31 maja 2015

Poroniłaś czy rodzisz?


Sala 7 osobowa. 5 ciężarnych, 2 kobiety z poronieniem. Na kolejnej sali też leży dziewczyna po pierwszej dawce tabletek na wywołanie..  Już widzicie absurd? Duże brzuszki, bijące w KTG tętna dzieci, rozmowy tylko na jeden temat i one.. kobiety które straciły szczęście, płaczące w poduszkę z bezradności, opłakujące stratę, krzyczące w sobie z nienawiści do losu, zwijające się z bólu po zabiegach lub czekające "aż samo się stanie". 

Co ona tu robi?

Byłam w szoku, kiedy taka sytuacja miała miejsce po raz pierwszy. Byłam w totalnym szoku. Spytałam nawet położną dlaczego tak absurdalna sytuacja ma miejsce? Podobno NFZ nie zwraca kasy za pacjentki z poronieniem, położone na innych oddziałach niż patologia ciąży. Poronienie traktowane jest jak patologia. Na równi z cukrzycą czy cholestazą. Paranoja.

Ja nie trafiłam na oddział po poronieniu. Nie musiałam być hospitalizowana. Nie miałam pojęcia że tak właśnie jest. Nigdy o tym nie słyszałam. Kolejny temat tabu o którym się nie mówi?

Współczułam. Z całego serca im współczułam. Każdej z osobna. Każdej dziewczynie, każdej kobiecie która trafiła na naszą salę. Współczuje każdej kobiecie która musiała to przejść.

Terror psychiczny 

Próbowałam wyobrazić sobie co czują. Rozumiałam je trochę lepiej niż inne ciężarne które nigdy nie doświadczyły straty. Wiedziałam że jedyne czego chcą to odciąć się od tego wszystkiego. Zamknąć się w swoim świecie. Nie widzieć, nie słuchać, nie rozmawiać, wyjść i nie wracać. Musiały to przetrwać. Musiały wytrzymać ten dzień czy dwa aż będzie po wszystkim. Oferowana jest pomoc psychologa. Przez 2 miesiące pobytu - żadna z kobiet nie chciała z niej skorzystać...

Co jest ważniejsze?

Dobro pacjentki czy kasa? Na oddziale jest masa składzików, pokoików. Czy nie można zagospodarować jednego pomieszczenia na rzecz stworzenia salki dla takich kobiet? Wystarczy łóżko. Nic więcej. Remont oddziału gdzie leżę ma ruszyć w przyszłym roku. Mam nadzieję że ktoś w końcu pomyśli o kobietach które spotyka taka tragedia. Położne, personel - do rany przyłóż. Wspiera, pomaga - ale warunki.. to one dają w kość. 
Dlaczego nie można tych pacjentek kierować na ginekologię? W niektórych szpitalach tak jest. Leżą z kobietami po różnych zabiegach, nie słyszą tętna, nie widzą brzuchów. Leżą i próbują poukładać życie od nowa...

Szukając historii do postu trafiłam na kilka wyznań kobiet, które przyprawiły mnie o dreszcze. 

Pierwszą jest szczere wyznanie Matki Prezesa. Wyznanie o tym jak narodził się Prezes. O tym jak nie było dla niej miejsca, w jakich warunkach musiała czekać na poród, co się z nią działo, jak traktowano... O jej koszmarze przeczytacie TU

Innych przykładów nie brakuje! Na szczęście można trafić na te pozytywne. Oddzielne sale. Współczucie, empatie. Oby wkrótce było to standardem, nie wyjątkiem. 

