17 września 2014

Jak żyć po poronieniu?

Minął rok. Rok od wydarzenia które odmieniło mnie jako kobietę, matkę... Rok, zajęło mi oswojenie się z myślami i emocjami po poronieniu. Po roku czuję, że mogę zacząć o tym rozmawiać. 


Jak żyć po poronieniu?

Ja uzbroiłam się w pancerz! Wraz z przekroczeniem progu szpitala wyparłam z siebie wszystkie myśli o ciąży i poronieniu. Nie chciałam o tym rozmawiać.
Napisałam smsa do wszystkich którzy wiedzieli... Mama się popłakała, przytuliła i powiedziała że następnym razem się uda. Rodzina współczuła, zapewniała że będzie dobrze.. przecież musi być. Mąż zabrał mnie na drugi koniec Polski po to by przestać się zadręczać. 


Pomogło? 

Pół dnia wymiotowałam. Tłumiłam w sobie tą złość, rozpacz! Chciałam wykrzyczeć całemu światu jak cierpię! Zadawałam sobie setki razy pytanie "dlaczego to przytrafiło się nam"? Przecież tak bardzo pragniemy mieć dziecka.

Dlaczego my.. dlaczego ja?

Pamiętam jak w drodze do szpitala na komórce wyszukiwałam informacji czy krwawienie w 4/5 tygodniu to poronienie czy coś innego. Czy taki objaw zwiastuje tylko jedno. Czy po krwotoku ciąże da się uratować.. Wmawiałam sobie że będzie dobrze! Wyrok był jednoznaczny. Nie dał nam nadziei na dziecko. Poroniłam. Pierwsze pytanie jakie pojawiło się w mojej głowie "co zrobiłam źle?". Jeszcze nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie, pewnie już nigdy nie znajdę na nie odpowiedzi.

Teraz w rozmowach przyznaję się do poronienia. Kiedyś nie przychodziło mi to nawet na myśl. Na tyle oddaliłam os siebie tą myśl, że nie istniała w mojej głowie. Czasami w rozmowach pada pytanie "Dlaczego poroniłaś?". Uginają mi się wtedy nogi. Jak można zapytać kobietę o coś takiego? Na 99% poronień - nie ma odpowiedzi. Stało się. Po prostu. Pytania tego typu automatycznie powodują doszukiwanie się przyczyny! Nie tędy droga..

Co mogę powiedzieć z perspektywy kobiety która poroniła? Nie pytajcie o nic. Minie czas, emocje opadną, złe myśli pójdą w siną dal.. będzie czas na rozmowy. Nigdy nie pytajcie "dlaczego?". 



59 komentarzy

  1. Bardzo, bardzo współczuję, ale trudno nie pytać, bo nic nie dzieje się bez powodu. Czy od razu po pozytywnym teście zbadałaś progesteron, TSH, czy wcześniej lekarz nie wskazywał na możliwe problemy z zagnieżdżeniem? Albo przed staraniami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przed staraniami robiłam na własną rękę wszystkie badania. Wszystko było w normie..

      Usuń
  2. Pamiętam jak wymyślałam setki przyczyn, które doprowadziły do straty dziecka. Świat się zawalił i dla mnie dopiero kolejna ciąża była wybawieniem, które po części pozwoliło mi się rozliczyć z tym co się stało. Aniołka zapamiętam na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że i u mnie tak będzie. Zapewne kiedy wezmę pierwszy raz na ręce moje dziecko - rozliczęsię z przeszłością...

      Usuń
  3. 8 tygodni chodziłam, w pełni przekonana że urodzę dziecko
    Na drugiej wizycie niestety usłyszałam coś czego się nie spodziewałam...
    http://www.mamadiabelka.pl/przemyslenia/puste-jajo-czyli-ciaza-ktora/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam Natalko:( nie wyobrażam sobie co musieliście przezywać.. :( Najważniejsze że zostaliście wynagrodzeni :***

      Usuń
  4. W tym tygodniu to była ciąża biochemiczna, bardzo często się to zdarza a kobieta nawet nie wie że była w ciąży. Ja też miałam takie poronienie ... jest straszne ale gorsze jest kiedy już widzimy dziecko, bijące serce i wtedy je tracimy ;( Potem przy kolejnej ciąży dostaje się paranoi ja bynajmniej tak miałam, odliczałam każdy tydzień sprawdzałam co godzinę czy nie ma krwi czy wszystko ok....
    Niestety już teraz zawsze będziemy o tym pamiętały kiedy przy kolejnej ciąży zapiszą nam ciąża DRUGA poród pierwszy... Na pewno wam się uda i nie napisze żebyście o tym nie myśleli bo to bzdura nie da się nie myśleć... Ja liczyłam każdy dzień i robiłam testy ciążowe codziennie...W każdym kolejnym cyklu do końca miałam nadzieje.. aż się udało!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, najgorsze jest to że przy kolejnej ciąży boisz się jeszcze bardziej. Ta okropna myśl jest cały czas w głowie, strach i nadzieja żeby było dobrze..

