5 stycznia 2016

Jak sobie radzę?

Jak sobie radzimy? Jak to jest być rodzicem trojaczków? Jak wyglądały nasze pierwsze miesiące... i dlaczego byłam na skraju wyczerpania psychicznego? O tym jak byłam nadopiekuńczą, przewrażliwiona matką. 



Często piszecie: "Jak Ty sobie radzisz?? Ja z jednym nie wyrabiam..!!!" Ano czasami sobie nie radzę, i mówię o tym głośno. Znam 2 mamy trojaczków, które od pierwszych tygodni zostają z dziećmi same. Padam przed nimi na kolana i oddaję pokłony! Serio! To niewykonalne, przynajmniej nie z moimi dziećmi.


Bałam się własnych dzieci!

Przez pierwsze miesiące bałam się własnych dzieci. Bałam się zostać z nimi sama, chociaż na chwilę. Bałam się że zaczną płakać wszystkie na raz, że nie będę w stanie ich uspokoić, przytulić na czas czy zaspokoić jakiejkolwiek potrzeby, w momencie gdy będą mnie potrzebować. Nie karmiłam ich sama. Bałam się że się zakrztusi. Obsesyjnie sprawdzałam gorączkę. Każdy niepokojący objaw wywoływał moja panikę! Tylko dzięki D. który jest oazą spokoju - nie oszalałam z tego strachu.

Doszukiwałam się dziury w całym. Przez bezdechy Leny nie spałam 3 dni, trzymając ją całe noce na swojej klatce piersiowej. Kiedy Nikodem płakał przy kolkach, płakałam razem z nim. Z bezradności! Na każdy najmniejszy szmer w niani elektronicznej zrywałam się na równe nogi i biegłam sprawdzić co się dzieje. Potem zaczęłam wysiadać psychicznie. Spaliśmy razem z dziećmi. To był istny armagedon. Codzienne kombinowanie. Teraz przyznaję, przez moją panikę dezorganizowałam nasze życie, życie dzieci i robiłam im krzywdę. Wyczuwały mój strach. Spały na naszym łóżku w sypialni, a my na kupionym na tę okoliczność dmuchanym materacu. Potem spały na wielkim fotelu, takim worku z kulek silikonowych co było nie najlepszym rozwiązaniem dla ich kręgosłupów. Kolejna kombinacja? Ponownie spały w łóżeczkach, a my na podłodze w ich pokoju. Katorga.


Proś o pomoc!

Początki nie były łatwe. Jeszcze przed zabraniem dzieci ze szpitala zarzekaliśmy się że będziemy przez pierwsze tygodnie sami: karmili, kąpali, przewijali, usypiali, wychodzili na spacery i wszystko co związane z dziećmi. Ciekawi jesteście jak powiódł się nasz plan? Moja mama była u nas.. po 3h od przyjazdu z dzieciakami! Mamy szczęście, Zajebiste, cholerne szczęście że mamy taką rodzinę, takich przyjaciół. Pomagali nam bardzo. Boże, ja nawet nie potrafię Wam opisać jak cenna była to dla nas pomoc! Mama, siostra, przyjaciółka miały wręcz zmiany opieki trojaczków! Przychodziły na kilka godzin, nakarmiły, przewinęły.. a my w tym czasie mogliśmy położyć się na godzinę, dwie. 2 godziny snu - nie czuwania, nasłuchiwania, a snu - to cenniejsze niż wygrana w totka! Nawet brat, szwagier czy kuzyni wpadali posiedzieć "do kolejnego karmienia", a trojaczki przez pierwsze tygodnie jadły co 2h, wliczając w to karmienie jednego osobnika przez pół h. Tak, zostawała nam nie cała godzina na umycie butelek, sterylizację, sen.. dobry bilans, prawda? Pamiętam do dziś. Przyszły nasze pomoce kochane, poszliśmy z D. piętro wyżej pospać godzinę. Nagle budzę się, a za oknem świta!!! Budzę krzykiem D, zbiegamy na dół.. a tam cisza. Dzieci śpią, nakarmione, przewinięte. Dobre dusze drzemią na fotelach. Z tego szoku nie spaliśmy do rana!


