23 marca 2014

9 miesięcy starań

To będzie inny post. Inny niż wszystkie...



9 miesięcy temu zaczęliśmy starania o dziecko. Nasze pierwsze dziecko.
Po ślubie mieliśmy już własne M, oboje bardzo dobra prace, pewna przyszłość.  Nic nie stało na przeszkodzie abyśmy powiększyli nasza rodzinkę:) Tym bardziej ze oboje bardzo chcieliśmy mieć dziecko, oboje kochamy dzieci!
Zaczęliśmy starania...
Z wielka niecierpliwością czekałam na dzień pierwszej miesiączki, dzień przed zaopatrzyłam się w testy ciążowe. Wynik - negatywny.. Pomyślałam ze nic się nie stało, przecież to dopiero pierwszy cykl starań. 
Minęły kolejne dwa cykle - magle test pokazał 2 kreski !!! Byliśmy w 7 niebie :) To było dla nas spełnienie marzeń.. Radość nie trwała długo, w 5 tygodniu ciąży - poronienie samoistne..

Od tego najgorszego w życiu dnia minęło pól roku. Nadal staramy się o nasze pierwsze dziecko:(
Coraz więcej o tym myślę, coraz częściej miewam dni rezygnacji, zwątpienia. Cały czas zastanawiam się dlaczego nam się nie udaje? Dlaczego Ci, którzy nie chcą mieć dzieci "wpadają", innym udaje się zajść w ciąże od razu, a my staramy się i nic:(
Wyniki oboje mamy bez zarzutu. Problem tkwi we mnie, a ściślej w moich komórkach które nie chcą do końca dojrzewać:( A co za tym idzie cały proces zapłodnienia komórki nie może dojść do skutku. Problem wyszedł na jaw przy ostatniej wizycie - za 3 tygodnie kolejna, zobaczymy co dalej... Jestem na tyle zdesperowana ze podejmę się wszystkiego, każdej kuracji, za każde pieniądze - oby tylko się udało!
Cały czas w głowie siedzi mi "ciąża". W Tv widzę same reklamy produktów dla dzieci,  widzę same mamy z wózkami, kobiety w ciąży...
Mam nadzieje ze już niedługo pokażą nam się upragnione 2 kreski.. Jeżeli nie, już rozmawiamy z przyszłym Tatuśkiem o adopcji..

9 komentarzy

  1. Trzymam kciuki :) Czasem życie rzuca nam kłody pod nogi, ale jak nauczymy się skakać wysoko by złapać swoje szczęście, na pewno się uda :) powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierwsze dziecko straciłam w 8 tygodniu poronie samoistne:(to było równy rok temu:/ pół roku później okazało się,ze znowu jestem w ciąży to już 35 tydzień jest wszystko ok czekam z niecierpliwością na córeczke :)więc głowa do góry wkońcu się uda:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochanie miałam podobnie, ale ja starciłam 2. W końcu przestałam jakoś oczekiwać tego wielkiego dnia gdzie zobacze 2 kreski. I tak po półtora roku zaszłam. Ty też będziesz miała swoje szczescie :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam tego posta z dniem wystawienia na blogu, zostawiłam otwartą stronę na pasku do dnia aż nazbieram dość odwagi by napisać własne doświadczenia, które być może podniosą kogokolwiek na duchu, choć mnie kilkanaście miesięcy temu nie ruszyłby nawet cud macierzyństwa innej kobiety starającej się o dziecko przez kilka lat. Moja i męża sytuacja od samego początku była jasna, dzieci naturalną drogą zapłodnienia mieć nie będziemy. Mój mąż jest niepełnosprawny przez uszkodzenie rdzenia nie dochodzi podczas stosunku do wytrysku, jedyną możliwą nadzieją na posiadanie dziecka było zapłodnienie in vitro. Prawie dwa lata temu mielismy pierwsza próbę, powiodła się, byłam najszczesliwsza kobieta, jednak w 7 tyg starcilam malenstwo, od tamtej pory bylo juz tylko gorzej. Totalnie opadlam z sil, depresja, leki. Przez pół roku leczylam sie z nerwicy żołądka, drugie tyle u psychiatry, do tego widzialam tylko swoje nieszczescie i wszystko do okoła nie miało dla mnie sensu, rodzina, mąż, znajomi, mogłabym zapasc sie pod ziemie. Po roku zdecydowalismy sie na kolejna probe, ostatnią, nie mieliśmy wiecej komórek, jechałam pewna siebie, skoro to ostatnie mrożaczki to muszą zostać już ze mną. I została, jedna komórka z 4, teraz jestem w 9 miesiącu ciąży, przygotowuje sie do najwazniejszej i najpiekniejszej roli mojego zycia. Choc to trudne i mozna sobie tlumaczyc "łatwo mówić" jestem pewna ze warto wierzyc. Ja bylam w stanie zrobic wszystko, mimo ze uwazam ze in vitro to moja indywidualna sprawa i nawet kosciol ktory sie temu sprzeciwia nie ma nic do tego, to poszlam nawet do ksiedza by byc pewna ze mam blogoslawienstwo, potrzebowalam tego mimo ze nie przesiaduje niedzieli w pierwszej lawce kościoła. Tak warto wierzyć. Trzymam kciuki, sledze Pani posty i myslami jestem z Wami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Aż się popłakałam. Bardzo, bardzo się cieszę że mimo tylu trudów udało się Wam!! Gratuluję Ci kochana wielkiej wytrwałości ! Masz rację, najważniejsze to wierzyć!
      Ja wierzę że już niedługo będzie dobrze! Musi być !! :) nie ma innej opcji :)

      Usuń
  5. marzenia się spełniają, naprawdę!
    3mam mocno kciuki za te dwie kreseczki na teście ... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszystko się uda znam osoby, które starały się kilka lat i w końcu się udało ważne aby trafić do dobrego specjalisty i nie tracić czasu na zwykłych lekarzy trzeba udać się do kliniki leczącej niepłodność i odstresować. Odstresowanie pomaga my zaszliśmy bez stresu w miesiąc po ślubie bez myślenia o dziecku.

    OdpowiedzUsuń

TOP