      Usuń
  5. Też to przeżyłam, dość niedawno.. to najgorsze co mi się w życiu przytrafiło..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( juz niedługo będziemy się cieszyć maleństwami ;**

      Usuń
  6. Oj tak :( Pewnie gdybym się nie starała, nawet nie wiedziałabym że jestem w ciąży... Zrobiłam test z krwi i Beta wyszła pamiętam 75! Jaka radość !! Udało się !! Mąż pierwsze co zadzwonił do rodziców pochwalić się że będą dziadkami...Wszyscy się cieszyli ;( Potem pojawiło się plamienie, dostałam leki i miałam leżeć ...na początku było brązowe więc była nadzieja że ciąża się utrzyma jednak pojawiła się czerwona krew! Szpital... tam zrobili test i wyszło że beta jest już 72 ...Zamiast wzrosnąć spadała ;( ;( ;( Podniosłam się! Wtedy wiedziałam, że przynajmniej się udaje, że mogę zajść w ciąże a jak będzie trzeba będę leżała 9 miesięcy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poronienie jest najgorszym co może przydarzyć się kobiecie która stara się o dziecko. Ale z perspektywy czasu starań - przynajmniej wiadomo że można w ciążę zajść.. trzeba walczyć dalej i starać się z całych sił:))

      Usuń
  7. Bunt, szok, zlosc..ale teraz po 4 mies. Chyba depresja.. Zamiast byc lepiej, jest coraz gorzej.. Partner nie daje mi nadzieji, nie chce sie starac, choć mamy po 34 lata, i doktor dal zielone swiatlo. Po stracie dzidzi, stracę teraz jego..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie stracisz, musicie szczerze pogadać. Oderwać się na chwilę od starań - zapewne tak bardzo jak Ty chce zostać tatą:* Trzymam za Was kciuki ;**

      Usuń
  8. 2 razy poronilam, raz pusta ciąża, teraz 2 miesiące temu ogromny krwotok, ze myslalam ze stracę Dzidzie, jestem w ciazy zagrożonej, leze do konca roku.. Mam dwójkę wspaniałych dzieci, ale nigdy nie zapomnę, co przeszłam i przechodzę nadal, było ciezko i jest kiedy wspomnę te trudne i smutne chwile.. Dobrze, ze o tym piszesz, ja ukrywałam te przeżycia 5 lat, ale teraz po ostatnim cierpieniu i strachu o Maleństwo nie wytrzymałam i napisalam na blogu swoją historie.. Trzymaj sie mocno, my kobiety jestesmy silne, mimo, ze wiele nas spotyka, nie rozmawiamy o tym, choc wtedy byloby łatwiej, lżej przez to przejść.. Zycze duzo zdrowka. P.S. Na kiedy masz termin?

    OdpowiedzUsuń
  9. Przrpraszam, myslalam, ze jestes w ciazy, trafiłam na Ciebie przypadkiem przez #mamacoffee. Zycze Wam powodzenia i trzymam kciuki! Zapraszam rowniez do mnie w wolnej chwili! :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emi, jeszcze nie jestem, ale na pewno już niedługo! Życzę Wam dużo zdrówka!!!

      Usuń
  10. bardzo mi przykro, że przeżyłaś stratę Maleństwa. nie życzę tego żadnej kobiecie:( ja w zeszłym roku poroniłam 2 razy. do dziś nie dostałam odpowiedzi. i już nie dostanę. to był cios. najgorsze, że zanim zaczęlismy sie starać, dużo chodziłam po lekarzach, bo od zawsze miałam nieregularne @, musiałam brać różne leki. kilku lekarzy nie widziało co mi dolega, a tylko leczyli objawy. dopiero po drugim poronieniu trafiłam do kolejnego lekarza, który postawił diagnozę. teraz jestem w ciąży. boli, gdy za każdym razem wspominane jest, że ciąża 3... jestem w 10 tygodniu. do tej pory wszystko dobrze, oczywiście mam leki na podtrzymanie i jeszcze coś dodatkowego, jestem na zwolnieniu. ale czekając jeszcze 3 tygodnie na kolejne usg popadam w paranoje. mam koszmary, że dostaję krwotoku. ciągle pytam męża czy na pewno dzidzia rośnie. nie mam wymiotów, jakiś silnych mdłosci. a bym chciala, upewnialoby mnie to ze ciąża się dobrze rozwija. każda kolejna ciąża niesie ze sobą ogrom lęku. jeszcze boję się planować, czasem myślimy, gdzie łózeczko postawimy itp. to szybko ucinam, mowiac, za wczesnie. nie rozpowiadamy wszystkim. wiedza nie liczni. potem pytania, rozmowy są zbyt trudne. mam nadzieję, że tym razem będzie dobrze. jestem dobrej myśli, ale lęk się pojawia... trudno się cieszyć ciążą. gdybym mogla, na usg chodzilabym codziennie... Jestem osobą wierzącą. modlę się codziennie do Św. Dominika. to jest patron kobiet ciężarnych i starajacych się, szczegolnie gdy sa problemy. poszukajcie informacji o Pasku Św.Dominika. ja się modlę tym razem do Niego. od maja. myślę, że zajście w ciąże to w dużym stopniu Jego zasługa, Jego pomoc. Jeśli któraś z Was wierzy, myślę, że warto. ja dzięki temu jestem spokojniejsza niejednokrotnie. ale oczywiście każdy ma prawo do swego zdania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za komentarz.. mam nadzieję że wszystko będzie dobrze!! Już po raz kolejny słyszę o tym pasku św. Dominika - muszę poczytać!:*

