodią do zasypiania. 

Dziecko lubi czuć się bezpiecznie. Dorosły zresztą też. Dzieci bardzo często mają swoje ulubione pieluszki tetry, maskotki. U nas takim nieodłącznym elementem usypiania są podusie. Kładą główki na brzegu, a drugi koniec trzymają w rączce, bądź wkładają jedną rączkę pod poduszkę. Polecam Wam obserwację i wybór ulubionej maskotki, kołderki czy pieluszki swojego dziecka które będzie ułatwiało mu zasypianie. Syn koleżanki ma swoją wysłużoną tetrową pieluszkę. Nawet po wstaniu z drzemki, gdy poda mu się pieluchę - idzie do pokoju i kładzie się do łóżka! 

Jest jeszcze jedna ważna rzecz. W naszym przypadku usypiam dzieci sama. Wieczorem, zawsze gdy w pokoiku był D. nie było szans na spokojny sen. Dzieci tak bardzo kochają tatę że nie tracą czasu na sen:) Teraz tata daje buzi, robi "papa" i wychodzi. To także jasny znak że czas na sen. 

Nie pozostaje mi życzyć nic innego, jak spokojnych snów!

Jeżeli macie jakieś sprawdzone metody na usypianie swoich dzieci podzielcie się w komentarzu. Każde dziecko jest inne, nie na wszystkich zadziała nasza metoda. Podzielcie się swoimi sposobami z potrzebującymi rad mamami!

Dobranoc!:)
CZYTAJ DALEJ
8 czerwca 2016

Lemoniada arbuzowa


Orzeźwiająca, pyszna i bardzo łatwa w przygotowaniu lemoniada arbuzowa. Można ją podać w bardzo efektowny sposób! Idealna na upalne dni, wakacyjne grille czy rodzinne przyjęcia.

Składniki:
- arbuz (ok. 1.5 kg)
- 2 cytryny
- 1 litr wody niegazowanej lub gazowanej
- 5 listków mięty
- lód 


Arbuza przekroić na wysokości 3/4 owocu, tzn. odkroić górę. Wybrać miąższ do miski i usunąć pestki. Do miąższu dodać sok z cytryny. Zblendować. Uzupełnić wodą do konsystencji jaką lubimy. Dodać kostki lodu. Lód również możecie rozkruszyć razem z miąższem, wtedy lemoniada będzie schłodzona od razu:) Dodajemy listki mięty. Gotową lemoniadę wlewamy do środka arbuza, przykrywamy odciętym wieczkiem. 

Dla efektu "wooow" możecie podać lemoniadę z zamrożonymi kostkami arbuza, plasterkami cytryny czy spiralami ze skórki cytryny.

Smacznego!:) 

CZYTAJ DALEJ
6 czerwca 2016

Odpuść sobie, bo się wykończysz


Niespełna rok temu zostałam mamą. Od roku nasz świat stanął na głowie. Przez dotychczasowe poukładane, codzienne życie przeszedł huragan. Trzy:) Musieliśmy szybko przewartościować priorytety. Nie, w sumie to one same się pozmieniały, w momencie przyjścia na świat dzieci. 

Chciałam być najlepszą mamą na świecie, dającą z siebie 100%. Chciałam być idealną żoną i panią naszego domowego ogniska. Też na 100%. Chciałam wszystko robić najlepiej. Perfekcjonistka. 

Życie jak zawsze kopnęło moje plany w 4 litery. Opieka na trójką maluchów pochłonęła nas całkowicie, totalnie, na każdej płaszczyźnie. Doba była za krótka, brakowało czasu na zjedzenie posiłku, chęci i sił na kąpiel czy chwilę oddechu. A ja nadal chciałam być perfekcjonistką. 

Dzieci rosły, potrzebowały coraz więcej. Ja dalej chciałam być perfekcjonistką. Aż nadszedł kryzys. Kryzys przez wielkie, gigantyczne "K". Hormony opadły, organizm zaczął domagać się dobitnie odpoczynku, chociażby 4 godzin snu na dobę. To był wtedy luksus. Luksus na który nie było czasu. 

