Miłość liczona w gramach

Przed przeczytaniem tego postu weź do ręki torebkę cukru. Potem chwyć w rękę 2 litrową butelkę wody. Tyle ważyły nasze dzieci gdy przyszły na świat...

Kruszynki? Maleństwa? Wyobraź sobie że dzieci mogą ważyć połowę mniej.. 500..600 gram. Niewiarygodne?
Od kilku dni oglądam dokument na TVP2 - Moje 600 gramów szczęścia. Ucieszyłam się gdy po raz pierwszy usłyszałam o jego emisji. Ucieszyłam się że świadomość ludzi na temat wcześniactwa rośnie. Ucieszyłam się że w końcu ktoś pokaże że nie zawsze ciąża liczy 9 miesięcy, a dzieci rodzą się po 3 kilo. Pisałam Wam w poście (Bierzesz poprawkę... na wcześniaka) o moim podejściu, o tym żeby każdy miał gdzieś z tyłu głowy świadomość że różnie może być. Nie życzę NIKOMU realizacji takiego scenariusza. Nie życzę nikomu, aby jego dziecko przyszło na świat wcześniej niż natura to przewidziała. Czasami jednak nie wszystko idzie po naszej myśli. Nie na wszystko mamy wpływ. Nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć. 

Po pierwszym odcinku dokumentu wróciło mi wszystko. Podczas oglądania trzymałam się dzielnie. Starałam się nie identyfikować się z bohaterami. Wiem co przeżywali, jakie emocje im towarzyszyły. Wiem, bo sama to przechodziłam. 

Nasze wcześniaki urodziły się ostatniego dnia 34 tygodnia ciąży. 10 tygodni wcześniej pchały się na świat. 

Teraz już wiem, że wtedy nie miałyby szans na przeżycie. Mimo wszystko, wtedy.. leżąc na porodówce, słysząc coś o jakiś skurczach, badaniach byłam PEWNA że będzie dobrze. Tak wmówiłam sobie pozytywny scenariusz że nie dopuszczałam do siebie innej myśli. Tak działa psychika matki. Nie myślałam racjonalnie, mimo że nie byłoby szans. Były za małe, za słabe. Teraz to wiem, wtedy nie dopuszczałam takiego rozwoju wydarzeń. 

Smutne, przerażające.. ale cholernie prawdziwe.

Oglądam odcinek za odcinkiem, w sercu ściska żal, smutek, obawa o dzieciątka. Świat jest taki niesprawiedliwy. Dlaczego te maleńkie istotki muszą tak cierpieć. Respiratory, zabiegi, sondy, cepapy.. Od samego początku muszą walczyć o życie na tym jakże niesprawiedliwym świecie. 

Trojaczki urodziły się z 9/10 punktami. Stabilne. Same oddychały. Punkt miały odjęty za koloryt skóry, co każdy lekarz ocenia według swoich standardów. Można więc powiedzieć że dostały maksymalną ocenę zdrowia. Oliwka leżała 9 dni w inkubatorze, Nikodem z Leną 2 tygodnie. Początkowo karmione były sondą żeby nie męczyć ich zbytnio. Potem zamiennie sondą i butelką. Bardzo szybko jednak przeszły na karmienie butelką. Czekaliśmy wtedy już tylko na magiczną granice 2 kg.

Nasze historie skończyły się wielkim happy endem! Nie zawsze jednak tak jest. Z wielkim bólem serca patrzyłam na inkubatory obok naszych. Ze łzami w oczach słuchałam opowieści mam których dzieci leżały na oddziale dłużej niż my. Widziałam łzy, skrajne emocje, strach w oczach rodziców "nowych" dzieci. Ich historie miały wyglądać inaczej... jak każdego. 9 miesięczna ciąża, szczęśliwy poród, zdrowe dziecko. Wielki BUM! Porody w 26.. 28.. 29.. tygodniu ciąży!!! Dzieci ważące 500, 620 gram! Walczyły od pierwszych dni. Mali, dzielni rycerze! 


Wcześniaki mają wielką wolę życia. One mają tyle siły, ile nie jeden dorosły. Walczą dzielnie od pierwszych minut, chęć życia przenika przez te małe ciała. Łapią każdy oddech, z nadzieją na każdą kolejną minutę życia. Nie liczą dni, tygodni, oni liczą minuty spędzone na tym świecie. Każdy mały krok w przód jest wielkim sukcesem. Zejście z respiratora, sondy, lepsze wyniki.. Każda dobra wiadomość kieruje je bliżej domu. 

I te anioły.. lekarze, położne, pielęgniarki. To w ich ręce oddajesz swój skarb. To im ufasz bezgranicznie. To w ich ramiona powierzasz swoje dziecko, wierząc że zrobią wszystko by nie odczuło braku rodziców. My mieliśmy cudownych aniołów. Wspaniałych lekarzy, kompetentnych z ogromną wiedzą i troską o pacjenta. Mieliśmy przecudowne położne, pielęgniarki na obu oddziałach. Te "ciocie" odwalają kawał dobrej, ciężkiej roboty. To prawdziwe anioły które w tym ciężkim dla rodzica czasie, robią wszystko by pomóc. Gestem, słowem, obecnością. Ale o tych "aniołach" będzie jeszcze wpis. 

