27 października 2014

4 miesiąc leczenia w klinice - co dalej ?

Plan był taki. Wizyta w niedzielę, zastrzyk z OVITRELLE i działamy. Życie jednak lubi płatać figle..



Naszego profesora nie było, zastępowała go Pani profesor, właścicielka kliniki. Super babka. Taka na luzie, wesoła. Dzięki temu że karty pacjentek mają w komputerze, od razu wiedziała co i jak. Nie było konieczności opowiadania od początku całej historii leczenia.

Patrzy w ekran i czyta. Nagle zwraca się do męża:

- O, wrócił Pan.
- Yyy tak.
- Nigdzie się Pan nie wybiera?
- Nie, już na razie nie.
- Właśnie czytam notatkę profesora z ostatniej wizyty. "Pęcherzyki idealne, endometrium idealne.. tylko męża na miejscu brak" ;)
I wszyscy w śmiech.

USG i co? Tym razem nie tak kolorowo. Pęcherzyki małe, nie ma jednego dominującego. Endometrium cieniutkie. Dostałam inne zastrzyki na kolejne 3 dni. Cena w aptece nas zabiła, mimo refundacji.. ale cóż. Mam nadzieję że pomogą! W środę kolejna wizyta - mam nadzieję że tym razem się uda!

Rozmawialiśmy też o ewentualnej opcji dalszego leczenia. Jeżeli ta terapia nie przyniesie oczekiwanego rezultatu - czas na inseminacje.

Mąż w tym momencie zrobił wielkie oczy. Pani profesor widząc jego reakcję zabrała się za tłumaczenie. Tłumaczy co i jak. Że w pierwszej kolejności hoduje się piękne pęcherzyki. Potem z nasienia wybiera się najlepsze żołnierzyki, żyjące, odrzuca martwe razem z wirusami, bakteriami i wstrzykuje do macicy. Mąż na to:
- Aaa znaczy takie plemniki z nitro doładowaniem!
- Dokładnie!

Przed nami kolejne stresujące dni, kolejne 14 dni oczekiwania, kolejny werdykt losu...

28 komentarzy

  1. wiadomo ze sie uda i nie ma innej opcji :) Pani profesor widac że super babka :) ten wpis co czytała mnie tez powalił :) fajnie jak jest luźna atmosfera bez spięcia i nerw :)
    Walczak Kinga

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lepiej spróbować Naprotechnologii pod fachowym okiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawialiśmy się nad tym, ale na razie nie będzie to dobrą opcją. Poza tym przy naszym zwariowanym i nieregularnym trybie życia ciężko byłoby prowadzić skuteczne obserwacje chociażby temperatury.

      Usuń
    2. NaProTechnologia nie polega na badaniu temperatury, analizuje się tylko śluz! Byłoby taniej, bardziej ludzko (inseminacja - brrr)... PS Trzymam kciuki!

      Usuń
    3. Wiem wiem, ale u mnie jeszcze jest problem pscos.. i to wiele zmienia. Na razie myślę że to co mamy teraz pomoże, musi :)

      Usuń
    4. Nie z takimi problemami NaPro sobie radzi! Gdyby nie pomogła aktualna kuracja, rozważcie.

      Usuń
    5. Aniestety Napro dziala tylko u osob bez zabuzen owulacji. Ja sie leczylam Napro 3lata i ppo tym czasie dopiero mi powoedzieli ze od 3 lat nie mam owulacji i nic z tym nie zrobia. Takze szkoda kasy I czasu jesli wiecz ze masz problemy z owu.

      Usuń
    6. A tak nawiasem... co jest nieludzkiego w inseminacji???

      Usuń
    7. Też właśnie czytałam że przy zaburzeniach owulacji ta metoda nie jest skuteczna. W moim przypadku bez stymulowania pęcherzyków nic nie będzie.. dlatego trwam przy tej metodzie. Mimo że jestem katoliczką, praktykującą jak będzie trzeba in-vitro - dla mnie to żaden problem. Zostaje jeszcze adopcja.

      Usuń
    8. Gadacie głupoty w dwóch kwestiach. Zaczęłam obserwację modelem Creightona jeszcze przed ślubem, dzięki czemu dość szybko dowiedziałam się od instruktorki i mojego lekarza, że NIE MAM OWULACJI. Być może Pam prowadzili niekompetentni instruktorzy lub lekarze. Dostałam hormony, kilka miesięcy leczenia i od 5 tygodni jestem szczęśliwą mamą. Druga kwestia - niestety, albo ktoś jest katolikiem i przyjmuje naukę KK w całości (czyli odrzuca invitro), albo niech się nie określa mianem katolika.

      Usuń
    9. Każdy ma prawo wyboru metody leczenia jaki jej odpowiada. Czy invitro, czy leczenie hormonami, inseminacja czy napro.
      Nie podważaj mojej wiary! Jestem katoliczką z krwi i kości, ale mam prawo świadomie mieć własne zdanie o invitro. Jeżeli to będzie jedyna opcja na poczęcie dziecka, zgodzę się na to, ochrzczę je w kościele i będę wychowywać zgodnie z wiarą.
      Co lepsze jakiś rozwód przez to że małżeństwo nie może mieć dziecka i się rozstaje (ślubując wcześniej przed Bogiem) czy lepiej mieć dziecko z invitro?
      Chyba jasny i prosty wybór!
      A poza tym jako anonimowy komentator możesz pisać co chcesz, wypadałoby się przedstawić;)

      Usuń
    10. Przykro mi, ale sama siebie oszukujesz - albo przyjmuje się naukę Kościoła Katolickiego w całości, albo wcale. Ja rozumiem, że to wygodne, ale nie ma sensu tworzyć fikcji i siebie uspokajać. Dojrzałe małżeństwo nie rozstaje się przez niepłodność czy bezpłodność (w KK nie istnieje pojęcie rozwodu), ale potrafi ten stan rzeczy przyjąć i zaakceptować, a katolickie małżeństwo nigdy nie wybierze opcji niemoralnych na poczęcie. Dziecko nie powinno być przedmiotem zachłannego pożądania ani efektem kompromisów (rozwód czy invitro)?