      Usuń
  11. jeszcze dodam, 15.10.2014 jest Dzień Dziecka Utraconego. Dzień naszych małych ANiołków.

    OdpowiedzUsuń
  12. ja poroniłam 30.09.2014. Miałam małe plamienia 10.09 - od razu gdy to zauważyłam zgłosiłam się do mojego lekarza. Było to w okresie kiedy miałaby wystąpić kolejna miesiączka. Kobiety przecież mają plamienia nawet do 3 miesiąca ciąży. U mnie był wtedy poczatek 7 tygodnia. Dostałam luteinę na podtrzymanie i usłyszałam że "płodzik jest mały ale trzeba mu trochę pomóc i bedzie wszystko dobrze"... otrzymałam też zwolnienie z pracy ... nie leżałam plackiem bo takiej informacji nie dostałam. Plamienia były tak małe, że nie myślałam że mogą zwiastować co tak strasznego.... ustały po 3 dniach. Na wizycie 30.09 okazalo się ze moj dzidzius zyl jeszcze tylko kilka dni. Nigdy nie zapomnę słów : nie mam dobrych wiesci - brak akcji serca. przeciez 10.09 serduszko bilo i nie mialam zalecen zeby lezec a kolejna wizyta dopieo za 20 dni! nie przeczuwalam ze to moze sie stac... Tego samego dnia poszlam do szpitala - dostalam tableki na oczyszczenie dopochwowo, co nie pomogło. Potem druga dawka i stalo sie. Oddalam moje malenstwo pielegniarce. potem widzialam jak bylo juz w sloiczku. Na domiar zlego wszystko sie nie oczyscilo i dostalam trzecia dawke leku. Zostalam wypuszczona do domu juz drugiego dnia. Dzis nie chce mi sie wstawac z lozka, nie mam sil do zycia. Patrze na ostatnie zdjecie USG i nie moge w to uwierzyć ... Czemu akurat mnie to spotkalo? tak chcialam byc mamą;( Wszystko zmienilo sie w jedej sekundzie. Mam ogromny zal do siebie ze nie lezalam przez caly czas. Oszczedzalam sie ale widocznie za malo. Mysle ze moje Maleństwo mogło zyc. Teraz nic nie jest w stanie wypelnic pustki w moim sercu. Czuje, że stracilam to co najwazniejsze w moim zyciu... Ciagle mysle, ze cos zrobilam zle, ze nie dalam z siebie wszystkiego. Wiem ze przy kolejnej ciazy bede vardziej uwazna i bede chodzic na wizyty nawet co tydzien jesli bedzie taka potrzeba.... teraz juz wiem ze jakis czas temu przestaly mnie bolec piersi i juz wtedy moglam sie domyslec a ja zylam wciaz ze swiadomoscia ze wszystko jest dobrze. Życie jest takie niesprawidliwe - tak sie modlilam zeby Dzieciątko było zdrowe a tu cios prosto w serce. Boje sie kolejnej ciazy... wiem ze zaczne sie starac o kolejnego Maluszka jak tylko dostane zielone swiatlo od gnekologa. Oczywiscie zmienie lekarza i poprosze o zwolnienie jak tylko zajde w ciążę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając to wyłam jak dziecko:( bardzo dobrze Cię rozumiem.. nie potrafię sobie wyobraźić Twojego smutku, straty.. Każde poronienie jest ciosem prosto w serce, ciężko pozbierać się po stracie.. ja jestem już rok po poronieniu... dopiero teraz jestem w stanie normalnie funkcjonować, chociaż było ciężko.. bardzo :(
      Trzymam kciuki!!! Bardzo!! Wierzę że wszystko będzie dobrze :*

