Połóg nie zawsze jest koszmarem...

Koszmar?! Najgorszy czas w życiu kobiety!? Nie zawsze!


Połóg to pierwsze 6 tygodni po porodzie. Jakie macie wspomnienia z tego okresu? O porodzie pisałam Wam w TYM poście. Każdemu życzę takiego porodu! Serio! Słyszałam wieeele historii odnośnie połogu. Połogu takiego jak mój też Wam życzę.

Pierwsze dni po porodzie nie należą do najprzyjemniejszych. Wiele kobiet uważa, że to najgorszy fizycznie czas w życiu. W sercu ogromna radość, a w ciele ból. Bywa i tak. Ja znalazłam sposób by poczuć się możliwie najlepiej. Jakie mam rady? Być może którejś z Was okażą się pomocne.

1. Dużo samozaparcia!!!
Jeszcze przed porodem moim celem było jak najszybsze wstanie z łóżka. Kazali mi leżeć przez 15h! Nie mogłam podnosić głowy po cesarce do wieczora. Rodziłam w południe. Koszmar. W planie miałam już wieczorem pójść do dzieci, niestety musiałam też pomyśleć o swoim zdrowiu. Przez cała noc miałam mierzone ciśnienie i puls, bo podczas cesarki ciśnienie mi zaczęło niebezpiecznie skakać. Miałam tak wspaniały personel podczas cesarki, że nie zorientowałam się że coś jest nie tak. Nie dali po sobie poznać, dzięki czemu w spokoju mogłam cieszyć się z narodzin dzieci. We wtorek z samego rana w asyście męża podniosłam się z łóżka i przeszłam samodzielnie kilka kroków. Były to najcięższe kroki w życiu. Grunt to zacisnąć zęby i iść!

2. Prysznic i ubranie
Pierwszy prysznic po porodzie to jak wyjście do SPA. Mimo osłabienia, polecam udać się jak najszybciej. Mnie postawił na nogi. Przebrałam się w normalne ciuchy - odżyłam i nabrałam sił. Przed porodem warto przyszykować sobie luźniejsze, wygodne ciuchy w których będziecie się dobrze czuły. Nie zapomnijcie też o dodatkowym ręczniku. Ja zakryłam nim ranę po cesarce, żeby niepotrzebnie jej nie moczyć. Można umyć się bez obaw o ranę. Nie mam rad dla kobiet po porodzie naturalnym, ale liczę że w komentarzach dacie znać!

3. Herbatka na laktacje
Zaopatrzyłam się w herbatkę na laktację którą polecałyście mi przy okazji wpisów wyprawkowych. Femaltiker - polecam z całego serca. Mimo że dość specyficzny smak, który przypomina mi "coś" z dzieciństwa, co do tej pory zostało nieodkryte - działa jak cholera! Potem, podczas odciągania pijąc napój na zimno (można pić jako ciepłą herbatkę, jak i zimny napój) zalewałam się mlekiem:)

W tych pierwszych godzinach najważniejsze mimo wszystko jest WSPARCIE I MIŁOŚĆ :) D. nie odstępował mnie na krok. Gdy wjeżdżałam na salę poporodową On był już po odwiedzinach u dzieci, z najnowszymi informacjami, z karteczkami na których położne spisały mu wszystkie wymiary i informacje o dzieciach. Był cały czas! To dzięki niemu trzymałam się w kupie do czasu odwiedzin u dzieci.

a potem?

Najgorsze było dbanie o ranę po cc. Bałam się dotykać tego miejsca. Przemywałam je wacikiem z mydłem antybakteryjnym. Teraz nie pamiętam że miałam rozcięty brzuch;) 

Cały czas ściągałam dzieciom mleko. Musiałam uważać na to co jem. Ze swojego doświadczenia mogę poradzić każdej mamie - jedzenie jest ważne. Nie mówię tu o pilnowaniu diety, bo na ten temat sa różne opinie. Jedni mówią żeby jeść wszystko, inni żeby trzymać ścisłą dietę. Ja jadłam lekkostrawne, pożywne posiłki. Nie jadłam smażonego, tłustego. Ograniczyłam warzywa które mogą powodować wzdęcia. Piłam duuużo wody. Kawę piłam jedną dziennie. Gdy nie udało mi się zjeść obiadu, od razu miałam o wiele mniej pokarmu. W nocy przegryzałam 2 herbatniki, piłam wodę po każdym odciąganiu pokarmu. Przez pierwszy miesiąc trojaczkom wystarczało mojego mleka. Potem zaczęły jeść jak małe głodomory ;)

W czasie kiedy dzieci leżały na pierwszym oddziale (OION'ie) odwiedziny mieliśmy w 2 turach. W przerwie szliśmy na obiad do pobliskiego baru. Smaczne, domowe jedzenie. Z zazdrością patrzyłam na schabowego którego wcinał D. O historii mojego karmienia będzie niedługo.. 