W Polsce rocznie rodzi się ok. 40 000 wcześniaków, oby każde z nich wygrało tą walkę, walkę o życie. 


16 komentarzy

  1. Cieszę się, że wszystko się dobrze skończyło! Cieszę się i zazdroszczę, że trafiłaś na super lekarzy, pielęgniarki i położne. Podejrzewam, że rodziłaś na Skłodowskiej a nie na Warszawskiej... Ja urodziłam zdrowe, duże dziecko i dziękuję za to codziennie. Boję się chociaż pomyśleć co by było jakby córka urodziła się taka malutka czy chora... bo takiej znieczulicy i chamstwa jak u pracowników szpitala nigdy nie widziałam! Dlatego czekam na wpis o Aniołach, bo warto chwalić tych, którzy na to zasługują :) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rodziłam w Gigancie. Trafiłam na naprawdę cudowną opiekę. Na Patologii ciąży spędziłam prawie 3 miesiące, czułam się tam jak w domu. Położne - cudowne! Dzieci na OION'ie i na oddziale Wcześniaków miały najcudowniejsze ciocie na świecie. Z powołania! Żeby nie one, byłoby ciężko..

      Usuń
    2. Naprawdę miło mi to czytać :) Przed ciążą wierzyłam w naszą służbę zdrowia i kłóciłam się z każdym kto mówił, że zawsze trzeba zapłacić, żeby być potraktowanym po ludzku... Moje nastawienie zmieniło się diametralnie kiedy pierwszy raz w piątym miesiącu trafiłam na sor z kolką nerkową. Później posypało sie jak domino. Najgorsze, że sama upierałam się za porodem na Warszawskiej... Jeśli będzie następny to chyba już w Gigancie :) Zdrówka Dzieciaczkom życzę :)

      Usuń
  2. Ja miałam cc w 31tc. Bliźniaki zbyt wcześnie pchały się na ten świat. Rodziłam na Warszawskiej, bo tak akurat wyszło. Chłopcy spędzili w szpitalu 40 dni. Dzielnie walczyli i mieli naprawdę dobrą opiekę. "Ciocie" spisały się na medal. Odwalają kawał dobrej roboty

    OdpowiedzUsuń
  3. Nasze Trojaczki ważyły łącznie 2310g,z czego najmniejsza 470g... Dzis dziękuje Bogu,ze mam w domu trzy praktycznie zdrowe corki,a szczegolnie za najmniejsza,ktora jest wielkim Cudem. Wiem,ze nasze corki sa niewielkim procentem tych dzieci,ktorym sie tak udalo wyjsc na prosta,jednak gdy sie urodzily nikt nie przypuszczal,ze tak moze sie to zakończyć... Dzis do tych chwil z przed trzech lat mimo wszystko nie wracam... Pozdrawiamy ze Szczecina :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gdy w 27 tyg ciazy stwierdzono u mnie niewydolnosc ciesniowo-szyjkowa i polozono plackiem w lozku,tez niedopuszczalam do siebie mysli,ze ciaza moze zakonczyc sie inaczej niz happy endem..Poczatkowo bylam zalamna ale kazdy dzien na patologii przyblizal nas do upragnionej granicy 34 tyg,potem 37 tyg...az w koncu trzeba bylo corke wygonic z brzucha oksytocyna w 40 tyg:-) lekarze nie wierzyli a my walczylismy do konca.Dlatego rozumiem te wszystkie emocje,strach,niedowierzanie...oby jak najwiecej bylo takich cudow jak u nas.Ps.Druga ciaze donosilam bez jakichkolwiek komplikacji,w czerwcu urodzila sie nasza druga krolewna.Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniale, że wszystko dobrze się skończyło. I podziwiam Was, bo dać sobie radę z trójką - to wyczyn. Choć z drugiej strony, nie ma rzeczy, której rodzice dla dzieci nie zrobią :) Nawet kosztem nieprzespanych nocy i diety półgłodowej wynikającej z braku czasu na posiłki ;) A kiedy już ma się dzieci, człowiek docenia, czym jest wsparcie własnej mamy/siostry/przyjaciółki ;) Pozdrowienia dla całej piątki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dobrze czytać takie ciepłe i wypełnione szczęściem wpisy!!! Trzymam kciuki za całą Waszą Rodzinkę!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafić na wspaniałą opiekę medyczną to skarb :)
    Wcześniaków rodzi się bardzo dużo, niestety także tych urodzonych skrajnie przedwcześnie. Dla nich i dla rodziców to ciężkie chwile, dlatego powinni być wspierani z każdej strony. Oby coraz więcej było szpitali z ludźmi z powołaniem!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dzisiaj mam 25 lat, jednak wciąż walczę o kolejne dni. Bycie wcześniakiem niesie za sobą komplikacje na całe życie
    Dziękuję, że dzielisz się z nami swoją historią. Przybliżyłaś mi troszkę to, co moja mama przeżywała te kilkanaście lat temu.