      Usuń
  13. A ja jestem po 3 poronieniach;( W 2010 roku urodziłam zdrowego synka, ciąża książkowa,poród po terminie. 2011 rok puste jajo płodowe, 2014 płód przestał się rozwijać w 7tc.Maj 2014. 2 kreski na teście, od razu luteina i jednocześnie radość i strach. Czekałam,aż będzie słychać serduszko. Usłyszałam, biło, widziałam jak dzidziuś szaleje w brzuszku. Jednak nadeszła ta koszmarna noc 26.08.2014. 20 tc. W nocy obudził mnie potworny ból brzucha. Za chwilę odeszły wody... W szpitalu lekarz praktycznie ręką wyciągnął mojego Synka. Nie żył już. Do dzisiaj noe wiem dlaczego??? Wyniki dobre, wg lekarzy jestem zdrowa. Tego bólu nie da się opisać. Żal, ból, łzy.....Do życia powrócił mnie mój czteroletni Synek. Któregoś dnia powiedział: " Mamo nie płacz,przecież ja tu jestem. Ja też nie chciałem, żeby Dominik urodził się za wcześnie. Dobrze,że ja nie urodziłem się za wcześnie"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca:( NIGDY !!!!! Współczuję Wam bardzo, nawet nie wiesz jak bardzo! To co przezywacie.. nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Miej dużo siły dla swojego synka..

      Usuń
    2. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca:( NIGDY !!!!! Współczuję Wam bardzo, nawet nie wiesz jak bardzo! To co przezywacie.. nawet nie potrafię sobie wyobrazić. Miej dużo siły dla swojego synka..

      Usuń
  14. Nie wiem czemu się katuję czytając te wszystkie komentarze. W niedzielę poroniłam w 6 tygodniu, 2 miesiące temu w 5tc, a dwa lata temu w 9tc. Mam cudownego rocznego synka (1trymestr z duphastonem i plamieniem, ale dalej ciąża książkowa), ale mimo wszystko teraz nie mogę się pozbierać. Wyję po kątach, rozklejam się jak widzę kobietę z gondolą lub brzuchem na ulicy. Nie wiem jakbym przeżyła to ostatnie poronienie jakby nie synek. Nie wiem jakbym przeżyła jakby to było w 20 tygodniu. Dla mnie najgorsze jest to, że wszyscy mówią, aby się nie przejmować i próbować dalej. Ale jak mam się nie przejmować?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały dzień myślałam co Ci odpisać, bo nie można tego ubrać w słowa. Nie na się nie przejmować, każda strata to strata dziecka:( 3mam mocno za Was kciuki żeby kolejnym razem już wszystko było dobrze!!!!

      Usuń
  15. Z meżem starałam sie klika ładnych lat o ciąże, kiedy po leczeniu i pierwszej inseminacji zaszłam w ciąże popłakałam sie ze szcześcia. To był cud. Drugie badanie w 7 tyg pokazało mi śliczna małą istotke z bijącym serduszkiem! Nudności ciągłe leżenie to nic w porównaniu do świadomości że ktoś tam sobie u mnie siedzi w brzuszku, wizyta w 10 tyg była jak grom, dzidziusia nie ma, akcji serduszka nieuwidoczniono... Płacz, niedowierzanie pytania dlaczego właśnie my... Nic nie zapowiadało tego nieszcześcia cały czas nudności, które jak sie później okazało były objawem rosnącego pecherzyka żółtkowego... Zabieg miłałam 30/01 najgorszy dzień w życiu, kiedy wydziera sie cząstke ciebie. Nie ma dnia żebym nie pomyślała nie płakała zastanawiała sie czy to był chłopiec czy dziewczynka... mój pierwszy dzidziuś... od lipca planujemy kolejne inseminacje, wierze że sie uda, że bedzie dobrze. A mój Aniołek zawsze bedzie w moim sercu...

    OdpowiedzUsuń
  16. Szanowna Panie,
    Jestem studentką Uniwersytetu Jagiellońskiego na kierunku położnictwo i piszę pracę magisterską na temat specyfiki opieki nad kobietą, która straciła dziecko. Zwracam się z uprzejmą prośbą o wypełnienie poniższej ankiety, który posłuży mi do opracowania powyższej problematyki, a wyniki badań przyczynią się do podniesienia jakości opieki w grupie pacjentek. Ankieta jest anonimowa, a uzyskane dane zostaną opracowane w formie zestawień. Uzyskane dane postaram się opublikować w czasopiśmie dla położnych, aby uwrażliwić tę grupę zawodową na problemy kobiet po stracie ciąży. Oto link do ankiety http://www.interankiety.pl/interankieta/f8285ef1a47d9cf02c1c939fcca578cf