"ja w 3 miesiącu trafiłam na wywołanie poronienia,obok leżała dziewczyna z ktg... więcej pisać chyba już nie muszę"

"Gdy byłam w 6 miesiącu ciąży leżałam kilka dni na patologii ciąży,leżała ze mną kobieta również w ok. 6-7 m-cu ciąży i na drugi dzień przyszła do nas dziewczyna,która właśnie poroniła,po ok. godzinie przyszła pielęgniarka zrobić nam ciężarnym KTG i powiem Wam,że z jednej strony cieszyłam się że słyszę bicie serduszka mojego synka,a z drugiej strony było mi przykro że tamta dziewczyna leżała pomiędzy nami i widziała nasz uśmiech w chwili badania.Po kilku minutach przyszedł do niej lekarz pytając czy wszystko w porządku...chyba pytanie nie na miejscu.Uważam,że kobiety po poronieniu nie powinny leżeć w pokojach z ciężarnymi bo szczęście z tragedią chyba nie da się połączyć. Pozdrawiam"


"To zależy od szpitala. Kiedyś w Rybniku leżało się z takimi kobietami, teraz gdy ciąża zagrożona to kobietę kładą na ginekologię niezależnie od tygodnia ciąży. W Żorach natomiast patologia, ginekologia i położniczy jest jako jeden oddział. Kobiety po wycięciu macicy leżą z ciężarnymi to dopiero masakra."

"Leżałam w szpitalu w Bydgoszczy na patologii z martwą ciążą i wywoływanym poronieniem z kobietami w ciąży.Również po zabiegu,były też inne kobiety z poronieniem na sali i te w ciąży musiały patrzeć na naszą tragedię a my na ich nadzieję.Psychologa nie widziałam,nikt nie pytał i nie proponował pomocy."
Źródło powyższych wypowiedzi - tu


"Pojechałam do szpitala i stwierdzili, że nastąpiło poronienie samoistne. Było mi bardzo ciężko, na sali leżałam z dziewczyną do porodu i słuchałam bicia serduszka jej dziecka.Cieszyłam się, że z jej dzidzią wszystko ok,ale chciałam mieć swoją."
Źródło tu


"Co godzinę przychodzili do pacjentki w 8 m-cu, mierzyć tętno dziecka. Wyobrażacie to sobie?? Ja właśnie poroniłam, a oni sobie słuchają serca żywego dziecka."
"Byłam na ośmioosobowej sali, ktoś chrapał, ale najgorsze było rano. Przyjechały noworodki do szczęśliwych mam na karmienie."

"Najpierw dodatkowe USG (diagnozę musi potwierdzić co najmniej dwóch lekarzy), potem cztery godziny na sofie (korytarz oddziału ginekologiczno-położniczego), między salami i pokojami z rodzącymi kobietami i płaczącymi noworodkami. Później zabieg, a następnie słowa lekarza wykrzyknięte w stronę dyżurki: ”WYPUŚĆCIE TĘ DZIEWICĘ PO SKROBANCE DO DOMU”."

"Najpierw na izbie przyjęć za parawanem kobieta „prawie do porodu” w trakcie KTG, później cały dzień na korytarzu patologii ciąży, bo nie było miejsca… co rusz przechodziła jakaś pacjentka z brzuszkiem. A mi serce pękało z rozpaczy."
Źródło powyższych wypowiedzi TU

Gdy chcą rozmawiać, opowiadam im swoją historię. Poronienie w 5 tc. Złość, gniew, szok, niedowierzanie. Obrażenie na cały świat. Bunt! Walka o swoje szczęście. Długa walka zakończona sukcesem. Daję im nadzieję. Dużo nadziei. Mają potrójny dowód na to że warto, że trzeba, że się udaje! 