    Iza.

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie jestem w końcówce 21 tygodnia i oglądam ten program, chociaż nie wiem, czy dobrze robię, bo wzruszam się za każdym razem i dorzucam sobie kolejne troski, obawiając się o swojego synka. Cieszę się, że u Was wszystko dobrze - obserwuję Was na Instagramie i uśmiech pojawia mi się na sam widok Twoich maluszków. :) Poza tym, rodziłaś w Białymstoku, jeśli dobrze pamiętam (a może nawet pochodzisz z tego miasta?) - swego czasu mieszkałam tam, a teraz mieszkam niedaleko. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Cieszę się, że wszystko układa się jak najlepiej :) Ja 2 lata temu urodziłam synka w 34tc, ciąża była z różnymi przygodami. Tydzień przed porodem byłam na obserwacji w szpitalu, ponieważ miałam wrażenie, że sączą mi się wody, dostałam zastrzyki na rozwinięcie pęcherzyków płucnych u małego. Po 7 dniach wróciłam na cesarskie cięcie. 21h po odejściu wód wzięli mnie na salę operacyjną, chwilę później usłyszałam cichuteńki płacz mojego Bartka. Płakałam ze szczęścia i ze strachu. Zobaczyłam go dopiero następnego dnia. Popłakałam się znowu, był taki malutki, chudziutki ważył niespełna 2kg. W szpitalu spędziliśmy 3 tygodnie, ponieważ masa ciała spadła i musieliśmy doczekać się magicznych 2000g
    Teraz mam rozbrykane i szczęśliwe dziecko. Wiadomo na początku jest ciężko ale później po wszystkich kontrolach (w naszym przypadku również po 3 operacjach) wiesz, że masz najdzielniejsze dziecko i kochasz je takie jakim jest i nie wyobrażasz sobie innego biegu zdarzeń.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Tez ogladam ten program i tez odrazu wrocilam do czasu jak urodzil sie synek jak poltora miesiaca musielismy jezdzic do szpitala i tez lezac ze skurczami nie myslalam ze cos bedzie nie tak...niestety maly pchal sie za bardzo i tak 29tydz cesarka ale wszystko dobrze sie skonczylo, 2lata pozniej druga ciaza mowilam od poczatku ze jak cos bedzie nie tak to sie zalamie bylo dobrze az do 34tyg znowu szpital znowu kroplowka juz juz myslalam ze sie udalo nov przespana skurcze ucichly i od rana znowu slabe ale byly po 15maz pojechal do domu do synka i za chwile musial wracac bo skurcze sie nasilily co ja sie naryczalam dzien wczesniej w szpitalu i pozniej tez ze znowu to samo ze cos ze mna nie tak ehh...ale szczescie w nieszczesciu corka wiedziala co robi wezel prawdziwy zadko bywa nie widac go na usg na pepowinie mogl ja zabic gdyby dluzej posiedziala w brzuchu..byla jeden dzien na noskach kilka dni glukoza i po tyg wyszlysmy do domu ale uraz na psychice mi zostal do tej pory jeszcze do siebie nie doszlam i mam chwile zalamania..aa szpitale bede omijala z daleka i za dzieci tez juz podziekuje chyba w moim przypadku nie nadaje sie do rodzenia heh.. Pozdrawiam i buziaki dla maluszkow :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam o Twoim porodzie i mam nadzieję,że spotka nas to samo szczęście !
    Ja trafiłam z trojaczkami do szpitala w 22tc,skurcze,rozwarcie i pęcherz plodowy wystający z szyjki. Od razu wzięli mnie na porodowke i przygotowywali na najogorsze,po dwóch dobach zwieziona nas z sali pogodowej na patologie,skurczy brak,ale pęcherz nadal wypukły,walczymy teraz leżąc jak kłoda o każdy dzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Was mocno kciuki!!! Na pewno się uda! Leż, odpoczywaj i myśl pozytywnie! Ja nie dałam się złym emocjom, strachowi i nerwom - Ty też bądź dzielna!

      Usuń
  13. Mój brat urodził się o 3 miesiące za wcześnie,ważył zaledwie 1kg potem spadła mu waga do 500g,urodził się z wieloma chorobami, gdyby nie lekarze w Instytucie Matki i Dziecka to nie chce myśleć co mogło być.Lezal z 3 miesiace.Teraz jest 14 letnim,zdrowym chłopcem;) bardzo dobrze że powstał taki program.idealnie ukazuje co przechodzi rodzina po narodzinach wczesniaka i przedewszystkim ludzie dowiadują się,że jednak są takie porody.Może dzięki temu zaczną o tym mówić,bo wiele ludzi nie zdaje sobie sprawy,że niestety dzieci rodzą się wcześniej.

    OdpowiedzUsuń

Trojaczki. Polub nas na Facebooku!