    OdpowiedzUsuń
  17. Byłam w 12 tygodniu ciąży miałam kolejne usg na początku wizyty pani doktor pytala jak się czuje czy pracuje itp jak to zwykle.Wzięła mnie na fotel i kilka minut później caly świat mi się zawalił...miala poważną minę gdy patrzyła w monitor robiąc USG milczala widziałam ze coś jest nie tak wydrukowała zdjęcie pomyślałem chyba wszystko ok ale nie było po dłużej chwili uslyszalam Pani Magdaleno ciąża jest obumarla...
    Potem skierowanie do szpitala opowiadanie co mnie czeka itp...płakalam całą noc..na drugi dzien pojechałam do szpitala zrobili znowu USG znowu uslyszalam to samo trafiłam na oddział patologii ciąży dostałam tabletki poronne potem zabieg bo dostałam krwotoku wewnetrznego po 3 dniach wróciłam do domu...
    Nie da się opisać co się czuje i myśli...dowiedziałam się w szpitalu że mojemu dziecku serce przestało bić dwa tygodnie wcześniej w 10tygodniu
    Nie wiem jakiej płci było dlaczego tak się stało.. W szpitalu mówili że to nie moja wina..ale myślę cały czas co mogło się stać.. Nie mialam żadnych boli krwawienia goraczki niczego co mogło mnie zaniepokoic...
    Jutro minie tydzień od kad wyszłam ze szpitala...
    Za tydzień odbiore wynik badania histopatologicznego ale jak ppowiedziala pani doktor nie dowiem się raczej dlaczego tak sie stalo...

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie mialam bólu brzucha żadnego krwawienia nie czulam sie inaczej poszlam na 3 już wizytę w 12 tygodniu i uslyszalam wyrok ciąża obumarla.
    W szpitalu dowiedziałam się że serduszko przestało bić w 10tygodniu
    Nie było żadnego krwawienia więc dostałam tabletki kto to przeżył wie jak to po nich wygląda...potem zabieg...
    Widziałam moje dziecko na USG w 9 tyg widziałam jak bije mu serce i jego lekkie ruchy...
    Tydzien później już nie żyło...
    Nie znam płci nie znam przyczyny mysle ciagle analizuje co robilam w tym tym tygodniu gdy ono zmarło czy to moja wina ...
    Lekarze pocieszali ze nie moja ale z kad mam pewność?...
    Najgorsze jest to ze nie mogłam go pochować...
    Kupilam znicze żeby jakoś ...nie wiem sama co mam żal do siebie że odeszło tak jakbym go nie chciala . bo tabletki biorze się gdy dziecka sie nie chce ..ale wiem że nie mialam wyjścia nie dalabym rady żyć ze świadomością ze nosze martwe dziecko i czekać na krwawienie . ..
    Tylko nie wiem nawet gdzie zapalić znicz...
    Nie wiem jak żyć dalej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy! Nigdy nie można się obwiniać o to. Ja też analizowałam. Co robiłam, co źle zrobiłam, czy coś mogło do tego doprowadzić.
      Nie możemy się zadręczać! Trzeba szybko się podnieść i dążyć do spełnienia marzeń o dziecku.. to zawsze zostanie w nas.. niestety:(

      Usuń
  19. Ja właśnie jestem w szpitalu 5 tydzień i zaczęłam krwawi. Raczej nie mam już nadziei ze uratują moja dzidzia. Pisze to i ryczala jaj bobry. Najgorsze to ze jest noc i jestem sama jak palec. Moi bliscy nawet nie mają pojęcia ze to koniec. Jestem rozbita i nie chce mi się żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie myśl tak!! Ja trafiłam z krwawieniem w 13 tygodniu. Mówili mi że wszystko może się zdarzyć! i co? Mam trójkę wspaniałych dzieci. W 5 tygodniu serduszko jeszcze może nie bić. Najważniejsze to zaczekać ten tydzień, dwa aż będzie wiadomo. Z całego serca trzymam za Was kciuki !!!!!!!!!!!