Wyluzowałam

Pewnego razu, ostatkiem sił rozmawiałam z Sylwią, mamą trzech cudownych chłopców. I dziękuję jej z całego serca, ta rozmowa odmieniła mnie, mnie jako matkę! Przestałam się bać własnych dzieci. Przestałam panikować. Przestałam się nakręcać. Zaczęłam normalnie żyć! Do tej pory nie zostawałam sama z dziećmi, nawet na chwilę. D. skończył urlop i nasze życie wywróciło się do góry nogami. Na szczęście mogę liczyć na pomoc mojej mamy w dzień. Jestem spokojna, że w każdej chwili mogę ją zawołać, gdy trojaczki zaczną dawać czadu. Zakochana we wnukach babcia jest najlepszą instytucją ever!

Jest lepiej!

Śpimy w sypialni, dzieci w swoim pokoju:) W łóżeczkach. Poddaliśmy się w kwestii kilkugodzinnego usypiania. One nie chcą spać w łóżeczkach! Nie i koniec. Usypiamy je w wózkach i potem przekładamy do łóżeczek.
Nikodem po kaszce, ląduje w jego ukochanym wózku Urban od Chicco, dostaje 50 ml herbatki koperkowej, przekręca się na bok, bierze w ręce cudaka i zasypia w 15 sekund. To sprawdzone! Ale rozszyfrowanie jego potrzeb i opracowanie patentu na zasypianie zajęło nam pół roku!!!!
Z dziewczynami jest gorzej, bo potrafią się buntować. Oliwka przez ostatnie tygodnie nie akceptuje leżenia na plecach, leży na brzuchu, boku ew. akceptuje noszenie na rękach, które potrafi aktorsko wymusić! Lenka jak chce to śpi jak suseł! Kciuk w buzi oznacza odpłynięcie za 3..2...1 sekundę:) Jak chce spać, nic nie jest w stanie jej obudzić, gorzej jak nie chce... wtedy swoim gaworzeniem potrafi obudzić sąsiadów. Kwestia spania i usypiania wymaga jeszcze kilku poprawek.


Nie jedzą już co 2h.. a co 3. Próbuję przestawić je na inny tryb jedzenia ale uparte z nich osobniki. Urodzone w terminie dzieci w ich wieku powinny jeść rzadziej a więcej. U nas schemat jest taki: najlepiej co 3-3.5h po ok 120-150 ml. Raz dziennie dostają obiadek. Tutaj też są bardzo ostrożne. Wszelkie nowe smaki wymagają wielu podchodów:) Nie zawsze smakuje im to co ugotowałam, dlatego często dostają sprawdzone smaki ze słoiczka. Brokuł jest bleeee, a mamusia która go podała stała się wrogiem trojaczków numer 1. Wolą jeszcze rzadsze konsystencje. Ugotowałam im ostatnio taki mix: marchew+ziemniak+kurczak+pietruszka. Na gęsto - źle. Dodałam trochę wywaru z gotowania - lepiej. Zrobiłam z tego zupkę-krem - zjedli. Jabłko jest pycha! Ale już soczek z jabłka nie! I weź tu matko bądź szefem kuchni:)


Za nami już wszystkie kontrole w poradniach specjalistycznych. Ale o tym opowiem Wam w kolejnym poście, to wymaga oddzielnego postu.. tyle mam Wam do opowiedzenia. Podsumuję tylko jedno: jako rodzić wcześniaka warto mieć odłożoną sporą sumkę na wizyty prywatne. Dla własnego spokoju psychicznego, bo z tym nfz'tem to tylko psychiatryk można mieć zagwarantowany.. a i tam pewnie nie ma miejsc;)


Dzieciaki rosną jak szalone! Lenka waży już prawie 8 kg! Nikodem niewiele mniej, Oliwka goni rodzeństwo z wynikiem 6.5 kg. Rozwijają się bardzo dobrze. Jeszcze nie raczkują, ale widzę że to kwestia kilku tygodni i pokombinowania. Oliwka przewraca się w ułamku sekundy z brzucha na plecy i odwrotnie. Nikodem buja się z boku na bok, stopy są jego najlepszą zabawką, a siostry największym obiektem zainteresowań. Lenka ma najwięcej sadełka, sama się nie przewraca ale uwielbia jak ktoś ją przewraca z boku na bok. Ok, sama też się przewraca, ale jak chce dosięgnąć zabawkę. Musi mieć w tym interes:) Robi za to genialne mostki!:)


Są bardzo absorbujące. Teraz, gdy śpią kilka razy po kilkanaście minut w dzień, nie mam czasu na cokolwiek!!! Potrzebują naszej uwagi, zainteresowania, zabawy. Cały czas! Czekam na ten czas, kiedy zaczną siedzieć i zajmować się sobą.. nawzajem. Będzie fajnie! Już teraz widzimy ich zainteresowanie sobą, ciekawość, dotykanie, ciąganie za uszy. Zapowiada się ciekawie.