Połóg nie zawsze musi być horrorem. Wiele siedzi w naszej głowie. Ja miałam 3 powody żeby od razu wskoczyć na wysokie obroty. Odżyłam gdy po 80 dniach wróciłam do domu. Mimo że zostawiłam w szpitalu 3 największe skarby, odżyłam! Wiedziałam że zostawiam dzieci w najlepszych rękach. 

Bardzo szybko doszłam do siebie po porodzie. Mam nadzieję że większość z Was równie szybko wróci do dobrego samopoczucia. Nie zawsze tak jest. Widziałam dziewczyny po miesiącu od porodu, walczące z różnymi dolegliwościami. Widziałam dziewczyny które nie dbały o siebie, i lądowały po kilku dniach w szpitalu, z pękniętymi szwami na ranie po cesarce. Ciąża to nie choroba. Połóg też nie, ale trzeba o siebie dbać. O zdrowie i psychikę. Każda mama ma wtedy jeden/dwa/trzy...:) powody do szczęścia :)

10 komentarzy

  1. Mam nadzieje, że równie szybko dojdę do siebie po porodzie, bo planuję cesarkę, każda kobieta ma inne ciało i inną psychikę, ale wszystko to tak jak napisałam wsparcie i cel :) kochana o czym mowa Ty wydałaś na świat troje cudownych dzieci, więc to na prawdę jest motywacja.
    P.S. - wyglądasz rewelacyjnie bo obserwuje Cię na instagramie. Pozazdrościć.
    Buziaki dla Was :)
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na ból w czasie skurczy i porodu siłami natury byłam przygotowana. Te silne bole zaczęły się ok godziny 16 a urodziłam nastepnego dnia nad ranem- 3.55 :) i nie pamiętam jak bardzo bolało. Jak dla każdej matki liczyło się dla mnie to, czy z Małym wszystko ok. Ale połog? To koszmar, tragedia i to pamiętam. Nie mogłam wstać, chodzic, siedzieć, nawet lezec nie mogłam. Szwy po nacięciu puscily, co sprawialo jeszcze większy bol. Jak chodziłam to wolniutko, jak siadałam to na prawym pośladku. Gdy leżałam w spokoju było ok ale jak już przyszlo do przekręcenia się na którys z boków, żeby nakarmić Małego odczuwałam ogromny bol. A jak już przychodzilo do wstania...:/ i jak mysle o kolejnej ciąży, nie boje się porodu a właśnie pologu.
    Serdeczne pozdrowienia i całusy dla Trojaczków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W 100% się z Tobą zgadzam Agnieszko!! Nie wiem ska sie biorą wymysły,że kobieta w połogu to słaniająca się na nogach postać w piżamie, staniku pełnym liści kapusty i w pampersie między nogami. Mój połóg wspominam super. Także miałam CC choc nie planowe ale po wielogodzinnym porodzie. Po 12 h normalnie wstałam przy pomocy położnej, sama poszłam pod prysznic no i potem juz normalnie w świecie chodziłam, wstawałam, zajmowałam sie sobą i dzieckiem. Mały cały czas był ze mną i nie wpadło mi do głowy oddawanie go na "przechowanie" połoznym