      Usuń
    11. Zakończ temat mojej wiary i umoralniania. Pozdrawiam:)

      Usuń
    12. Istnieje coś takiego w naszej wierze jak upomnienie braterskie, do których jesteśmy wszyscy wezwani. Jeśli widzę, że moja siostra w wierze - czyli Ty - błądzi i lekceważy sobie naukę KK w kwestii płodności, to mam obowiązek zwrócić jej uwagę, że robi źle i tę naukę przypomnieć, więc się nie złość ;)

      Usuń
  3. A coś na wzrost pęcherzyków nie dostajesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Puregon i teraz przez 3 dni 50 jednostek Gonalu.
      Niech rosną moje maleństwa:)

      Usuń
    2. Ja dostawałam clostilbegyt i potem też Ovitrelle na pęknięcie i udało się w pierwszym cyklu z Clo. Wcześniej też nic.. Nie wiem czy ten puregon to działa podobnie, ale może warto spróbować coś innego..

      Usuń
    3. Nam po Clo i Ovitrelle nie udało się przez 2 cykle. Dlatego teraz puregon przyjmuję.

      Usuń
  4. Ta twoja naprotechnologia wielka to nic innego niż monitorowanie cyklów miesiączki. Ma tylko taką nazwe aby wszystkie "katolickie" środowiska miały alternatywę dla "nieludzkiego" wg ciebie in vitro. A badać śluz to może twój partner w domu i nie trzeba wyrzucać na takie "badanie" pieniędzy w błoto!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie pieniądze w błoto, a ja właśnie patrzę na śpiącego obok maluszka. Koszty nieporównywalnie mniejsze niż leczenie w klinikach czy invitro. Kompetentny instruktor w połączeniu z kompetentnym ginekologiem potrafią zdziałać cuda.

      Usuń
    2. Kogo nie stać na leczenie w klinice to się nie leczy. Kogo stać, to się leczy. Każdy ma wybór metody leczenia. Nikomu w portfel nie zaglądajmy.

      Usuń
    3. Sama wiele razy piszesz o "wysokich cenach", nawet w powyższym poście.

      Usuń
    4. Bo takie są, ale na to mnie stać więc się leczę.

      Usuń
  5. Aga, może inseminacja nie jest najprzyjemniejszą metodą poczęcia, ale zawsze liczy się efekt. Mając tak fajnego męża wiele można przeżyć ;-) Powodzenia :-*

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję Ci dziecka. No i tu się różnimy bo dla mnie in vitro to kolejna szansa dla ludzi którzy nie mogą mieć dzieci. Są problemy którym nawet napro nie pomoże. Powiedz mi w czym jest gorsze dziecko z in vitro od tego poczętego "metodą" napro? Widzisz, a ja wyrzuciłam pieniądze w "błoto" w tej "nieludzkiej" klinice na leczenie siebie, nie planując dziecka. Jestem w 26 tygodniu ciąży nie żałuje żadnej złotówki tam wydanej. Prowadzę tam ciąże i będę tam chodziła. A jeśli nie podoba Ci się to że Pani Aga pisze tu o wysokich kosztach to po prostu nie czytaj tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie dobrze, trzymam kciuki! Koleżanka też się leczyła, miała jakieś zastrzyki i w sierpniu urodziła synka :) Także głowa do góry! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana! Obserwuję Twój blog od niedawna, a dzisiaj wpadłam właśnie na ten wpis. Moja historia była bardzo podobna do Twojej- szczęśliwa kobieta, żona ale niestety nie mama:( o dziecko staraliśmy się jakiś rok i stwierdziliśmy że może coś jest nie tak więc trzeba by się przebadać.Mąż zrobił badania, ja poszłam na kontrolne usg. Diagnoza lekarza była porażająca: mąż bezpłodny a u mnie jeden jajnik przyklejony do sciany macicy, a na drugim cysty. Nie muszę chyba opisywać tego co czułam. Powtórzyliśmy wyniki męża(okazało się ze wyszły ciut lepiej), ja dostałam masę hormonów, zastrzyki w brzuch, zrobiłam mnóstwo badań i rozpoczęliśmy leczenie i obserwację cyklu. Decyzja była taka:inseminacja jedyną szansą. Gdy po trzeciej zobaczyłam na teście 2 kreski płakałam jak dziecko(nawet teraz na samo wspomnienie płaczę:)) Teraz jestem mamą rocznego brzdąca i powiem Ci tyle: nie trać nadziei!!! A jeśli chodzi o pieniądze to rzeczywiście wszystko kosztuje baaaardzo dużo począwszy od leków skończywszy na samej inseminacji. Ale warto, naprawde warto! Trzymam kciuki,żeby Tobie też się udało!

    OdpowiedzUsuń

TOP