Podsumowując...


To było mega ciężkie pół roku. Mam nadzieję że kolejne lata będą łatwiejsze. Ja wyluzowałam, przypomniałam sobie.. o sobie. Jest dobrze! Będzie jeszcze lepiej!

Kurde, to będzie super rok!

7 komentarzy

  1. śliczne dzieciaczki :) wielki podziw za organizację tego wszystkiego! nie wyobrażam sobie jak to jest opiekować się trójką takich maluchów

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli nie tylko ja wariuje , też szukam dziury w całym :) Super to napisałaś , tak prawdziwie .Podziwiam cię , mi z bliźniaczkami jest ciężko a co dopiero tobie . U nas najlepszą pomocą okazało się starsZe rodzeństwo bliźniaczek .Pozdrawiamy i ściskamy mocno

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo Ty brawo Mąż i wszyscy pomocnicy. Super mieć taką kochana rodzinę przyjaciół! Codziennie czekam na Wasze nowe foty na insta dzieci są cudowne i tak szybko się zmieniają 😄

    OdpowiedzUsuń
  4. "Proś o pomoc!" - to najlepsza rada. Jako tatuś bliźniaków wiem coś o tym... wraz z żoną musieliśmy dawać sobie radę sami, a najbliższa babcia 450 km. Gdybyśmy tylko mogli, to na pewno byśmy korzystali. A jednak zobacz ile człowiek ma w sobie siły i mocy o której nawet nie wiedział i 3 nie przespane noce potrafił wytrwać. Miłość ma jednak wielką moc...

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja Pola ma prawie pół roku i nadal pije mleko co 3 h (ok 100ml , czasem da rade 120)owoce ze słoiczka beee , ale jabłuszko , czy gruszke z mamusią chetnie zjada :P obiadki gotujemy sami , i tez woli jak są mniej gęste :) do kazdej porcji mleka dodaje jej 1,5 łyżeczki kaszki , daje to tylko tyle ze nie ulewa , bo wiecej jak 3 h nie wytrzyma , chyba ze w nocy ;) idzie spac o 19 potem mleko o 1 , potem koło 5 i do 7 spi :) waży obecnie 7 kg , ma 2 ząbki , jak ma poduszke pod główką to daje rade usiąsc , tylko ze od razu sie przewraca bo siedziec jeszcze nie potrafi :D turla sie jak szalona , mamy te samą mate co wy , zajmuje nam pół pokoju a i tak daje rade z niej spasc :P Pozdrawia mama półrocznej Polci i 6letniej Sary :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje bliźniaczki też jeszcze w tym wieku jadły często. A jeśli chodzi o rozszerzanie diety ja polecam BLW. U nas słoiczkowe jedzenie i wszystkie inne "papki" z reguły były "ble" (może z wyjątkiem marchewki i zwykłej kaszki manny bez dodatków). Bardzo chętnie za to próbowały nowych smaków jeśli mogły brać jedzenie do rączki. I tak zakochałam się (i moje dziewczynki też) w BLW! Dla mnie ta metoda była jak zbawienie. Troszkę czasem "oszukiwaliśmy", ale generalnie metoda u nas sprawdziła i sprawdza się na prawdę świetnie. Dziś dziewczyny mają trochę ponad półtora roku i elegancko same jedzą (prawie wszystko):). A jeśli chodzi o opiekę nad trójką maluchów - to podziwiam! Moje dziewczynki nie raz dają mi popalić, jakbym miała mieć jeszcze trzeciego urwisa do kompletu to bym chyba wymiękła;) Pozdrawiam i wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
  7. teraz już będzie coraz łatwiej :)

    OdpowiedzUsuń

TOP