zeby sie wyspać, co ze zdziwniem obserwowałam było powszechne wsród mam po CC. Kobiety!! Rana po CC wcale tak nie boli jak się wszystkim wydaje, nie wiem o co całe to pieszczenie. Ja od samego pierwszego dnia odmawiałam środków przeciwbólowych i nie rozumiem jak inne mamy mogły faszerować się morfiną co parę godzin, W domu też byłam z małym sama całe dnie, najnormalniej w świcie zajmowałam się sobą, dzieckiem, domem, sprzątałam, gotowałam, chodziłam po schodach na piętro do małego. Odpukać nigdy nie miałam żadnych problemów ani z piersiami ani z raną. Krwawienie poporodowe, które przedstawiano mi zawsze jako całe tygodnie z pampersem miedzy nogami, tez w moim przypadku, były to 4 czy 5 dni i używałam tych mini podpasek dla nastolatek . Obsesja z pilnowaniem co sie zjada, tez jest wg mnie grubo przesadzona. ja od samego początku jadłam wszystko i normalnie, dziecku nigdy nic nie dolegało. Nie rozumiem mam które żyją o pyrce i marchewce, ani potępiających spojrzeń w szpitalu bo odważyłam się zjeść jogurt i jabłko!! Trochę zdrowego rozsądku kobietki!!Wszystkie przyszłe mamy- połóg absolutnie nie jest koszmarem, zgadzam się z Agnieszką na milion procent. Trzeba po prostu wyleźć z łóżka i zachowywać się normalnie- urodzenie dziecka nie czyni nas kalekami!! Martyna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Po porodzie sn przede wszystkim potrzeba dużo cierpliwości. Po pierwszym porodzie nie byłam przygotowana na takie cierpienia związane z raną krocza i dochodzilam do siebie bardzo długo. Po drugim już wiedziałam co mnie czeka, nastawialam się na to i postanowiłam że się nie dam. Już w szpitalu sama od siebie wymagalam więcej niż tylko leżenie, po każdej wizycie w toalecie obowiązkowo wchodzilam pod prysznic, wcześniej próbowałam siadać i nie zniechecalam się niepowodzeniami tylko próbowałam dalej. I najważniejszym czynnikiem który najbardziej mi pomógł w połogu było to że moja położna i mój lekarz opiekowali się mną też po porodzie bo wiedzieli że mam traumę po poprzednim połogu. Co tydzień od porodu chodziłam na kontrolę rany, sukcesywnie zdejmowali mi szwy - według stopnia gojenia a nie wszystkie na raz po tygodniu w szpitalu, dzięki takim kontrolom szybko też wyleczylam ropień który zrobił się na ranie i w efekcie na standardowej wizycie kontrolnej po 6 tygodniach nic już nie czułam i wszystko było w najlepszym porządku.
    Tak więc po sn najważniejsze moim zdaniem są higiena, nie bać się bólu i nie demonizowac go tylko próbować przezwyciężać i cierpliwość - metoda małych kroczków. Musimy zaufać swojemu ciału, że się zregeneruje :) Pozdrawiam, Justyna