      Usuń
  20. Jestem młodą kobietą , mam niecałe 19 lat 4 tygodnie temu dowiedziałam się że jestem w ciąży .... w piątek poroniłam , czuję się z tym fatalnie , bo nie od samego począku nie chciałam tego dziecka , mój chłopak w ciągu tych 4 tygodni zmienił się o 100% z typowego lovelasa stał się mężczyzna , dojrzałym mężczyzną , oświadczył mi się i obiecał że się ze mną ożeni . Zrezygnował ze studiów za granicą ..Nie mogę sobie z tym poradzić bo już pokochałam tą malutką fasolkę .Dziewczyny jak wy sobie radzicie z tym ?? Znacie jakieś fora gdzie mogę porozmawiac z kobietami o podobnych zdarzeniach losowych ? :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam mam 35 lat . od 10 lat staramy się o ciążę. Niestety tylko po zapłodnieniu in vitro mogę zajść w ciążę. Pierwsza ciąża 7 tydzień poronienie .druga ciąża transfer nie udał się. Trzecia ciąża 20 tydzień poronienie.Przez kazdą ciążę brałam dziennie po 30-20 tabletek dziennie. I tak nie pomogło przyczyna jest po stronie genów. Robimy z mężem badania genetyczne bo najprawdopodobniej któreś. Z nas jest nosicielem choroby . I stąd te poronienia . Dlatego czy się lezy czy bierze się ogrom tabletek nic nie pomoże. Jeżeli dziecko jest chore to i tak dojdzie do poronienia. Przez 10 miesiecy jezdziłam do różnych lekarzy i każdy mówił to samo. Że ciąża przestaje się rozwijac i dochodzi do poronienia ponieważ płód jest chory i jest to wina genów . i nie ma się co obwiniać bo takie niestety jest życie tak ma być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że los Was wynagrodzi za te wszystkie tragedie:(

      Usuń
  22. Pierwsza ciaza..zaskakujaco szybko. Zespol policystycznych jajnikow i ostrzezenia ze moze to zajac nam wiecej czasu niz innym parom. Ciaza 4 miesiace po slubie
    Nieopisana radosc,plany.. 5 tydzien piekny pecherzyk. 7 tydzien pol centymetra szczescia i bijace serduszko
    ... i od tego momentu jak sie okazalo przestal sie rozwijac.. 9 tydzien plamienia..chwila czekania az zacznie sie oczyszczac samoistnie..ale po tygodniu odpuscilam. Nie moglam czekac..nie mialam sil. Dokladnie 10 tydzien i szpital.. malego juz prawie nie bylo..zaczal sie 'wchlaniac'.. tak to ladnie nazywali..a on po prostu zaczal sie rozkladac.
    Tabletki na wywolanie..bol i placz..po 3 godzinach i tak pojechalam na zabieg. 4 godziny po uslyszalam ze juz jest ok..moge isc do domu.
    Bol..placz..zal..smutek..wszystko co najgorsze.
    Nie ma wytlumaczenia. Nie ma pocieszenia.. a co najgorsze..nie ma zrozumienia.
    Jak slysze..jestes mloda, zdrowa,bedziecie miec jeszcze duzo dzieci
    ale ja nie chce innych dzieci!! Nie chce zalepiac rany nowym dzieckiem.. nie chce slyszec ze bedzie dobrze.. teraz tez mialo byc dobrze i co ??
    Tak nie mialo byc..to sie nie mialo prawa wydarzyc..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak leżałam na patologii, było kilka przypadków dziewczyn które leżały na naszej sali.. na zabieg:( Boże, ile łez wylałam razem z nimi. Jedna tableteczka, druga i.. nie ma. Jedne przechodziły to dobrze, inne były jak cień. To bardzo niesprawiedliwe :(

      Usuń
  23. straciłam dziecko pod koniec 7 tc Mąż nigdy o tym nie chcial rozmawiac..nie wspolczul, nigdzie nie zabierał..poprostu mowil ze moze go wg nie bylo;( nie rozumialam tego zachowania teraz po roku mysle ze on poprostu wyparl ze swojej swiadomosci ta okrutna strate..Pomogla moja mama, wsparla mnie psychicznie dobrym slowem inaczej nie poradzilabym sobie. Oczywiscie skutkiem tej tragedii jest obecna depresja,ale walcze z nia i nigdy sie nie poddam! Moje dziecko nie chcialoby takiej slabej mamy;)Mysle ze patrzy na mnie i mojego meza z gory i ze kiedys zaswieci nad naszym domem slonce i nad naszymi przyszlymi dziecmi..na które byc moze sie kiedys w koncu otworze:) Trzymajcie sie dziewczyny i nie poddawajcie! Tylko my wiemy co czujemy i jak straszny jest to cios dla kobiety w ktorej szaleja w tym czasie nie tylko emocje ale i prozaicznie - hormony...["..Anonimowy - nie ma wytłumaczenia, nie ma pocieszenia"]zgadzam sie i nie ma slow ktore moga opisac co sie czuje ale ze swoim bólem musisz w koncu sie rozprawic raz na zawsze inaczej nigdy nie wyjdziesz z dolka..Plkakalam 2 tyg bez przerwy - pomoglo, za jakis czas bol (nigdy nie zniknie)ale sie zmniejszy. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  24. Witajcie, to mój pierwszy wpis na jakimkolwiek forum... Chciałabym podzielić się z kimś moimi przeżyciami ale mam wrażenie, że pisanie zajęłoby całą noc. Pięć ciąż a tylko jedno dziecko w domu, reszta... 8 tc, 15 tc, 23 tc i 16 tc. Nic nie pomaga... ani leżenie w domu ani leżenie w szpitalu dwa miesiące zakończone porodem w 23 tc - synek żył dwie godziny; miałam pessar, miałam szew, wszystko na nic. Zadaję sobie pytanie co ja takiego zrobilam, że życie mnie tak przeciągnęło? W czym jestem gorsza od kobiety, która ma dane cieszyć się kilkoma dziećmi w domu? Mam syna i dzięki niemu i dla niego wstaje rano, uśmiecham się, bawię z nim, żyję. Ale przychodzi noc, bezsenna,samotna, czuję się taka gorsza, porzucona, sama... słyszę bicie serduszka na UsG, widzę malutkie paluszki i śliczną buzię, chęć życia a tu już ani pęcherza ani grama wód płodowych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, nawet nie wiem co mam napisać:( To szok jak musi Ci byc cieżko. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Tyle aniołków:( Jedno jest pewne, musisz być silna i sie nie poddawać! Czasami wiara i nastawienie wiele daje, a na problemy z utrzymaniem ciąży na pewno znajdą lekarze rozwiązanie. Życzę Wam dużo zdrówka i szczęśłiwego zakończenia!