Codzienność zaczęła nas przerastać. Pranie, sprzątanie, obiad, śniadanie czy złapanie w locie kawałka kabanosa. Trzeba było znaleźć na to czas. Ratowała mnie mama, która wpadając jak tornado ogarniała zaistniały sajgon. Zabrała pranie do siebie, oddała wyprasowane, posegregowane. Przeleciała mopem podłogi. Boziu, to było wybawienie. Nie mogłam tego wykorzystywać wieczność;)

Dzieci są różne, dni z nimi też. Jedne to urodzone aniołki, zajmujące się same sobą, nie marudzące, spokojne. Inne za to małe diabełki, wiszące przy nogawce, chcące na ręce, i absorbujące rodziców przez całą dobre. Dni też są równe. Przyznacie mi racje. Jednego dnia jesteś w stanie zrobić zaplanowane działania na cały tydzień. Ugotować obiad, umyć nawet okna czy zrobić 4 prania. Ale są też dni jak z koszmarów.. Dzieci są na "NIE". Wszystko źle, wszystko niedobrze. Mleczka nie, kanapeczki nie, arbuz też jest bee. Setny raz zakładasz ściągniętą skarpetkę, setny raz zbierasz rozgniecione chrupki z dywanu, i tysięczny raz tłumaczysz dlaczego nie wolno wspinać się na sofę czy bawić się deską klozetową! Dzień totalnie do kitu. 

I gdzie znaleźć jeszcze czas na obiad, porządki czy ponadprogramowe zadania które sobie zaplanowałaś? Jest 13sta, a Ty myślisz jakby tu przebrać się z pidżamy? Cieszysz się, że udało Ci się umyć zęby! Śniadanie zjadłaś? Fakt, dokończyłaś kanapkę po dzieci. 

Znacie to?

I do takich dni chciałabym nawiązać. Ostatnio w rozmowach z innymi mamami bardzo często pojawia się temat. Plaga. Większość ciekawa jest tego, jak wygląda mój dzień, jak ogarniam dzieci, dom, do tego bloga i całą resztę. Moja doba ma tyle samo godzin co Wasza, zadania są podobne. Mam kilka patentów które pomagają mi sprytnie wszystko ogarnąć. Odkurzam 2 razy dziennie zwykłym odkurzaczem, po przekąskach włączam iRobota Roomb'e. Pranie robię raz na 2-3 dni, nie prasuję codziennych ciuchów. Umiejętne rozwieszenie prania samo prasuje. W zamrażarce zawsze mam awaryjne jedzenie. Torba frytek, mrożoną pizze czy gotowe pierogi. 10 minut i obiad jest. Priorytetem jest nakarmienie dzieci, a my zjemy cokolwiek. Istnieją bary i restauracje serwujące jedzenie na wynos. Pizza na telefon. Z głodu nie idzie zginąć.. Osobiście marzy mi się słynny Termomix czy Multicooker, żeby obiady robiły się same. W XXI wieku mamy tyle udogodnień! Nie wyobrażam sobie jak radziły sobie kobiety kilkadziesiąt lat wstecz;) 

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W te gorsze dni możesz odpuścić sobie wszystko, pod warunkiem że masz wsparcie i zrozumienie. Nie wiesz co mam na myśli? Wsparcie domowników. Szczególnie męża. Bo są dwa typy - wyrozumiały i roszczeniowy. Jeden, po pytaniu "jak Ci mija dzień kochanie?" i szczerej odpowiedzi - wróci z obiadem na wynos, w progu zgarnie dzieci do zabawy i da Ci chwilę oddechu. Drugi natomiast wróci, zasiądzie do stołu i domaga się 2 daniowego obiadu, po czym walnie się na sofę i odpoczywa. A matka polka dalej haruje jak wół. Który przykład znasz? Pierwszy? Jesteś szczęściarą tak jak ja! Drugi? Współczuję. Masz w domu dupka!