35 komentarzy

  1. Ja tak leżalam...Ja czekalam na zabieg, a na sali lezały ze mna dwie dziewczyny w ciazy, jedna na poczatku ciazy, druga gdzies w szostym miesiacu...Ja wyłam, a one same nie wiedzialy co maja robic, mowic cos do mnie, czy lepiej nie...Nikt mi nie zaoferował pomocy psychologa, jedynie tabletki nasenne po zabiegu, zebym lepiej spala........Dla mnie to byl koszmar, ale na szczescie w domu czekal na mnie 2 letni synek, wiec mialam po co żyć, do czego wracac i tego sie trzymalam...Kilka miesiecy pozniej znowy bylam w ciazy, na szczescie zakonczyla sie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama na początku nie wiedziałyśmy jak się zachować w stosunku do nowej pacjentki... Czekałyśmy aż pierwsza wyrazi chęć rozmowy. W takim wypadku nigdy nic na siłę.. Współczuję Ci bardzo, ja wiem co czułaś. Ja czekam na pozytywne rozwiązanie mojej historii :)

      Usuń
  2. Ehh polska ale dajesz super przykład!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że nie tylko w Polsce takie sytuacje się zdarzają...

      Usuń
    2. Niestety tylko w Polsce :( Ja przeszłam dwa poronienia. W Polsce leżałam na sali (dwuosobowej) z kobietą w 8-mym miesiącu

      Usuń
  3. Tak to wygląda w polskich szpitalach ;((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety:( Ktoś musi zrobić z tym porządek.. nie może być tak dłużej..

      Usuń
  4. ja miałam to szczęście w nieszczęściu, że położyli mnie na ginekologii :( nie musiałam patrzeć na brzuchy, słuchać ktg! psycholog - wcale się nie dziwię, że nie chciały. Ja też za drugim razem nie chciałam. za pierwszym skorzystałam i trafiła mi się siksa (przepraszam ale inaczej nazwać nie umiem) dopiero po studiach która próbowała mi wmówić, że jestem jeszcze młoda (miałam 27 lat ) i jeszcze będę miała dzieci. A co mnie to w tamtym momencie obchodziło! wtedy myślałam tylko o tym dziecku które straciłam :( eh bardzo bardzo ciężki temat. Od mojego drugiego poronienia minęło 8 lat, mam obecnie dwie córeczki tu na ziemi i dwóch synków u Aniołków. zawsze będę o nich pamiętać! i zawsze jak myślę o tamtych dniach to mam łzy w oczach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze że tak wspaniale podwójnie zakończyła się ta historia. Nie da się zapomnieć, czy o pierwszym, czy o piątym poronieniu. Bez względu na tydzień, historię, odczucia. To zostaje na zawsze...

      Usuń
  5. Dobrze,że porusza Pani ten temat. Też nie mogę pojąć tego absurdu. Leżałam na ginekologii czekając na poród po terminie,a obok mnie dziewczyna z poronieniem. Sala obok nas pusta,w innych pacjentki po różnych zabiegach. Wystarczyłaby odrobina dobrej woli i współczucia żeby rozwiązać to inaczej... Może jeśli paniusia jedna z drugą, siedząca na wysokim stołku,przeżyła taką tragedię,spojrzałaby na to z innej perspektywy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Ktoś kto to przeżył, inaczej patrzy na pewne sprawy. Współczuje, stara się pomóc. Mam nadzieję że już niedługo coś się zmieni...

      Usuń
  6. Dwa razy poroniłam i leżałam na patologii. Ból nie do opisania. Obok ciebie szczęśliwe kobiety, które będą miały maleństwa a ty bez niczego. W czasie tych pobytów modliłam się żeby jak najszybciej z tamtąd uciec. W tym miesiącu minie rok od mojej drugiej straty a od pierwszej 4 lata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję podwójnie.. Mogę sobie tylko wyobrazić co czułaś.. patrząc na reakcje dziewczyn, aż serce pęka.:(

      Usuń
  7. Ja lezalam tak po poronieniu:( Z dwoma dziewczynami w 6 miesiacach ciazy i z jedna w 9 miesiacu, ktorej robili co chwile ktg :( Tragedia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KTG często to najgorszy moment.. Słychać bicie serduszka u kobiety która leży obok i oczekuje swojego szczęścia. Obok kobieta której zawalił się świat..