      Usuń
  25. Dziękuję za słowa wsparcia. Ja już nie będę próbowała,za chwilę będę miała 38 lat. Czuję, że to już za późno, ostatnie lata z porażkami dodały mi jeszcze kilka lat w gratisie :( Żal mi, że mój synek nie dowe się co to mieć brata czy siostrę a wiem, że byłby świetnym starszym bratem. Widzę jaki jest opiekuńczy w stosunku do młodszych. Jest tyle ludzi, którzy nie chcą dzieci, biją,krzywdzą, wyrzucają... chętnie bym jakąś kruszynkę przygarnęła i kochała ale cóż takie to moje życie. Życzę całej Twojej rodzince wszystkiego dobrego :-)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witajcie, przedwczoraj wyszlam ze szpitala. Stracilam swoje malenstwo. Nic tego nie zapowiadalo, czulam sie swietnie, ostatnie usg w 12 tygodniu nie zapowiadalo niczego niepokojacego. Widzialam jak moje dziecko się porusza. W 15 tygodniu na kontrolnej wizycie okazalo się, ze serduszko przestalo bic jakies dwa tygodnie wczesniej. Ogromny szok, zal i niedowierzanie. Potem pobyt w szpitalu. Dostalam dwie tabletki na poronienie i dopiero wystapilo krwawienie, ktore niedlugo ustalo. Na drugi dzien kolejna tabletka i za pare godzin zabieg. A teraz poczucie ogromnej pustki. To byla nasza pierwsza upragniona ciaza, byly plany, wyobrazenia, a w jednej chwili wszystko sie rozmylo. Wiem, czasu juz sie nie cofnie, ale caly czas rozmyslam co moglo sie stac, moze moglam temu jakos zapobiec. Staram sie jakos trzymac, mam wsparcie w najblizszych. Ale boje sie myslec o tym co bedzie. Ciezko mi wrocic do codziennych spraw. Boje sie czy w przyszlosci sytuacja sie nie powtorzy. Na razie jest ciezko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię kochana! Cholernie dobrze Cie rozumiem. Nie obwiniaj się, proszę. To nie pomoże. Wypłacz, wykrzycz to i w odpowiednim dla siebie momencie zacznij na nowo! Trzymam kciuki !!

      Usuń
    2. Rozumiem Cię kochana! Cholernie dobrze Cie rozumiem. Nie obwiniaj się, proszę. To nie pomoże. Wypłacz, wykrzycz to i w odpowiednim dla siebie momencie zacznij na nowo! Trzymam kciuki !!

      Usuń
  27. Mnie w szpitalu po poronieniu położyli z kobietą w 9 miesiącu. Musiałam słuchać bicia serca innego dzidziusia wiedząc że mego juz nie ma... Było to kilka lat temu i mam nadzieje że teraz kobiety po takich dramatach są lepiej traktowane. Teraz mam najcudowniejszego SYNA na świecie! Może i chciała bym jeszcze jednego Bobasa, ale strach jest większy. Jestem w o tyle lepszej sytuacji ze w drugiej ciąży trafiłam na kompetentnego lekarza który wykrył co bylo przyczyna poronienia i w kolejnej ciąży po 4 miesiącach leżenia nadzieja była większa,ale strach był do końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nadal są tak traktowane...dziś mija dokładnie rok od utraty mojego Maleństwa. Trafiłam do szpitala wieczorem, zabieg w nocy położono mnie na sale z rodzącymi kobietami...dramat. Na drugi dzień stałam w kolejce na badanie z kobietami w ciąży, które pytały mnie w którym miesiącu jestem. Do dzisiaj nie mogę się pozbierać...W nowy rok dowiedziałam się o drugiej ciąży, nowy rok nowe nadzieje...niestety dramat się powtórzył. Jestem Mamą dwóch Aniołków. Mam nadzieję, że kiedyś spotkam ich w niebie.

