1 kwietnia 2016

Rok.. od najgorszego dnia w moim życiu!

1 kwietnia 2015 r. Najgorszy dzień w moim życiu! Nasza historia mogła skończyć się źle. Bardzo źle. Naszej historii mogło nie być!


Dziś mija rok. Mam przy sobie trzy najwspanialsze na świecie skarby. Moje dzieci. Dzieci których mogło nie być. Tak! Dziś, gdy emocje opadły, a ja spojrzałam na tą całą sytuację z boku, wiem że dzieci mogły nie przeżyć porodu w 24 tc. 

Żadnego wielkiego BuuuM! Nie było nagłego bólu, upadku, wypadku, kłucia - nic! Pojechaliśmy na rutynową kontrolę. Okazało się że szyjka skróciła się bardzo, za bardzo.
15 minut później byłam już na IP. Kolejne badanie - szyjka 1cm, skurcze. JAKIE SKURCZE PYTAM? Nic nie nie boli, nie kuje, nie ciągnie. Nie czuję żadnych skurczy. Trafiłam na porodówkę. Płakałam, krzyczałam że to nie czas, to za szybko. Niech coś zrobią. One nie mogą urodzić się w 24 tygodniu. Sama świadomość tego, że leżę na sali porodowej powodowała furię. Mąż ekspresowo musiał wrócić do domu po teczkę z badaniami i kartę ciąży, jak na złość na tę wizytę zapomniałam teczki. Gdy na IP skierowali go na porodówkę - zamarł.
Więcej przeczytacie TU

Pamiętam wszystko bardzo dobrze. Pamiętam salę na porodówce do której trafiłam.. 80 dni później, przed cesarką również na nie leżałam:) Pamiętam oprawki okularów lekarza który badał mnie na porodówce, i jego słowa że dzieci żyją! Pamiętam nawet sufit korytarza którym jechałam na patologię ciąży z podłączoną pompą. Pamiętam.. a chciałabym o tym zapomnieć!  

Dziś już jestem spokojna, dziś cieszę się zdrowymi dziećmi. Wtedy walczyłam o każdy dzień, ba.. nawet każdą godzinę. Godzinami wertowałam internet w poszukiwaniu szczęśliwych historii porodów w 25..26..27...itd tygodniu ciąży. Od deski do deski przeczytałam blogi mam wcześniaków, fora internetowe, wszystko co dawało mi nadzieję. 

Naszym celem z początków ciąży był poród w 32 tc, naszym celem ze szpitala był minimum 30 tydzień.. a ja doczekałam ostatniego dnia 34 tc. I żeby nie zatrucie ciążowe wytrzymałabym dłużej.. 

Żyłam wtedy w swoim zamkniętym świecie, świecie z wielkim happy endem. I nawet gdy skurcze się nasilały, gdy Nikodem kolejny raz chciał wyjść na świat, wiedziałam że wszystko będzie dobrze. Tak przestawiłam myślenie, tak uwierzyłam w to że damy radę, że zadziwiałam wszystkich swoim myśleniem. A co innego mi pozostało?

1 kwietnia już na zawsze będzie smutnym dniem. Dniem, w którym życie chciało mi zafundować największy żart! 3.5 miesiąca później to ja zażartowałam z życia, wydając na świat największe trzy skarby! 

6 komentarzy

  1. Jesteś super hiper Kobietą i Matką!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytam i płacze... Śledzę Cię od początku, ja swoją historię zaczęłam prawie na równi z Tobą... Również po wielu latach starań... Moka historia jest niemalże identyczna... Ja swój dramat przeżywałam od 25tc. Urodziłam w 36 tc :) lada chwila Wojtuś skończy 10 miesięcy. Bogu dziękuję w każdej godzinie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumię doskonale co przeżywałaś z autopsji z tą ròżnicą,że dla mnie 1 kwietnia to jeden z tych najpiękniejszych dni.Po raz pierwszy ujrzałam naszą ''Kropeczkę''na usg.

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj tak. Pamietam jak sledzilam Twoje losy, a pozniej prawie zdublowalam. Z taka jednak roznica, ze jeden z moich wczesniaczkow jest ciagle na oddziale...juz 3ci miesiac :(
    Ciesze sie, ze u Ciebie tak przepieknie ta historia sie skonczyla (a raczej zaczela, bo zaczelo sie Wasze wspolne zycie) :)

    OdpowiedzUsuń

TOP