Tak więc dziewczyny, nie bądźmy perfekcjonistkami pod każdym względem. Nie jesteśmy robotami. Mamy swoje granice wytrzymałości. Psychiczne i fizyczne. Ustalcie priorytety, by spokojnie móc żyć. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci! Szczęśliwa żona to szczęśliwy mąż. Nie sfrustrowana pani domu, nie jest perfekcyjna, a szczęśliwa! 

Rzućcie dziś mopa w kąt, przedłużamy sobie weekend:) 

CZYTAJ DALEJ
2 czerwca 2016

Przepisy na dania dla dziecka - rozszerzenie diety

O rozszerzeniu diety pisałam już nie raz. O kaszkach,  jajku i glutenie i pierwszych próbach samodzielnego jedzenia. O naszych patentach na karmienie trójki dzieci, krzesełkach które bardzo polecamy i wielu innych:) 


CZYTAJ DALEJ
1 czerwca 2016

Mamy szczęście.. Mamy zdrowie!

Bycie mamą to nie lada wyzwanie. Najważniejsza rola jaką musimy odegrać. Najbardziej odpowiedzialne zadanie, by wychować szczęśliwego i wspaniałego człowieka. 




O czym marzysz dla swojego dziecka? By było szczęśliwe? Miało to czego zapragnie? Było wartościowym człowiekiem? Chcesz kupić mu najnowszy model roweru, tablet czy telefon? Zabrać dziecko nad morze, w góry czy na zagraniczną wycieczkę? 

Ja też o tym marzyłam. Próżne marzenia!

Wczoraj zrozumiałam co jest najważniejsze! ZDROWIE TWOJEGO DZIECKA! 

Wstyd mi za siebie. Na prawdę. Nie doceniałam faktu, że mam trójkę wspaniałych, zdrowych dzieci. Kto śledzi nas od roku wie, jak mogła zakończyć się nasza historia. Teraz już wiem, że naszej historii mogło nawet nie być:( Jednak Bóg nad nami czuwał, i wytrzymaliśmy do 34 tygodnia ciąży. Dzieci urodziły się zdrowe, bez większych problemów zdrowotnych. Śmieją się, łobuzują, wcinają owoce i biegają po domu. To jest prawdziwe szczęście!

Wczoraj, czekając na wizytę kontrolną poznałam wspaniałą mamę dwójki dzieci. Kilkuletniej dziewczynki i 8 letniego chłopca. Córka to wulkan energii i straszna gaduła, a chłopiec.. cierpi na dziecięce porażenie mózgowe i wiele innych chorób. Słuchając jej historii dotarło do mnie, jakie cholerne szczęście mieliśmy!!!


Od urodzenia dzieci los innych dzieci jest mi szczególnie bliski. Co miesiąc przesyłam kilka złotówek na leczenie, rehabilitację dzieci. Są historię które tak chwytają za serca, że trudno mi o nich przestać myśleć. Każda taka historia ma za sobą wielki trud rodziców, morze łez, pytań bez odpowiedzi, a przed sobą ogromną walkę o zdrowie, czy życie dziecka. 

Przyrzekłam sobie wczoraj, że już nigdy nie będę narzekać! Moje problemy.. tfuu raczej moje wymysły to nic! Mało snu, problem z zasypianiem dzieci, z jedzeniem moich zupek to pierdoły! Czasami wydaję mi się że nie daję już rady, brakuję mi sił czy nerwów. Wczoraj pomyślałam, czy sił i nerwów wystarczyłoby mi.. gdyby dzieci były chore? Czy podołałabym temu zadaniu. Dałabym radę? Musiałabym, ale czy dałabym z siebie wszystko?

Zdrowie dziecka to największe szczęście jakie mogło spotkać rodzica. Inne problemy to nie problemy!

CZYTAJ DALEJ
TOP