      Usuń
  28. 16 wrzesnia minie rok jak stracilam synka w 4 miesiacu ciazy,doznalam szoku jakalam sie lęki dzis mam nerwice lękową i jade na psyhotropach. Nadal sie nie pozbieralam to byla moja 5 ciaza 4 donoszone nigdy nie sadzilam ze mi sie to przytrafi

    OdpowiedzUsuń
  29. Mimo, że od poronienia minęło 3 lata nadal czuje żal, smutek,pustkę.
    Mam synka który jest całym moim życiem, ale o aniołku nigdy nie zapomnę...
    Paolina paolina

    OdpowiedzUsuń
  30. Znam ten ból. Moja ciąża obumarła. Chodziłam z podejrzeniem prawie 2 tyg. a później 2 tyg. czekali żeby sam organizm się oczyścił ale on nie chciał. Podano mi tabletki podobne ale był słaby efekt, musieli czyścić. Cały czas wyłam i wyłam, nie chciałam wychodzić z łóżka. Mąż postanowił, że musimy zmienić otoczenie i wyprowadzilismy się do innego miasta. Może troszkę pomogło ale, gdy byłam sama płakałam i płakałam. Tym, co pomogło mi wrócić do żywych była kolejna ciąża. Cały czas się bałam czy wszystko będzie ok. i było. Mam teraz 2 synów. Z perspektywy czasu widzę w jak złym stanie psychicznym byłam. Z nikim nie chciałam rozmawiać o tym, co się stało. Mąż miał wszystkich poinformować. To bardzo trudne przezycie.

    OdpowiedzUsuń
  31. Czytam Wasze wpisy i chce powiedzieć, że są szpitale, w których nie kładą kobiet, które straciły dziecko razem z ciezarnymi. Ja lezalam w szpitalu, gdzie lekarz potrafił współczuć, pocieszyć.

    OdpowiedzUsuń
  32. Po mieszkaniu znowuż przebiegł cień małych stópek, leże na łóżku i obserwuję je w myślach jak zwykle przez 16 tygodni. Dawniej rankiem po przebudzeniu rozmawialiśmy o tym co zjemy na śniadanie, Maksiu lubił wybrzydzać, ba żeby tylko, a jaki on był czuły na zapachy...Przez 16 tygodni wymioty towarzyszyły mi niemal codziennie. Gdy wyszłam ze szpitala po zabiegu okazało się ku mojemu zaskoczeniu, że na świecie nic się nie zmieniło, mijaliśmy ludzi w drodze do auta i nikt nie wiedział, że Maksia już nie ma, nikt prócz nas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :( matko.. dużo siły Ci życzę, Wam! Nie moge sobie tego wyobrazić :(

      Usuń
  33. witam 22 sierpnia dostałam ogromnego krwotoku w domu byłam 18 tydzień ciąży.wszystko było dobrze ruchy były.czułam się dobrze.a tu nagle w szpitalu mi powiedzieli że dziecko jest martwe.i musiałam urodzić.mija 2 miesiąc a ja ciągle się zastanawiam czy to moja wina.dlaczego tak się stało.nawet mój starszy syn mnie się zapytał.dlaczego jego brat zmarł.obwinam się ciągle .że to moja wina.nie umiem się z tym pogodzić.codziennie chodzę na cmentarz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję Ci z całego serca :( Nie wyobrażam sobie co czułaś i jak musi Ci być ciężko! Nie możesz robić jednak jednego... nie możes zobwiniać sie że to Twoja wina! Ja wiem że to nie łatwe, bo sama tracąć dziecko "tylko" w 5 tygodniu miałam takie same odczucia. Długo zajęło mi uporanie się ze stratą i z poczuciem winy. Wiem że to może zabrzmiec Ci na ten moment idiotycznie, ale potrzeba czasu. Musisz też uwierzyć w to, że to absolutnie nie jest Twoja wina! Nie daj sobie tego wmówić przez samą siebie. Masz syna, doceniaj każdą chwilę, a zobaczysz że kolejna ciąża przyjdzie syzbciej niż Ci się wydaje :) Dużo sił i miłości Ci życzę :*

      Usuń

TOP