      Usuń
  8. Nigdy nic nie komentuje ale to.musze. W 14/15 tyg ciąży leżałam na patologii 2 tyg. z silnym krwawieniem i skurczami. Sytyacja była beznadziejna. W tym czasie przez moją salę przewinęły się 4 ciężarne przychodzące w oczekiwaniu na poród i każda z nich przechodziła z mojej sali na porodówkę i wracała do domu z dzieckiem. Przez 2 tyg sluchałam ktg, bicia serc dzieci po kilka razy dziennie i rozmów na ten temst. Zazdrościłam brzuszków myśląc że ja takiego mieć nie będę i bojąc się wstać w nocy do toalety. Wszystko skończyło się dobrze i dziś jestem mamą ślicznego synka ale na psychice na pewni mi się to odbiło. Najwięksxym absurden jest dla mnie to że w tym samym szpitalu na tym samym oddziale były tez inne w ciąży zagrożonej i każda przechodziła to co ja...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami samo leżenie nie jest straszne, ale czynności. Słuchanie tętna, KTG, śmiech, widok brzuszków.. W takiej sytuacji jak Twoja musiało być Ci cholernie ciężko. Najważniejsze! Wszystko się dobrze skończyło:)

      Usuń
  9. Miałam to szcęście, że miałam sale tylko z osobami po poronieniach i takich jak ja z ciążami po za macicznymi, mimo tego ktg słyszałyśmy co chwilę... Jeśli chodzi o psychologa to nawet nam go nie proponowali a ja leżałam osiem dób. Jeśli chodzi o położne to wiele empati i pomocy od nich, ale już do lekarzy mam żal i samo wspomnienie o nich wywołuje łzy... Teraz minęło pół roku i zaczynamy walkę o dzieciątko i mamy nadzieję że teraz już będzie dobrze.m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam za Was kciuki! O widzisz, mało kiedy spotyka się takie sale.. Wiele zależy od personelu, lekarzy... Musicie szybko zapomnieć i patrzeć w przyszłość:*

      Usuń
  10. Tylko w Polsce taki brak taktu i ludzkiego traktowania. W Uk gdzie pracowałam dla kobiet w takiej sytuacji są specjalne pokoje poza oddziałem żeby nie słyszały i nie widziały innych ciężarnych i oczywiście szpital zapewnia pomoc psychologiczna od razu . Wstyd Polsko! Traktowanie nieludzkie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszające jest to, że w innych krajach już dostrzeżono problem i zmieniono ten absurd.

      Usuń
  11. z poronienie leżałam owszem na patologi ale na szczęście w sali z kobietą która przeżywała to co ja.....przez cały pobyt nie "dołożono" nam żadnej ciężarnej bo chybabym tego nie przeżyła. Dziś jestem szczęśliwą mamą i nie wyobrażam sobie przeżywać własnej straty przy czyimś szczęściu....

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak nie powinno być. To kosz

    OdpowiedzUsuń
  13. To koszmar. Ciągle pamiętam. Ta radość tych kobiet i jedna gówniara w zaawansowanej ciąży która co chwila papierosek, przekleństwa że jest w ciąży. I my. Obok mnie byla jeszcze jedna dziewczyna. Dobrze że miałyśmy siebie, bo nikt nie potrafil zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sledze Twoj blog od momentu jak dowiedzialas sie o ciazy trojaczej. Modle sie za Ciebie by wszystko bylo dobrze. My staramy sie z mezen o dzieciatko od 6-u lat. Ciesze sie ze piruszylas ten temat bo dla wielu jest to wciaz temat tabu... a to przeciez tez dzieci, dzieci na ktore czekalismy, ktorych pragnelismy. Sama az 2 razy przez to przechodzilam. Pierwsza ciaze poronilam w 12 t.c.-ciaza obumarla. Bardzo to przezylismy na szczescie moj lekarz przyjal mnie do szpitala w Niemczech gdzie pracuje noca i kilka godz po zabiegu moglam wrocic do domu i nie musialam patrzec na kobiety w ciazy i dzieci. Kolejny raz poronilam rok temu w 7t.c. na szczescie organizm sam sie oczyscil i nie musialam lezec w szpitalu. Moglam w domu wyplakac sie w poduszke i oszczedzic sobie cierpienia. Trudne jest to dla mnie ale dzieki temu doswiadczeniu moglam byc wsparciem dla kobiet ktore przechodzily to samo. Duzo czasu mi zajelo zanim przebaczylam Bogu, sobie za to co sie stalo. Wiem tylko ze mamy dwoje dzieci w Niebie, ktore kiedys wyjda nam na spotkanie. Dzis szczegolnie mysle o nich i wierze ze pewnego dnia jeszcze bedzie mi dane przytulic nasze dzieciatko tu na ziemi. Zycze Ci pokoju w Twoim oczekiwaniu i aby urodzily sie zdrowe i wynagrodzily Wam to oczekiwanie:-) Sciskam Marzena