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja akurat rodziłam naturalnie. I fakt- ból jest, masz wrażenie, ze nie mozesz ani siedzieć, ani leżeć, ani stać. Generalnie każda pozycja boli, ciągnie. Ale ja już po 3 godzinach od porodu wstałam z łóżka, poszłam pod prysznic, zajmowałam się dzieckiem. Bo dziecko daje takiego pozytywnego kopa, wiesz, że MUSISZ :-) Bardzo sie cieszę, że nie musiałam mieć cc (miałam kiedyś operację na jelita i wiem co to znaczy dochodzić do siebie po cięciu i dziękuję serdecznie. I naprawdę dziwię sie dziewczynom, które "załatwiają" sobie cc. Oczywiście w Twoim przypadku nie mam nic do powiedzenia- cc to przymus i koniec. Ale jak kobieta jest zdrowa, dziecku nic nie grozi to po co operacja?) na oddziale leżała ze mną dziewczyna po cesarce, która nie widziała swojego dziecka ponad dobę bo po każdym podniesieniu głowy mdlała. Tak, to była cc na żądanie :-/ Ból po porodzie da się znieść, serio. I tak jak piszesz wsparcie jest mega ważne. Mój mąż zdał ten egzamin na 6+ :-) każdej życzę takiego połogu jak ja miałam. To kwestia podejścia, nie ma co się za bardzo nad tym roztrząsać, rozmyślać- taka nasza rola, a nagrodą jest jedno/dwoje/troje... :-) Małe cuda, którym to my dajemy życie <3 Pozdrawiam serdecznie Ciebie, Słodką Trójkę i Pana Tatę. Wielki szacun dla Was :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja rodziłam naturalnie i okres połogu wspominam jako raczej średnio uciążliwy. W ciągu pierwszych kilku dni byłam lekko obolała (wiadomo dlaczego :) ), jednak nie było to mocno uciążliwe. Urodziłam przed północą, pod prysznicem byłam już 2 godziny po porodzie (czułam się po nim jak po weekendzie w SPA), a rano bez problemu poszłam po swoją córeczkę i od tej pory samodzielnie się nią zajmowałam :) Ale ja też miałam bardzo pozytywne nastawienie do porodu i wszystkiego, co naturalnie po nim musi następować. Krótko mówiąc połóg podsumowałabym tak: kobieta musi w tym czasie bardzo dbać o swoją higienę i o siebie, nie nadwyreżając się i nie przemęczając, natomiast z horrorem nie ma to nic wspólnego. Tak, macica boli, kiedy się obkurcza i tak, krwawi się przez dłuższy czas, ale nic w tym strasznego nie ma :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Hmm.. ja również miałam pozytywne nastawienie. Nie bałam się porodu, karmienie piersią śniło mi się po nocach, ambitnie też chciałam od początku wszystko sama żadnej pomocy mamy czy teściowej. Ponadto miałam duże doświadczenie w opiece nad dziećmi, byłam nianią zazwyczaj niemowlaków, najmlodsze to 5miesięczne bliźniaki:) no ale nie noworodki. Niestety życie a właściwie psychika zaskakuje. Pech chciał, że mąż 4dni przed porodem dostał nową pracę zero szans na wolne, dużo stresu, bo wszystko nowe. Urodzilam w piątek wyszłam w niedzielę, więc musiałam sama jechać do szpitala w tygodniu, żeby odebrać papiery, później żeby zapisać synka do przychodni, zostawić kartę szczepien, umówić się na wizytę patronażową. Jak się tak nachodzilam to wieczorem chodziłam zgięta w pół. Ale generalnie połog zniosłam dobrze mimo, że mnie nie nacinali, popękały mi wargi sromowe. Szok nie wiedziałam, że tak może być nikt o tym nie mówi, nie pisze. Przez to poród strasznie bolał jakby mnie ktoś podpalał i rozrywał na żywca. Dobrze, że trwał 15 minut:) Ale psychicznie bardzo źle to wszystko zniosłam przez pierwsze 3 tyg. płakałam, trzymałam się w ciągu dnia, ale gdy mąż w końcu wracał pękałam. Ciągła obawa o zdrowie dziecka, samotność ogromny stres, wyczerpanie i problemy z laktacją (mało nie zaglodziłam dziecka, przestał już siusiać i nikt na to w szpitalu nie zwrócił uwagi:(bo przecież stracił na wadze w normie, bo ślicznie ssał. Ale nie leciałao!!!w tym całym amoku nawet się nie domyśliłam, że nie mam pokarmu, martwiło mnie tylko to siusianie a raczej jego brak więc w 4dobie pojechalam na izbę przyjęć i trafiłam na dobrą pediatrę.). To wszystko mnie zaskoczyło a nawet przeroslo, mimo dobrego nastawienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam! ja również jestem po cesarskim cięciu ( jedno dzieciątko ale za to duuuże prawie 4,5 kg) i połóg wspominam podobnie jak Ty bezproblemowo. Rodziłam we wtorek o 21.00 a do domku zostaliśmy wypisani w czwartek rano ( więc niepełne 2 doby) bo ja już nastepnego ranka wstałam ogranęłam się i wszystko robiłam sama przy synku. Ból? był oczywiście ale nie aż taki aby nie wstawać z łóżka. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja połóg wspominam też w miarę dobrze, jedyne co to strasznie ciągnęły mnie szwy po nacięciu krocza, ale to dlatego, że jeden szew był źle złapany, dopiero po przecięciu przez położną odżyłam i mogłam normalnie chodzić i siadać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwsza ciąża skończyła się porodem naturalnym, bez pęknieć czy nacinania. Z porodówki chciałam wracać na pieszo, ale że akcja porodowa zaczęła się mega szybko, to tak samo szybko wsadzili mnie na wózek inwalidzki i zawieźli na porodówkę, że nie miałam żadnych kapci na powrót ;) Połóg też przebiegał łagodnie, jedyny dyskomfort miałam przez kilka pierwszych dni, bo nie wygodnie było mi siadać, ale to nawet nie był ból a raczej "niewygoda". I burza hormonów która objawiała się nadmierną potliwością. Generalnie szybko i łagodnie :)

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!