      Usuń
    2. Też Marzenko miałam taki bunt w sobie. Za co? Czemu ja? Dlaczego? Pytania padały w duszy bardzo często. Byłam zła na Boga, na cały świat.. Życzę Wam abyście jak najszybciej tulili w ramionach swoje maleństwo :*

      Usuń
  14. Aga, gratulacje! poruszasz niezmiernie ważne tematy... bardzo trudne. lecz należy o tym mówić... każda z nas, która przez to przeszła czuje dzięki temu wsparcie i otwiera się na rozmowę, której unika się od długiego czasu...

    dziękuję Ci!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O trudnych tematach ciężko się rozmawia. A trzeba, bo to jedyna opcja żeby zaczęło się coś zmieniać!

      Usuń
  15. Kochana, a najgorsze jest to, że po takim zabiegu wieczorem wychodzisz ze szpitala dostajesz 2 dni wolego i na 3 dzień każą iść normalnie do pracy. Ja tak miałam, a jak poszła do lekarza o przedłużenie zwolnienia bo nie czułam się na siłach to usłyszałam "Pani Justyno wracamy do życia, nie ma co się nad sobą użalać" Jako swoją terapię utworzyłam bloga Zaplanowana Mama i tam się wypłakałam a teraz planuję kolejną ciąże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo szybko wróciłam do codzienności. Taki znalazłam sposób na poradzenie sobie z tą sama sytuacją. Odcięłam się totalnie. Nie chciałam o tym myśleć, rozmawiać. Nic... Zero... Praca i blog były la mnie ucieczką..

      Usuń
  16. Ja nie poronilam ,urodzilam ale dziecko mi zabrali na oiom do innego szpitala bo bylo w stanie krytycznym w nocy bylam sama na sali , a pozniej dowiezli mi 5 kobiet wszystkie z dzieciaczkami :( jak zapytalam sie poloznej co mam zrobic zeby miec pokarm , a ta powiedziala mi wszystkich ze pokarmu miec nie bede bo nie mam dziecko, zalalam sie lzami i wypisalam na wlasne zyczenie , koszmar :( Aga

    OdpowiedzUsuń
  17. Moja ciotka urodzula zdrowego chlopaka 4 kg. Polozyli ją w sali z kobietą która godzinę wcześniej urodziła martwe dziecko... koszmar dla jednej i drugiej. Masakra....

    OdpowiedzUsuń
  18. ja tez poronilam,nikt nie powiedzial ze psycholog w szpitalu istnieje a po zabiegu minely dwie godziny i puscili mnie do domu !

    OdpowiedzUsuń
  19. U nas na szczęście choć miasto małe i na całej ginekologii 2 sale, to jedna sala jest cała dla kobiet w ciąży, a druga dla pań po zabiegach, no chyba, że miejsc nie ma to kładą ciężarne z tymi innymi paniami, ale jak miejsce się zwalnia to od razu je przenoszą. I to jest moim zdaniem w porządku.

    OdpowiedzUsuń

TOP